Nowy numer 4/2019 Archiwum

Po co kolęda?

Miło wspominam księży przychodzących po kolędzie, choć oczekiwanie na wizytę bywało niekiedy stresujące.

Nawet jeśli taka wizyta nie trwała długo, to miała w sobie coś odświętnego. Ponadto cieszyłem się, że ksiądz przejrzał zeszyt do religii i postawił dużą piątkę. Do kolędy trzeba podejść z wiarą. Chodzi o wiarę, że w znaku kapłana sam Pan Jezus nawiedza nasze domostwa i nam błogosławi. Piękne są kolędowe błogosławieństwa, a przyjęte z wiarą stają się źródłem łaski.

Jako kapłan mam niewielkie doświadczenie chodzenia po kolędzie. Nigdy bowiem nie pracowałem w parafii. Ale w „sezonie” 2002/2003 dane mi było kolędować w jednej z warszawskich parafii przez miesiąc. I jestem przekonany, że dobrze przeprowadzona kolęda ma duży sens duszpasterski. Chodzenie po domach daje możliwość dostrzeżenia różnych sytuacji, na przykład ukrytej biedy ludzi, którzy sami nigdy o pomoc w parafialnej Caritas nie poproszą. Można też spotkać ludzi, którzy w kościele się nie pojawiają, ale księdza po kolędzie przyjmują. To okazja, by zachęcić, wyjaśnić…

Zdarzyło mi się, że pewna samotna pani poprosiła mnie na kolędzie o spowiedź. Była to spowiedź po 40 latach. Trwała nawet niedługo, bo ok. 45 minut. Potem musiałem trochę przyspieszyć przy pozostałych wizytach, żeby do ostatnich nie przyjść zbyt późno. Koperty brałem. Niektórzy nie dali. Może nie mieli, a może zapomnieli. W każdym razie nie było to żadnym problemem. Dobrze, jeśli jest jakiś konkretny cel kolędowej zbiórki. Na przykład w tym roku w mojej rodzinnej parafii zbiera się na parkan kościelny. Rzeczywiście, niektóre jego części są nie tylko brzydkie, ale i niebezpiecznie pochylone. Na kolędach zdarzają się różne niebywałe scenki rodzajowe. Gdybym był reżyserem, to zrobiłbym film zatytułowany na przykład: „Kolęda. 5 epizodów”. Mnie przydarzył się taki oto epizod. Ostatnie piętro bloku. Na klatce schodowej dynda goła żarówka.

Głucho, jakby nikt tam nie mieszkał. Dzwonię do jednych drzwi. Cisza. Dzwonię do drugich. Nic. Ale słyszę, że za pierwszymi ktoś się rusza. Drzwi się otwierają i staje w nich niski, krępy gość, w białym, przybrudzonym podkoszulku i… w czarnym berecie z antenką na głowie. Patrzy na mnie i ochrypłym głosem nieprzytomnie pyta: „Podwyżka czynszu?”. A słysząc, że nie, że ksiądz po kolędzie, macha ręką: „Eee, myślałem, że podwyżka czynszu”. I zamknął drzwi.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • DraQla
    17.01.2015 10:19
    To może i ja opowiem o swoich odczuciach. Kolędę od zawsze traktowało się w mojej (i żony) rodzinie jako święto. I tak jest i w naszym domu: przygotowania, oczekiwanie, swoisty "dreszczyk emocji" i...wpada ksiądz jak "po ogień". W progu mówi, że nic nie chce wiedzieć bo sąsiedzi już mu mówili jak żyjemy, szybka "zdrowaśka", błogosławieństwo i słowa -to wszystko, uciekamy bo jeszcze mamy mieszkania do odwiedzenia:(Dłużej zajęło mi palenie świec niż wizyta duszpasterska. Ja odwiedzając znajomych/rodzinę robię to wtedy gdy mogę, mam ochotę, zabezpieczam sobie czas, który z nimi spędzę a nie mówię im w progu idę bo nie mam czasu. Aż się ciśnie na usta "to po coś przyszedł". Wierzyłem, wierzę, chcę...ale jakbym choć trochę wątpił to po takim zaangażowaniu księdza (o.Jezuici z Kłodzka) nie wiem czy chciałbym kolejnej wizyty. Za rok znowu się przygotuję, znowu będziemy czekali a może zostanę zaskoczony?








    doceń 3
  • amico
    18.01.2015 10:24
    Ja uważam, że księża , chodząc od mieszkania do mieszkania, zbyt rzadko rozmawiają z ludźmi. Nawet nie mają czasu, poza odmówieniem modlitwy i poświeceniem mieszkania, by na chwilę usiąść i porozmawiać, poznać parafianina, jego troski i wątpliwości, jego zmagania z - niekiedy trudną i tragiczna rzeczywistością. Przypominają strażaka gdy się pali. Dawniej, pamiętam to z dzieciństwa, ksiądz proboszcz usiadł, przeglądał zeszyty do religii dzieci i chwalił lub ganił, częstował cukierkami, ucinał sobie pogawędkę z rodzicami przy herbatce, a nawet napił się kieliszeczek nalewki. Atmosfera była przyjemna, wnosząca spokój, świąteczny nastrój... Dzisiaj bywa różnie. U mnie ksiądz też był około 5 minut.
    doceń 2
  • KoledaHeyKoleda
    19.01.2015 23:11
    No to jedye rozwiazaie dla tych ktorzy chca dluzsza kolede to przeiesc sie za graice!!! Odleglosci dalekie, ksiadz eailowo umawia sie na termin z rodzina i zwykle przy okazji koledy jest obiad, rozmawia o rodzinie, parafii, dzieci popisuja sie graniem koled na istrumetach, itp. itd. Rozmowy a tematy duchowo/kosciele/wychowawcze, itp. Ksiadz spedzil u as w tym roku 3 godziny. Zwykle zamyka sie to pomiedzy 2-4 godzin. Jesli nie wystarczy mu czasu by obejsc zapraszajace rodziy w styczniu to koleda jest kiedykolwiek, wystarczy poprosic po mszy lub wyslac emala. W Polsce nigdy nie bylo takich koled. Tutaj sytuacja jest specyficza bo ksieza i kosciol spelniaja nie tylko role duchowa ale umozliwiaja kontakt z jezykiem ojczystym i innymi rodakami wiec funkcja ksiedza ma inne wymiary. Albo moze lepszy sposob na prawdziwa kolede jest zaproszeie Ksiedza do domu na wizyte w ciagu roku.
  • gusiakkk
    21.01.2019 14:33
    Witam serdecznie. Jestem bardzo rozczarowana kolędą. Wcześniej mieszkałam w bloku w mieście, wiadomo ksiądz miał więcej mieszkań do obskoczenia. Ale przez 15 lat niczego się nigdy o nas nie dowiedział, wchodził modlitwa, ptaszek w kartotece, koperta i pędził dalej. Teraz mieszkam na wsi w miejscowości podmiejskiej i tak samo to wygląda. Często, żeby przyjąć księdza po kolędzie reorganizujemy cały dzień, np. mąż wstał o 5 żeby pojechać wcześniej do pracy i wrócić do domu na czas kolędy, ja zwolniłam się wcześniej (będę musiała to odpracować) a ksiądz wpadł jak po ogień. Nie zapytał nas o nic. Nawet gdyby świat walił nam się na głowę, to on by się tego nie dowiedział. Trucie, ze wizyta jest po to żeby poznać parafian, zobaczyć z jakimi problemami się zmagają - litości. Po co te nasze przygotowania, często po kolędzie czuję zignorowana, mam ochotę wyć tak źle się z tym czuję. Naprawdę powinno się zreformować tę instytucję.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy