Nowy numer 30/2021 Archiwum

Armia Jana Pawła II

Imiona wielu świętych, których wynosił na ołtarze, dopisywał do odmawianej 
przez siebie prywatnie litanii. Odkryliśmy jej pożółkłe już kartki u krakowskich sercanek. To kolejny nieznany skarb po św. Janie Pawle II. 


Pierwsze adnotacje Wojtyły pojawiają się po wspomnieniu świętych, przed błogosławionymi. Drobnym maczkiem papież dopisał tu: św. Maksymilian Maria Kolbe. Nazwisko oświęcimskiego męczennika jest wpisane osobno, jako ważny filar polskiej geografii duszy. Kolejny wpis papież nanosi długo potem, po wołaniu: „Od długiej, ciężkiej pokuty dziejowej, wybaw nas, Panie”. Papież wpisał po nim aż 19 nazwisk. Są wśród nich bł. Dorota z Mątowów, stygmatyczka, patronka matek, potem bł. Radzym, brat przyrodni św. Wojciecha, oraz Urszula Ledóchowska, Rafał Kalinowski, Adam Chmielowski (czyli Brat Albert), Karolina Kózkówna. Są wreszcie dwaj ważni dla Wojtyły duchowni: Michał Kozal – biskup męczennik i abp Jerzy Matulaitis-Matulewicz. Ten ostatni, odnowiciel zakonu marianów, był w pewnym sensie prekursorem Soboru Watykańskiego II. Już w 1910 r. apelował do księży, by pozwolili angażować się świeckim w życie Kościoła. Jan Paweł II cytował go. „Ileż dobrego mogliby zdziałać świeccy mężczyźni i kobiety w niesieniu Chrystusa!”. 
– Proszę zobaczyć – wskazuje s. Jadwiga. – Na kolejnej stronie na górnym marginesie Ojciec Święty rozpoczął wpis od bliskiego nam, sercankom, i również jemu Józefa Sebastiana Pelczara, na którego tekstach ascetycznych wychowywał się jako młody kapłan. Pisał o tym w książce „Wstańcie, chodźmy!”.
Po Józefie Sebastianie Pelczarze Jan Paweł II wzywał wstawiennictwa bł. Bolesławy Lament, założycielki Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Jej na sercu leżała jedność Kościoła. Za nią znalazło się nazwisko Rafała Chylińskiego. Tego żyjącego w XVII w., błogosławionego nazywa się go „latarnią morską ostrzegającą rodaków przed rozbiciem na skałach pobłażliwości wobec zła”. Za Chylińskim pojawia się Aniela Salawa, mistyczka, oraz Angela Truszkowska, założycielka zgromadzenia felicjanek. Nie trzeba wyjaśniać kolejnych nazwisk: Faustyna Kowalska i Stanisław Kazimierczyk. Na dolnym marginesie strony litanii papież dopisał Honorata Koźmińskiego, kapucyna, oraz Marię Siedliską, założycielkę nazaretanek. I dalej ciekawy szczegół. Pojawia się subtelnie nakreślona kreska. Wojtyła oddzielił nią wymienionych powyżej od Brata Alberta i Rafała Kalinowskiego. Na koniec wpisał Agnieszkę Czeską, zwaną Praską. Jan Paweł II kanonizował ją 12 listopada 1989 r. i oddał jej opiece Czechosłowację. Krótko po tym wydarzeniu padł tam komunizm. 


Kamień węgielny


Litania Narodu Polskiego jest chyba jedynym takim tekstem w skali świata. Nasza historia splata się tu z dziejami chrześcijańskiej Europy. Pojawiają się w niej nawet Jan III Sobieski, Tadeusz Kościuszko i Jagiellonowie. Jest i królowa Jadwiga. Te „duchy przeszłości” są dowodem na ciągłość relacji Polski z Bogiem. To „duchowe owoce tej relacji” – jak pisał bp Bandurski. 
Biskup Bandurski, dobierając słowa litanii, inspirował się XVI-
i XVII-wiecznymi modlitwami kapelanów królewskich i hetmańskich. Formą nawiązał do Litanii do Wszystkich Świętych. Ale czuć tu też wersy Mickiewiczowskiej Litanii Pielgrzymstwa z 1832 roku. Niestety, modlitwa oprócz konfiskaty spotkała się z krytyką – także Kościoła – za „płytką teologię narodu i przesadne nagromadzenie sformułowań emocjonalnych”. W litanii do głosu dochodzi bowiem „płacz matek, żon, wdów i sierot, dzieci katowanych za pacierz polski” oraz „jęki z więzień, obozów koncentracyjnych, (...) brzęk pękających kajdan naszych”. Płyną „łzy przesiedleńców i wygnanych z ojczyzny”. Emocje więc są, i to spore. Biorąc pod uwagę czas powstania modlitwy, trudno się im dziwić. Jan Paweł II odmawiał Litanię Narodu Polskiego w takim właśnie kształcie. W 1981 r. modlitwę „unowocześniono” i wydano w Rzymie, za zgodą bp. Szczepana Wesołego, ale do prywatnego odmawiania. Wydał ją polski ośrodek Corda Cordis razem z papieskimi przemówieniami z pielgrzymek do Polski, m.in. z Westerplatte. W nowej wersji modlitwa ta ma już tonację mniej dramatyczną. Zmienił się kontekst historyczny, z litanii wypadły więc „wołania o zerwanie się do czynu zbrojnego, o powstanie armii polskiej, o zmartwychwstanie Państwa Polskiego”. Dopisano prośby m.in. o „wielkiego wodza na­rodu, o złączenie naszych cierpień z męką Chrystusa, o zmartwychwstanie z grzechów narodowych, o jedność narodu na wzór Koś­cioła, o czasy bohaterów dzielności, pracy, mądrości, serc, wielkich czynów”. Czy w erze Facebooka jesteśmy w stanie się jeszcze tak modlić? W kontekście globalizacji i zaniku patriotycznych uczuć? 
Dobrze jest się właśnie teraz nad tą litanią zatrzymać. Tym bardziej że leżała na sercu wielkiego Polaka, papieża. Jak pisał bp Bandurski, są w tej modlitwie „kamienie węgielne duchowej historii Polski”. Szkoda by je było zaprzepaścić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama