Nowy numer 43/2020 Archiwum

Do trzech razy sztuka

„To co, do trzech razy sztuka?” – rzucił lekarz, gdy Hania została dwukrotnie uzdrowiona. Po dwóch latach wyszeptał: „Nie wiem, co mam powiedzieć. Chciałbym mieć takiego Boga przy sobie”.

1. pocałunek

– Po raz pierwszy zdiagnozowano u mnie guza w maju 2010 roku – opowiada Hanna Kula (nauczycielka angielskiego z Katowic). – Mój syn Michał miał wtedy dwa latka. Ponieważ jestem genetycznie obciążona, regularnie wykonywałam badania. W czasie jednego z nich coś się lekarzom nie spodobało. Skierowano mnie na szczegółowe, inwazyjne USG. Werdykt? Guz piersi. Zatrzymałam się. „Nadszedł mój czas, kolejne pokolenie dostało raka” – pomyślałam. „Stoję w kolejce”. Tak naprawdę słowa lekarzy do mnie nie dochodziły. „To ma być początek końca? – myślałam. „Wszystko ma się odwrócić do góry nogami?”.

Choć wielokrotnie posługiwałam w czasie modlitw o uzdrowienie, nie przyszło mi na myśl, by prosić o taką modlitwę. Diagnoza diagnozą, a Pan Bóg Panem Bogiem – pomyślałam. Nie mam pojęcia, dlaczego oddzieliłam sprawy ludzkie od Bożych, ale taka była pierwsza myśl. Pani doktor powiedziała: umawiamy się na biopsję. Zabieg miałam mieć za trzy miesiące, w czasie wakacji. „Przypadkowo” zbiegło się to z czasem rekolekcji.

Pojechaliśmy ze wspólnotą do Kokoszyc. Rekolekcje toczyły się w lekkości i delikatnym powiewie Ducha Świętego. Popychał nas subtelnie w stronę uwielbienia. „Musimy na chwilę wyjechać. Na zabieg” – powiedziałam wspólnocie. Pamiętam, jak jedna z osób rzuciła: „Pamiętaj, największym lekarzem jest Bóg. To do Niego powinnaś się zwrócić w pierwszej kolejności”. Wspólnota postawiła mnie przed faktem dokonanym: „Haniu, czy tego chcesz, czy nie, chcemy się za Ciebie pomodlić. Wszystko przygotowane”. Poczułam przejmujący strach. Dlaczego nie pomyślałam od początku o Bogu? Czy będzie miał mi to za złe? Szłam na modlitwę z drżeniem. Czułam, że zasmuciłam Ducha Świętego i nie wiedziałam, jak ukoić ten smutek. Poczułam w sercu przynaglenie: „Przyjdź taka, jaka jesteś. Bez oczekiwań, pytań”.

Modlitwa była niezwykle przejmująca. Ks. Krzysztof Biela otwarł tabernakulum. Miałam Jezusa na wyciągnięcie ręki. Nie pamiętam słów, które padały. Pamiętam, że ogarnął mnie jakiś dziwny spokój. Byłam z Jezusem w sytuacji sam na sam, wpatrywałam się w Jego oczy. Bardzo intymne spotkanie. Jedna z osób poprosiła księdza, by podał mi monstrancję do pocałowania, bo poczuła, że nasze pragnienia (Jezusa i moje) są takie same, że chcemy takiej bliskości. Gdy ucałowałam Jezusa, wylał się na mnie Duch Święty. Z łaską pokoju, miłości, bezpieczeństwa. Zatopiłam się w miłości Boga. Nie potrafię tego inaczej określić.

Następnego dnia pojechaliśmy na zabieg. Lekarka chciała sprawdzić, czy struktura nowotworu się zmieniła. Minęły już 3 miesiące, guz mógł się zwiększyć. Zazwyczaj lekarze z tobą rozmawiają, a ona… milczała. Cisza trwała długo. Przeraziłam się: „Coś nie tak?” – zapytałam przez łzy. Cała się trzęsłam. A ona rzuciła: „Nie mam słów. Nie ma raka, nie wiem, co się stało”. Porównywała badania, opisy, robiła zdjęcie za zdjęciem. Skończyła się rolka, założyła następną. Zdjęcia walały się na całej podłodze. „Zażywała pani jakieś lekarstwa? Z zagranicy, z internetu?” – zaczęła się dopytywać. „Nie”.

Zdobyłam się na odwagę i wyszeptałam: „Wczoraj miałam modlitwę”. „Słucham?” – nie dosłyszała. „Jestem w trakcie rekolekcji. Modlono się nade mną”. Z jej oczu popłynęły łzy: „Nigdy się z czymś takim nie spotkałam. To moje pierwsze zderzenie z cudem”. Wyfrunęłam z tego gabinetu, Na korytarzu wpadłam w objęcia Przemka: „Nic nie ma! Duch Święty zadziałał!”. Przez całą drogę do Kokoszyc śpiewaliśmy piosenki. Dziecięce, pieśni uwielbienia. Weszłam do kaplicy w czasie modlitwy wspólnoty. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. „Bóg jest wielki” – powiedziałam. „Haniu, musisz dać świadectwo! Przyjdź na spotkanie wspólnoty” – poprosiła mnie Ola. Przytaknęłam, ale czas pokazał, że wszystko jakoś się rozmyło. Po powrocie poszłam do swojego lekarza. Spoglądał na zdjęcia z lekkim niedowierzaniem.

2. Oszukałeś mnie!

Minęły trzy miesiące. W październiku 2010 roku trafiłam na kontrolne badania. Okazało się, że mam guza na jajniku. Konsultowałam to z dwoma lekarzami. Wtedy się załamałam. Poczułam się oszukana.

„Uzdrowiłeś guza piersi, a teraz znów mam raka?” – wołałam. „Co jest nie tak? Przecież w Kokoszycach czułam, że moje ciało jest obmyte łaską Ducha!”. Zareagowałam ogromnym buntem. I znów pomyślałam: „Nie poproszę o modlitwę. To nie działa”. Czułam się zawiedziona, opuszczona.

Szłam pod blokiem i płakałam. I wtedy spotkałam Gosię, koleżankę ze wspólnoty. Wyrzuciłam z siebie wszystko, a ona spokojnym głosem odpowiedziała: „Nie martw się. Dziś jest Msza z modlitwą o uzdrowienie. Przyjedziesz?”. „Nie” – odburknęłam. „Nie mam z kim zostawić dziecka”. Zachowanie obronne, pancerz. „W takim razie my pomodlimy się za ciebie, a ty módl się w tym czasie z Przemkiem” – powiedziała spokojnym głosem. Boże, jak drażnił mnie ten ton i pewność, z jaką wypowiedziała te słowa! Powiedziałam mężowi: „Jak chcesz, to się módl. Ja idę usypiać Michałka”. Michał jednak zasnął od razu (naprawdę się to nie zdarzało!) i poczułam, że nie mam żadnej wymówki. Duch Święty kazał mi wstać z łóżka – wiem, że te słowa mogą wzbudzać uśmieszek, ale tak to czułam. Stanęłam z mężem do modlitwy. Modliliśmy się dwie i pół godziny: spontanicznie, koronką, wołaliśmy o Ducha Świętego. Po modlitwie spłynął na mnie wielki pokój. Bunt wyparował. Na drugi dzień zadzwoniła Gosia, zapytała, co u nas, a na końcu rzuciła: „Czekaj, Bóg jest wielki”.

Poszłam do lekarza. Zachował się identycznie jak poprzednia pani doktor. Zaniemówił. A to naprawdę gaduła i zawsze sporo rozmawialiśmy. Oglądał zdjęcia i milczał. „Proszę coś powiedzieć”– przerwałam tę krępującą ciszę. „Pani Haniu, nie mam nic do powiedzenia. Brak mi słów”. Uśmiechnęłam się. Zobaczył to i spytał: „Już pani wie?”. „Wiem”. „U kogoś pani z tym była? Trzeba było mi o tym powiedzieć!” „Nie, nigdzie nie byłam. Modliłam się”. Spojrzał na mnie zdumiony, a ja opowiedziałam o poprzednim uzdrowieniu: „Panie doktorze, kilka miesięcy temu zostałam uzdrowiona z raka piersi”. Popatrzył na mnie i z ogromną powagą powiedział: „Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. To dla mnie niepojęte. Nie mogę jednak zaprzeczyć faktom, zdjęciom, dowodom”. By jakoś rozładować sytuację, rzucił: „To co, pani Haniu, do trzech razy sztuka?”. „Słucham?”. „Jeśli pani Bóg jest tak wielki, jak pani opowiada, to do trzech razy sztuka. Może wtedy moje serce będzie skruszone?”. Odpowiedziałam: „Panie doktorze, nie chcę Go wystawiać na taką próbę, ale mam nadzieję, że gdy tak się stanie, będę miała tyle wiary, by ten cud znów się dokonał”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także