Nowy numer 24/2021 Archiwum

Katolicki coming out

Publiczne Opowiedzenie się Lekarzy za poszanowaniem Dekalogu w swojej pracy wywołało histeryczną reakcję Środowisk namawiających na co dzień do Wszelakiej maści coming outów, czyli deklarowania swoich przekonań. 


To powrót do średniowiecza, „fanatyzm religijny”! – grzmią komentatorzy „Gazety Wyborczej”. „Ich gabinety powinny być z dumą oznakowane i opisane. Powinno być jasne dla wszystkich, że zgłaszając się do konkretnego lekarza, będzie się leczonym w zgodzie z najnowszymi osiągnięciami medycyny albo najnowszymi osiągnięciami katolickiego sumienia pana doktora i jego spowiednika” – ironizują internauci.


Proste wyznanie wiary


O co tu chodzi? Jaka to inicjatywa wywołała aż takie emocje? Powodem do niepokoju okazał się króciutki, zmieszczony w sześciu punktach tekst zatytułowany „Deklaracja wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej”. Jego pomysłodawczynią jest dr Wanda Półtawska, przyjaciółka ks. Karola Wojtyły i jego wieloletnia współpracownica – także w czasie, gdy był już papieżem. „Widział szczególną odpowiedzialność lekarzy, nie tylko za zdrowie, ale za los pacjenta, wręcz za jego wieczność” – pisała o Janie Pawle II 
w liście pilotującym akcję, adresowanym do lekarzy i studentów medycyny. „Bolał nad tym, że techniczny rozwój w medycynie zagraża etyce i że rady i działania lekarzy stanowią zagrożenie świętości rodziny i miłości ludzkiej. Cierpiał, widząc postępujący spadek moralności, ale uważał, że lekarze mogliby temu zapobiec, gdyby szerzyli prawdę o ludzkiej płciowości i płodności, o »teologii ciała«. Wielokrotnie powtarzał: »Stwórzcie mocny związek lekarzy katolickich, żeby zapanować nad opinią publiczną« – nie doszło do tego, ani w Polsce, ani na poziomie Europy, ani świata. Śledził losy coraz bardziej zniszczonej rodziny i bronił godności osoby ludzkiej – przemawiał do wszystkich, wszędzie i spodziewał się pomocy od lekarzy – ale zawiódł się... Byłam świadkiem jego reakcji na wiadomość, że polski parlament zatwierdził prawo zabijania nienarodzonych chorych dzieci.

Wzburzył się jak rzadko, jak prawie nigdy – uderzył pięścią w stół i zawołał: „A gdzie są pediatrzy? Dlaczego nie bronią chorych dzieci, dlaczego nie reagują?”.
Okazją, by wreszcie zareagować, stała się kanonizacja polskiego papieża. Wanda Półtawska postanowiła obudzić wierzących lekarzy, by dali świadectwo. – To ona stworzyła deklarację – opowiada prof. Janusz Gadzinowski, neonatolog, członek Papieskiej Akademii „Pro Vita”, który był jedną z pierwszych osób konsultujących tekst. – Mimo nieco archaicznego stylu uznałem, że, poza paroma drobnymi korektami, dokument trzeba pozostawić w takiej formie. Zrozumiałem, że pani profesor chciała zrealizować nigdy nie spełnione życzenie św. Jana Pawła II, by głos katolickich lekarzy był lepiej słyszalny w mediach. Sam też podpisałem deklarację – w moim przypadku jest ona tylko potwierdzeniem tego, co jako lekarz praktykuję od czterdziestu kilku lat. Choć muszę przyznać, że od ciągłych wątpliwości, które towarzyszyły mi w pracy ginekologa, uciekłem w dziedzinę pediatrii. 


Czas próby sumień


Tekst dokumentu został wyryty na kamiennych tablicach, które organizatorzy akcji złożyli na Jasnej Górze. „Nie chodzi o uczone referaty, o metody, o technikę, ale o proste, jasne wyznanie wiary” – tłumaczy w liście ideę deklaracji Wanda Półtawska. A jednak właśnie to „proste, jasne wyznanie wiary” wzbudziło taką falę niechęci. Niechęci w dużej mierze zresztą wywołanej dezinformacją ze strony mediów, z „Gazetą Wyborczą” na czele. Przypisywano deklaracji myśli, których w niej nie było. Bodaj najbardziej kuriozalną interpretację tego tekstu zamieściła w swoim felietonie Magdalena Środa: „Wynika z niego, że katoliccy lekarze powinni odrzucić teorię ewolucji, osiągnięcia biologii oraz innych nauk eksperymentalnych i skupić się wyłącznie na studiowaniu teologii”. I dalej ironizuje Środa: „Choroba to wola nieba (z nią się zawsze zgadzać trzeba), lekarzowi – jak rozumiem – nie wolno w nią ingerować”. – „Deklaracja wiary” spotkała się z zaskakującą reakcją ludzi bez sumień – twierdzi prof. Bogdan Chazan, ginekolog, który podpisał dokument. 
– Nie wierzę, by ktoś z komentatorów naprawdę tak zrozumiał ten tekst. Ale wierzę, że deklaracja przyczyni się do zwiększenia świadomości społecznej na temat sumienia lekarzy. Do tej pory niewiele mówiło się o klauzuli sumienia, bo ludzie na ogół nie mieli o niej pojęcia.
Teresa Kliza, stomatolog, również sygnatariuszka deklaracji, spodziewała się, że dokument spotka się z krytyką. Podkreśla, że dla niej samej inspiracją do podpisania tekstu były słowa Jana Pawła II 
wypowiedziane w 1995 r. w Skoczowie: „Wbrew pozorom praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia. Bracia i Siostry! Czas próby polskich sumień trwa!”. – Te słowa są ciągle aktualne – mówi Teresa Kliza. – Widać to po reakcjach na tekst deklaracji, który jest w mediach ośmieszany i przeinaczany. Ludzie nie do końca wiedzą, co podpisaliśmy. Boją się, że lekarze przestaną ich leczyć albo że odmówią wypisania recepty. Jako przykład podaje się środki antykoncepcyjne, które mają też działanie lecznicze. A przecież nikt nie zamierza odmawiać wypisania takiego środka, jeśli miałby on być użyty jako lek!


Zagrożeni prawem Boskim


Warto zestawić zarzuty przeciwników „Deklaracji wiary” z jej tekstem, który zamieszczamy obok. Jego lektura z pewnością rozwieje wątpliwości. Trudno bowiem doszukać się w niej czegoś kontrowersyjnego. Podpisujący ją lekarze nie uderzają przecież w system opieki zdrowotnej, występują we własnym imieniu. – Ostatecznie każdy z nas indywidualnie odpowiada przed Bogiem – podkreśla prof. Gadzinowski. – Lekarze po prostu przyznają się do wiary i oświadczają, że w swojej pracy będą kierować się jej zasadami. Czyżby już nawet tego nie było wolno?
Jak widać, wolność sumienia wcale nie jest dziś taka oczywista. Przeciwników deklaracji niepokoi bowiem zapisane w niej pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim. „Każdy ma prawo mieć swoje poglądy, przekonania religijne, ale wobec wszystkich, którzy będą stwarzali zagrożenie dla pacjenta, kierując się prawem Boskim, a nie ludzkim, my będziemy stosowali prawo ludzkie i będziemy w tym zdeterminowani” – ogłosił na antenie Polskiego Radia minister Bartosz Arłukowicz. Trudno powiedzieć, jakie to zagrożenie wynikające z prawa Boskiego mógł mieć na myśli pan minister, bo przecież trudno np. odmowę aborcji lub in vitro traktować jako zagrożenie. Zwróciliśmy się więc z prośbą do Ministerstwa Zdrowia o doprecyzowanie tej wypowiedzi. W odpowiedzi rzecznik prasowy Krzysztof Bąk odesłał nas jedynie do fragmentów ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty dotyczących klauzuli sumienia. Wynika z nich m.in., że lekarz może odmówić świadczenia, które uważa za nieetyczne, z wyjątkiem nagłego zagrożenia dla życia lub poważnego zagrożenia dla zdrowia. Jednak trudno wyobrazić sobie, by ktoś odmówił ratowania życia, powołując się jednocześnie na prawo Boskie, które właśnie wartość życia podkreśla. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama