Nowy numer 2/2021 Archiwum

Rząd–rodzice: trzecie starcie

Projekt ustawy obywatelskiej „Rodzice chcą mieć wybór” przywraca decyzyjność w sprawach edukacji matce i ojcu.

W kolejce do poradni

Autorzy projektu są konsekwentni i chcą, by decyzja o przyspieszeniu lub opóźnieniu rozpoczęcia edukacji szkolnej konkretnego dziecka była podejmowana przez jego rodziców, a nie przez dyrektora szkoły czy jakiegokolwiek innego urzędnika lub specjalistę. Oznaczałoby to zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Już teraz w całej Polsce rodzice uznający, iż ich dziecko nie jest jeszcze gotowe, by zacząć edukację, masowo zwracają się o potwierdzenie tego faktu do poradni psychologiczno-pedagogicznych. W Wielkopolsce do końca roku szkolnego wydano 850 takich odroczeń, w samym Krakowie ponad 900 (na 7,5 tys. sześciolatków). Dla porównania w zeszłym roku odroczeń było tylko kilkadziesiąt. Obecna ustawa oświatowa nakłada obowiązek szkolny (i przedszkolny w przypadku pięciolatków) na dzieci i rodziców. Pomysłodawcy projektu „Rodzice chcą mieć wybór’” przenoszą ten obowiązek na państwo, określając, że pięciolatki mają prawo, a nie obowiązek chodzić do przedszkola. Państwo zaś powinno im zapewnić odpowiednie po temu warunki. Sęk w tym, że wciąż nie jest jasne, co to znaczy „odpowiednie warunki”. Co powinna zapewnić szkoła sześciolatkom, a przedszkole maluchom? Najwyższa Izba Kontroli od dawna wytyka rządowi brak określenia takich standardów, jeśli chodzi o warunki lokalowe, wyposażenie czy liczebność klas, a także o zasady przebywania w świetlicach i na placach zabaw. – Chcemy, by wreszcie te standardy zostały opisane – podkreśla Tomasz Elbanowski. Chodzi także o dokładne określenie zasad dowozu dzieci do szkół, konieczność zorganizowania w szkole stołówki i szatni.

Decyduje mama, a nie minister

W typowym dla siebie stylu rząd Donalda Tuska (łamiąc wszelkie zasady i obyczaje) podjął decyzję o wprowadzeniu od września 2014 r. darmowego podręcznika dla pierwszaków. W praktyce oznaczała ona ustanowienie monopolu państwa na rynku wydawniczym. Takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia i obywatelski projekt ustawy przypomina, że wybór podręczników powinien być przywilejem nauczyciela (zgodnie z obowiązującymi przepisami Karty Nauczyciela). Wprowadza także konieczność zawarcia porozumienia w tym zakresie z radą rodziców. Konstytucyjna zasada mówiąca, że edukacja w Polsce jest bezpłatna, winna być realizowana przez wprowadzenie dotacji państwowej na wybrany (a nie wskazany, napisany i wydrukowany przez rząd) podręcznik. Stowarzyszenie RPR już teraz prowadzi kampanię informacyjną „Wyprawka szkolna”, której celem jest uświadomienie rodzicom ich praw do korzystania ze wsparcia państwa. Dotąd bowiem regularnie pieniądze na ten cel nie były wykorzystane i zostawały w budżecie państwa. – Przez ostatnie lata narobiono mnóstwo bałaganu w polskiej szkole i teraz trzeba zrobić wszystko, co możliwe, by ten bałagan posprzątać – tłumaczy Tomasz Elbanowski. Przykładem szkodliwej działalności rządu jest likwidacja dużej części zajęć dodatkowych i ograniczenie oferty edukacyjnej przedszkoli, wprowadzona w 2013 r. wbrew woli rodziców, przy dużym oporze społecznym, pod demagogicznymi hasłami „przedszkole za złotówkę”. Ustawa „Rodzice chcą mieć wybór” przewiduje powrót do sytuacji, w której organizacja zajęć dodatkowych zależy od decyzji mamy i taty, a nie ministra i premiera.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama