Nowy numer 42/2020 Archiwum

Język Kościoła: ostry czy łagodny?

Jak głosić naukę Kościoła: językiem łagodnym czy ostrym? To problem, przed którym stają nie tylko księża czy katecheci, ale także dziennikarze (zwłaszcza mediów kościelnych), a najczęściej - rodzice, pragnący wychować swe dzieci w wierze i moralności chrześcijańskiej. Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.

Pamiętam historię, którą przed laty opowiadał o. Jan Góra. Studenci z DA przyprowadzili do niego swego kolegę: - Ojcze, to jest nasz kolega, sztandarowy niewierzący. - No to panów wierzących zapraszam, a panu niewierzącemu dziękuję. Do widzenia - odparł o. Góra. (Zdaje się, że powiedział to jeszcze trochę dosadniej). Kolejne spotkanie o. Jana z tym samym człowiekiem było zupełnie inne. Mężczyzna przyznał, że chodził ze znajomymi od księdza do księdza, wszędzie był traktowany układnie i dopiero szorstkie potraktowanie ze strony dominikanina dało mu do myślenia. Dało mu do myślenia na tyle, że po paru latach był już człowiekiem wierzącym.

Opowiadając tę anegdotę, nie chcę usprawiedliwiać każdej obcesowości czy wręcz chamstwa. Ale też nie jest tak, że łagodność jest jedyną słuszną postawą.

Różni ludzie w różny sposób odpowiadają na pytanie, czy język głoszenia wiary i moralności chrześcijańskiej powinien być ostry jak papryka, czy słodki jak miód.

Oczywiste jest, że odpowiedź będzie zależeć od osobistej wizji Boga. Są dwie skrajne, ale równie fałszywe, wręcz karykaturalne wizje. W pierwszej Bóg to skrzyżowanie sędziego, księgowego i gromowładnego Zeusa, ciskającego pioruny, gdy jakiś śmiertelnik przekroczy jego prawo. W drugiej Bóg to przytulanka z maślanymi oczyma, gotowa przyklejonym uśmiechem zaakceptować każde zło.

Tymczasem Jezus - „najpiękniejszy z synów ludzkich” - był osobowością w pełni zintegrowaną. Potrafił łagodnie zareagować na przywleczoną przed Niego cudzołożnicę i z biczem wkroczyć między kupczących w świątyni jerozolimskiej. W Jezusie sprawiedliwość i miłosierdzie, czułość i święty gniew są idealnie zintegrowane. My mamy z tym problem.

Co więc robić? Oddaję głos br. Rogerowi z Taizé. Warto go posłuchać, bo choć znany był z łagodności, to jego odpowiedź wcale nie jest tak jednostronna, jak można by przypuszczać: Język Kościoła: ostry czy łagodny?   - Co do siebie, to uważam, że dobrze będzie, jeśli przy rachunku sumienia spytam siebie i Boga, czy swą pryncypialnością moralną nie przysłaniałem prawdy o Bożym miłosierdziu, ale też czy nie popełniłem grzechu zaniechania, milcząc bądź anemicznie reagując na zło - z lenistwa, tchórzostwa czy po to, żeby „nie zrazić klienta”.

(Screen z książki br. Rogera zawdzięczam profilowi Piotra Żyłki na Facebooku)

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jarosław Dudała

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, z wykształcenia prawnik, były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 r. pracuje w „Gościu Niedzielnym”. Jego obszar specjalizacji to problemy z pogranicza prawa i bioetyki. Autor reportaży o doświadczeniach religijnych.

Kontakt:
jaroslaw.dudala@gosc.pl
Więcej artykułów Jarosława Dudały

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także