Nowy numer 25/2018 Archiwum

Zaostrzono przepisy drogowe, jeździmy coraz szybciej

Choć zaostrzono przepisy, to kierowcy jeszcze chętniej przekraczają prędkość - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

Od 18 maja za przekroczenie o 50 km/h dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym można stracić prawo jazdy na 3 miesiące. I to od ręki. Dotąd spotkało to ponad 11,3 tys. osób.

Ale jednocześnie, jak wynika z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, znacząco zwiększył się odsetek kierowców przekraczających prędkość w obszarze zabudowanym. Przy czym są one mniejsze niż 50 km/h, czyli nie skutkują odebraniem prawa jazdy.

Np. na ulicach jednojezdniowych w stolicach województw limity łamie 70 proc., podczas gdy w ub.r. było to 45 proc., a na drogach powiatowych we wsiach i w małych miastach odsetek ten skoczył z 62 do niemal 83 proc.

Kierowcy zaczęli kombinować, kalkulują, czy przekroczenie prędkości się opłaci - wskazuje psycholog transportu Andrzej Markowski.

Jak mówi, odkąd pojawiły się nowe kary, większość doszła do wniosku, że dużo szybsze dotarcie do celu nie jest warte ryzyka utraty prawa jazdy. Ale nadal jeżdżą szybciej, niż pozwalają przepisy, tyle że w bezpiecznym zakresie, by ew. konsekwencje były dla nich mniej dotkliwe - zauważa Markowski.

« 1 »

Zobacz także

  • izka
    01.10.2015 09:18
    Myślę, że problem nie leży w tym, że kierowcy kalkulują, o ile opłaca się przekroczyć prędkość, a o ile nie. Chodzi o to, że życie nabiera coraz większego tempa, coraz więcej osób dojeżdża do pracy z mniejszych miejscowości do dużych miast. I w sytuacji, gdy droga zajmuje ok. godziny w jedną stronę a praca 8 godzin, po pewnym czasie człowieka zaczyna irytować to, że 95% dnia zabiera mu praca. A kiedy żyć? Dlatego dojeżdżający chcą w miarę sprawnie dojechać do miejsca pracy. Niestety za bardzo nie mają jak. Mówię oczywiście również o sobie. Jedna droga, prowadząca prawie cały czas przez tereny zabudowane... Tu nawet nie chodzi o to, że trzeba przekraczać prędkość (nie popieram piratów drogowych), ale żeby jechać przyzwoicie i płynnie. Niestety co rusz z małych skrzyżowań wyskakują przed maskę mieszkańcy przydrożnych wiosek/miasteczek i jadą na zakupy z prędkością 30-40 km/h. I wtedy się zaczyna - ktoś nerwowy (nie dziwię się) zaczyna wyprzedzać, powstają niebezpieczne sytuacje...
    Czy zamiast skupiania się na tych, którzy prędkość przekraczają, nie trzeba spojrzeć na naszą infrastrukturę drogową i na wszystkich kierowców? Nauczyć ich dyscypliny? Jeśli ktoś rozmawiając z pasażerem lub przez telefon (słuchawki) nie potrafi równocześnie płynnie prowadzić samochodu, to niech nie gada! Jeśli ktoś przy bardzo dobrych warunkach pogodowych jedzie przez teren niezabudowany 60km/h to uświadomić mu, że stwarza niebezpieczne sytuacje, bo inni, niemający tyle czasu będą chcieli go wyprzedzić, a nie zawsze jest okazja do bezpiecznego wyprzedzania... Jeśli kogoś razi słońce i nic nie widzi, to niech kupi okulary przeciwsłoneczne, przecież nie wszyscy muszą jechać za nim 30 na godzinę.
  • pieszy
    01.10.2015 11:33
    Gdy wysiądziemy zza kierownicy stajemy się pieszymi. Wtedy liczymy na to, że naszego dziecka, które właśnie zagapiło sie na ślimaka pełznącego po krawężniku nie zaskoczy szaleniec jadący 80 km/h pod przedszkolem. Myślmy logicznie!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama