Nowy numer 37/2021 Archiwum

Niedziela na celowniku

„Francuzi chcą pracować w niedzielę” – na początku października taką „wiadomość” można było usłyszeć w naszych mediach. Była wielokrotnie powtarzana, jakbyśmy mieli poczuć wyrzuty sumienia, że z braku entuzjazmu dla takiej idei pozostajemy w ogonie współczesności.

Niemiecki przykład

Kościół jest często atakowany przez media jako obrońca niedzieli. Naturalnie owe media rzadko chcą uchodzić za rzeczników właścicieli sieci handlowych – powołują się raczej na „wolność gospodarczą” lub ową sondażową większość, która chciałaby mieć możliwość robienia najróżniejszych zakupów w niedzielę. Z takim atakiem miał do czynienia rzecznik francuskiego episkopatu bp Bernard Podvin, zaproszony do studia bardzo popularnej stacji radiowej Europe 1. Był do tej rozmowy doskonale przygotowany. Charakterystyczny argument dziennikarza: „przecież inni tak robią, nie pozostańmy w tyle”, który w tym wypadku polegał na wskazaniu, że we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii sklepy nie mają problemów z otwarciem w niedziele, bp Podvin zbił na polu ekonomicznym: „tak się składa, że te kraje przeżywają akurat bolesny kryzys, szczególnie jeśli chodzi o bijące wszystkie rekordy bezrobocie. Natomiast w Niemczech, gdzie bezrobocie jest w porównaniu z innymi krajami niewielkie, praca w niedziele pozostaje wyjątkiem”. Warto zatrzymać się na tym przypadku: zgoda w sprawie niedzielnego odpoczynku łączy tam związki zawodowe, pracowników, konsumentów i właścicieli nawet największych sklepów. Polityk, który proponowałby tam jakieś ogólne zezwolenie na pracę w niedzielę, ryzykowałby karierą. Socjaldemokraci przyjęliby podważenie zasady wolnej niedzieli jako prowokację wobec związków zawodowych, a chrześcijańscy demokraci sprzeciwiliby się z powodu innej koncepcji społeczeństwa. W Niemczech jest dużo mniej hipermarketów niż we Francji. Wiele ekspansywnych francuskich i niemieckich sieci podbija raczej polski rynek, korzystając z braku ograniczeń, z którymi ma do czynienia u siebie.

Człowiek jako target

Światowa tendencja do stopniowej erozji niedzieli jako czasu na odpoczynek, refleksję i dla rodziny wywodzi się z popularnej od czasu nastania neoliberalizmu redukcji ludzi do roli konsumentów. Nie jesteśmy już przede wszystkim wierzącymi czy obywatelami, lecz „targetami” – celami reklamy i handlu. Przed tym takim pojęciem rzeczywistości próbuje ostrzegać nie tylko Kościół, ale i wielu socjologów. Neoliberalne zmiany obyczajowe prowadzą do coraz bardziej widocznej katastrofy społecznej, niebywałej atomizacji ludzkiej społeczności, zrywania podstawowych więzi. Można powiedzieć, że konsument odnosi korzyść z niedzielnego otwarcia hipermarketów, bo ma coraz więcej usług do dyspozycji, ale ciągłe kuszące poszerzanie tych złudnych możliwości coraz bardziej dzieli rodziny, pozbawia je życia duchowego i profanuje to, co święte dla chrześcijan. Ten element podkreślał kard. André Vingt-Trois: „Jak możemy wymagać, by tkanka rodzinna była bogatsza i wpływała na strukturę życia społecznego, kiedy nawet w niedzielę członkowie rodzin są zatrzymani przez swoją pracę? Czy to normalne, że uczciwe zarabianie na życie prowadzi do rezygnacji z jego jakości? Jeśli prawo zezwoli na upowszechnienie pracy w niedzielę, ludzkie i społeczne szkody będą wielekroć większe niż ekonomiczne zyski, które mogą z tego wynikać. To będzie jeszcze jedno przedsięwzięcie niszczące nasze życie społeczne, które dotknie nie tylko chrześcijan”. Pod koniec września rząd francuski powierzył misję zajęcia się tym problemem znanemu neoliberałowi. Jean-Paul Bailly ma przedstawić projekt ustawy, która rozszerzy możliwości niedzielnej pracy i handlu. Naciskany przez media rząd chce ją przegłosować już w listopadzie. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama