Nowy numer 42/2019 Archiwum

Po Mszy jestem wesoła

– Kim jest dla pani Bóg? – pytam Joannę Leonowicz. – Nie ma nikogo ważniejszego – mówi. – A mąż i dzieci? – Inna odpowiedź niż mąż i dzieci wydaje się nietaktem. A jednak najważniejszy jest dla mnie Bóg.

Daj się kształtować Miłości

Przed wstąpieniem do III Zakonu św. Dominika rozczytywała się w „Legendach dominikańskich” o. Jacka Salija. – Dzięki temu poznałam wiele osób nieżyjących według sztancy, takich, które można zwyczajnie polubić – przyznaje. Za patronkę wybrała sobie św. Zdzisławę z Moraw, tercjarkę dominikańską żyjącą w XIII w. Pochodziła z rodziny szlacheckiej i jej marzeniem było wstąpienie do zakonu.

Ale jako córka posłuszna rodzicom weszła w związek małżeński według ich woli. Jej mąż był człowiekiem gwałtownym, ale stopniowo go wychowała. Mieli czworo dzieci. Joanna Leonowicz przyznaje, że w różnych sprawach swojej rodziny modli się za wstawiennictwem tej świętej. Bardzo krzepiąco działa na nią biografia św. brata Alberta. – Przeszedł skomplikowane koleje losu – opowiada. – Był powstańcem, malarzem, a potem został biedakiem i opiekunem ubogich. Ta zmiana nie nastąpiła za jednym cięciem noża, ale musiał do niej dojrzeć. Szczególnie ciężko przeżywał epizod depresyjny, kiedy nie jadł, nie spał, nie przystępował do sakramentów św. Trzeba się bardzo mylić co do tego, kim jest Pan Bóg, żeby tak bardzo bać się do Niego wrócić. A jednak udało mu się. I to jest budujące – uważa.

W pamięci nosi fragment dramatu Karola Wojtyły „Brat naszego Boga” poświęconego Albertowi Chmielowskiemu. To scena spowiedzi przyszłego świętego, który żali się spowiednikowi, że nie wie, co zrobić ze swoim życiem. A on mu radzi: „Daj się kształtować Miłości”. To przesłanie też jej przyświeca, choć głośno o tym nie mówi. Ostatnio jej starsza córeczka na lekcji religii poznała bł. Anielę Salawę, która też była tercjarką, tyle że franciszkańską. – Mówiłam córce o niej, ale też o sobie – wspomina. – Wiara jest sprawą osobistą i rozmawianie o niej dla wielu bywa szalenie trudne. Nieraz widziała, że ludzie, uznając kwestię wiary za sprawę prywatną, zamykali się w sobie. Uważa, że to błąd, bo to przecież najważniejszy temat życia. Był czas, że jej starsza córeczka, chodząca do przedszkola ss. augustianek, pozdrawiała sąsiadów „Szczęść Boże”.

Wielu z nich przyjmowało to z radością. Często od tego zaczynały się rozmowy o wierze. Mówili, że czują się raźniej, słysząc to pozdrowienie. – Jeżeli za dwa lata zostanę dopuszczona do ślubów wieczystych, to przede mną cała reszta życia bliżej Pana Boga – mówi Joanna Leonowicz. – Ale już teraz widzę, że można spokojnie przestać przejmować się sobą, zapomnieć o bólach i frustracjach, a zająć się tymi, którzy potrzebują Pana Boga. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL