Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Król paw puszcza oko

85 lat krakowskiego zoo. – Mamo, czy będę mógł nakarmić osiołka? Zobaczymy małpki z białymi czubami? – pytają dzieci rodziców i z radosnym błyskiem w oczach wbiegają do królestwa zwierząt.

Już po chwili stają jak wryte, nasłuchując dobiegających z każdej strony ogrodu dźwięków: tajemniczych pisków, pohukiwań, skrzeczenia, świergotu, a nawet chichotu, do złudzenia przypominającego ludzki śmiech. – Ten zaskakujący dźwięk to odgłos, jaki wydaje kukabura zwana chichotką, zimorodek, który w naturalnych warunkach żyje w Nowej Gwinei, na Tasmanii i w południowej Australii – tłumaczą pracownicy krakowskiego Ogrodu Zoologicznego, oprowadzając po pełnym niespodzianek świecie fauny i flory.

Pedicure słonicy

Tuż po wejściu do zoo w zachwycie zastygają nie tylko dzieci, ale i dorośli. – Ojej, jaka ona jest zielona! I jak fajnie przekrzywia łebek! Zobacz, tamten ptak ma na głowie prawdziwą koronę z piór! – okrzykom przy przestronnych wolierach [pomieszczeniach, w których przebywają ptaki – mogą w nich swobodnie latać, jest dużo zieleni, są też zamontowane konary i sznury – przyp. aut.] z bażantami, małymi papużkami, turako i korońcem plamoczubym (największym z gołębi) mogłoby nie być końca. Po chwili uwagę przyciągają jednak różowe, długonogie flamingi, przechadzające się leniwie wokół pierwszego z ogrodowych stawów. Unoszą skrzydła, prezentując lśniące w słońcu upierzenie, i z wrodzonym sobie wdziękiem pozują do zdjęć, wykonując gibkim tułowiem najbardziej skomplikowane ptasie ćwiczenia gimnastyczne. Wśród flamingów dostojnym krokiem spaceruje też król paw, który – bulgocząc i pokrzykując – zabiera spokojnym kolegom zaciekawioną publiczność. Drugi z pawi zaczepia zwiedzających ogród, puszczając do nich zawadiacko oko i wystawiając głowę zza krzaków otaczających woliery z dużymi papugami. Schował się w nich, ze skromności pewnie, ale widząc wycelowane w niego obiektywy aparatów, prezentuje wspaniałą, niebieską szyję i nieśmiało rozkłada ogon. Tuż za rogiem na gości czekają małe małpy, nieco dalej – drapieżne koty, a na ogromnym wybiegu stoją i wachlują się uszami dwie bardzo towarzyskie słonice – Baby i Citta. Ta ostatnia 2 lata temu stała się ulubienicą mediów, gdy typowała zwycięzców meczów podczas Euro 2012. Każdego dnia, gdy tylko sprzyja pogoda, o godz. 13 słonice można podziwiać podczas karmienia, a gdy są w dobrym nastroju, same robią pokaz dla publiczności – podnoszą łapę, trąbę, klękają. Od czasu do czasu pozwalają również opiekunom zrobić im pedicure. Spacerując po ogrodzie, trudno nie odwiedzić wybiegów dla wielbłądów, jeleni, strusi bawiących się w modelki i wielu, wielu innych zwierząt – tych, które w warunkach naturalnych żyją w Polsce, i tych bardzo rzadkich, pochodzących z najdalszych zakątków świata. Jedną z największych (dosłownie) atrakcji są od października ubiegłego roku trzy żyrafy – Malman, Denar i Malik. Na razie są jeszcze bardzo młode, więc mierzą ok. 4 m, ale gdy dorosną, będą mieć nawet 6–7 metrów!

Marzenie o żyrafie

– W naszym zoo mamy obecnie 1400 zwierząt, reprezentujących aż 260 gatunków. Stworzenie nowoczesnej żyrafiarni, która pozwoliła na sprowadzenie do ogrodu tych zwierząt, od dawna było naszym marzeniem. Inwestycja była możliwa dzięki pożyczce zaciągniętej w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska w Krakowie – mówi dr Józef Skotnicki, dyrektor Fundacji „Miejski Park i Ogród Zoologiczny w Krakowie”. Budowa żyrafiarni trwała 14 miesięcy. Wybieg dla zwierząt zajmuje powierzchnię ok. 3,5 tys. mkw., a pawilon dla żyraf – ok. 600 mkw. Jak podkreśla dyrektor Skotnicki, za wszystkie zwierzęta, które tu trafiają, krakowskie zoo nie płaci – są darowane do hodowli z innych ogrodów zoologicznych. W zamian za to przychówki z Grodu Kraka również kierowane są do różnych miast w Polsce i za granicą, zgodnie z wytycznymi odpowiednich komisji hodowli gatunków ginących i zagrożonych wyginięciem. Żyrafy przyjechały do Krakowa z Warszawy, czeskiego Liberca i niemieckiego Stuttgartu. Ich transport nie był łatwym przedsięwzięciem. – W Europie są 3 firmy zajmujące się przewozem dużych zwierząt – żyraf, słoni i nosorożców. Znajdują się w Czechach, Holandii i Niemczech. Po zrobieniu rankingu najlepszą dla nas, a także najtańszą firmą, mającą największe doświadczenie, była ta z Czech. Ma samochód z przyczepą o obniżonej o 30 cm podłodze i wysokości 3,80 m. Można więc bezpiecznie przejechać pod wszystkimi wiaduktami – tłumaczy dyrektor Skotnicki. Podczas drogi żyrafa stoi lub leży, trzeba ją poić, karmić i utrzymywać z nią dobry kontakt. Jest to bowiem zwierzę niezwykle płochliwe i stres mu nie służy. Trzeba więc unikać gwałtownego hamowania i ruszania. Ważną zasadą jest też, by transportować żyrafy młode, mające najwyżej 1,5 roku.

Kierunek: nowoczesność

Budowa żyrafiarni była zwieńczeniem wielu remontów i sukcesów, jakie w ostatnich latach udało się osiągnąć w krakowskim zoo. Nie byłyby one możliwe bez ogromnego zaangażowania we wszystkie inwestycje dyrektora Skotnickiego, który swoją funkcję pełni od 1975 r. – Prawie 40 lat pracy to duży kawałek życia, który tu zostawiłem, i serca, które włożyłem w ogród. Zoo jest dla mnie jak drugi dom – dbam o nie jak o własne gospodarstwo, cieszy wszystko, co dobre, a niepowodzenia smucą. Bardzo cenne jest dla mnie to, że wielu pracowników to zapaleńcy, którzy kochają pracę ze zwierzętami – podkreśla dyrektor. Starsi mieszkańcy Krakowa na pewno pamiętają, że kiedyś w zoo stały słupy elektryczne. – Gdy wiatr i burze strącały z drzew gałązki, powodowało to awarie prądu i było niebezpieczne. Problem rozwiązało okablowanie ogrodu. Ważną inwestycją było też stworzenie kanalizacji zoo, która obecnie kierowana jest do magistrali kanalizacyjnej w Chełmie. To przedsięwzięcie było możliwe dzięki wsparciu obecnego prezydenta Krakowa. W dalszym ciągu borykamy się jednak z siecią wodociągową – niektóre jej odcinki są bardzo stare i psują się, zwłaszcza zimą – opowiada szef placówki. W ostatnich latach wiele zmieniło się również w widocznej dla zwiedzających infrastrukturze ogrodu. Wykonane zostały (w większości) wybiegi fosowe dla zwierząt kopytnych i jeleniowatych. – Udało się też rozerwać szeregowość klatek i wybiegów oraz przedzielić je zielenią, która tworzy aurę tajemniczości. Zwiedzający, idąc ścieżką, widzi jeden lub dwa wybiegi. Potem jest roślinność (pracujemy nad nią od ok. 30 lat) okalająca fosy oddzielające zwierzęta od ludzi, za którą kryje się niespodzianka. Ogród znajduje się w sercu liściastego Lasu Wolskiego i dawniej nawet przez 5–6 miesięcy było tu szaro. Teraz zielono jest nawet zimą – cieszy się dyrektor zoo. Remont przeszła też małpiarnia, wybudowany został bardzo nowoczesny wybieg dla dużych kotów (tygrysów, lwów azjatyckich i panter śnieżnych) oraz tzw. pawilon nocny, w którym w półmroku – albo raczej w blasku księżyca – podziwiać można zwierzęta prowadzące nocny tryb życia (m.in. kuskusa ziemnego, nietoperze, fenki, lori małe). Wszystkie remonty są możliwe dzięki wpływom z biletów wstępu i wsparciu sponsorów. Z budżetu miasta pochodzą natomiast pieniądze na bieżące utrzymanie ogrodu.

Troska i szacunek

Od kilku lat istnieje również minizoo, gdzie dzieci (i dorośli) karmią przygotowaną przez pielęgniarzy marchewką i sianem oswojone kucyki, miniaturowe króliki, świnki morskie, żółwie, kózki karłowate, osiołki, lamy, świnki wietnamskie, mundżaki chińskie, perliczki i papużki faliste. Zwierzęta – pod okiem pracownika zoo – można też pogłaskać i zrobić sobie z nimi zdjęcie. – Minizoo to superpomysł! Często odwiedzamy z wnukami ogród zoologiczny i lubimy tu przychodzić, bo karmienie oswojonych zwierząt to wielka radość. Nam przypomina to dawne lata, gdy mieszkaliśmy na wsi i mieliśmy gospodarstwo, a dzieci uczą się kontaktu ze zwierzętami – mówią państwo Anna i Kazimierz, dziadkowie 6-letniego Kuby i 8-letniej Ani. Krakowskie zoo troszczy się o każde zwierzę – poczynając od najmniejszych owadów (niedawno stworzony został dla nich tzw. hotel), a kończąc na największych i najgroźniejszych okazach drapieżników. Doceniają to zarówno mieszkańcy Krakowa, jak i coraz liczniej odwiedzający zoo turyści z Polski i zagranicy. Tych ostatnich przybyło po tragicznych wydarzeniach w kopenhaskim zoo. – Być może usłyszeli moje wystąpienia, piętnujące publiczne zabicie tam żyrafy i czterech lwów. To, co stało się w Danii, jest dla mnie skandaliczne i niepojęte. Tak nie wolno. Nasz ogród uczy gości poszanowania każdego zwierzęcia, także słabego, chorego, porzuconego. W opiece trzeba zachować normy etyczne i moralne. Gdy padała słonica Kinga, zasłoniłem jej wybieg folią, bo widok odchodzącego słonia jest straszny. Dbaliśmy o nią do ostatniej chwili – podkreśla dyrektor Skotnicki. Zoo może się też pochwalić dużą liczbą narodzin zwierząt, także tych najbardziej zagrożonych wyginięciem. Dużym osiągnięciem było m.in. odchowanie kondora wielkiego, 40 tygrysów bengalskich, 35 serwali, kuskusa ziemnego. – Krakowskie zoo odwiedziłam po 13 latach przerwy. Spacer był bardzo udany. Przyjemnie jest obserwować zadbane zwierzęta w pięknie utrzymanym parku. Jest czysto, a powietrze pachnie tylko lasem, choć jest pełnia lata – mówi pani Emilia.• Więcej zdjęć na: krakow.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama