Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zmiana etykietki

Minister finansów ogłosił, że Polska wesprze gotówką inwestycyjny „plan Junckera”. Nie ma to jednak większego znaczenia.

Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polskie Inwestycje Rozwojowe mają dołożyć do inicjatyw Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych sumą 8 mld euro. EFIS to część „planu Junckera”, w ramach którego do gospodarki unijnej ma zostać wpompowane 315 mld euro. Polska jest jednym z sześciu państw, które zapowiedziały wsparcie inicjatywy.

Jesteśmy więc europejskim prymusem, ale trudno powiedzieć, by wynikało z tego coś konkretnego. Teoretycznie możemy liczyć na to, że dzięki naszej otwartości do Polski popłynie dodatkowy strumień euro. W praktyce jednak pewni możemy być jedynie tego, że pieniądze, które sami do worka Junckera włożyliśmy, mogą do nas wrócić – bowiem BGK i PIR będą miały pieczę nad tym, jak zostaną rozdysponowane. Tylko że nie ma to większego znaczenia, bowiem w założeniu… i tak powinny one zasilić polską gospodarkę. Do tego bowiem służą te instytucje.

Biorąc pod uwagę dotychczasową działalność PIR, na którą nikt nie ma pomysłu, i o której min. Sienkiewicz wyraził się dość niecenzuralnie podczas rozmowy z Markiem Belką, nie spodziewałbym się spektakularnych propozycji. Po co więc właściwie cała operacja? Dokładnie nie wiadomo, ale coś mi mówi, że chodzi przede wszystkim o to, by w razie czego można było winę za ewentualne niepowodzenie zrzucić na EFIS. Innym wytłumaczeniem może być po prostu chęć przypodobania się Brukseli, poprzez otwarte poparcie dla sztandarowego pomysłu „uniopremiera” Jean-Claude’a Junckera. Biorąc pod uwagę mentalną niezależność działań polskich władz, ta druga opcja jest nawet bardziej prawdopodobna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama