Nowy numer 20/2019 Archiwum

Come back edukacji domowej

Nauka w domu nie tylko umożliwia jej dostosowanie do talentów i ograniczeń dziecka, ale gwarantuje przekazanie świata wartości rodziców.

Za dużym stołem, przykrytym kolorowym obrusem w największym pokoju, siedzi Jonatan, trzecioklasista. Uczy się matematyki. Naprzeciwko Noemi, która niebawem skończy 5 lat, pisze literki. W sąsiednim pokoju 14-letni Janek, uczeń drugiej klasy gimnazjum, ćwiczy angielski. Nad wszystkim czuwa mama – Marta Witecka, która biega między pokojami a kuchnią, gotując obiad. – Lepiej jest uczyć się w domu – mówi Jonatan, który przez rok uczęszczał do szkoły rejonowej w Warszawie. – Mogę później wstawać rano, nie muszę pamiętać, aby zabrać ze sobą wszystkie przybory do szkoły – wylicza. – Pani w szkole musiała zająć się wieloma dziećmi, a w domu jest inaczej. Janek, wybitnie utalentowany matematycznie, już czwarty rok uczy się w domu. Ceni sobie więcej czasu na piłkę nożną, basen i szachy. Ale najważniejsze, że nie nudzi się już na lekcjach matematyki. Nad jego edukacją w tej dziedzinie czuwa zaprzyjaźniona z panią Martą specjalistka w naukach ścisłych, z tytułem doktora. Niemniej Janek i rodzice nie wykluczają, że na czas liceum – z uwagi na więcej trudniejszego materiału z innych przedmiotów – wróci do „normalnej” szkoły. – Na początku najważniejsze było „odszkolnianie” chłopców – mówi Marta Witecka. – Oduczanie, że studiują tylko od linijki do linijki i nic dalej. Było uczenie planowania czasu, organizacji pracy i odpowiedzialności za własną naukę. W domu państwa Witeckich nie ma dzwonków, lekcje trwają dłużej niż 45 minut, ale nauka trwa nie dłużej niż 5 godzin dziennie. Wystarczy. Materiał z chemii przewidziany na cały rok pierwszej gimnazjalnej Janek przerobił w dwa miesiące. Za chwilę, gdy skończą lekcje, Jonatan pobiegnie jeździć na monocyklu, a po obiedzie na zajęcia modelarskie, Janek – do kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego na warszawskim Ursynowie, gdzie pomaga w przygotowaniu wystawy o polskiej husarii. Pani Marta pojedzie do szkoły specjalnej po synów Kubę i Szymona, którzy urodzili się z zespołem Downa. Edukacja domowa wymaga doskonałej organizacji czasu i dyscypliny.

Dynamiczny wzrost

Edukacja domowa, czyli homeschooling, jest możliwa w Polsce od 1991 r. Ale dopiero od 2009 r. dzieci uczące się poza szkołą mogą nadzorować szkoły niepubliczne, co jest dużym ułatwieniem i dla rodziców, i uczniów, gdyż nie wszyscy dyrektorzy szkół rejonowych patrzą na homeschooling życzliwie. Nie wiadomo dokładnie, ile w Polsce jest takich rodzin jak państwo Witeccy, którzy postanowili sami zająć się edukacją swoich dzieci. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w roku szkolnym 2012/2013 w systemie domowym uczyło się 207 uczniów szkół podstawowych i 182 gimnazjów. – Mam wątpliwości co do adekwatności danych MEN – mówi prof. Marek Budajczak, pedagog, który wraz żoną Izabelą byli w Polsce pionierami edukacji domowej. Z jego szacunków wynika, że dzieci objętych edukacją domową jest w Polsce co najmniej 1200–1500. Różnice w dużej mierze wynikają z tego, że MEN nie zbiera danych ani o licealistach, ani o maluchach w zerówkach. Jedno jest pewne: ich liczba z roku na rok rośnie. Coraz więcej rodziców dowiaduje się bowiem o takiej formie uczenia dzieci. Tylko katolickie szkoły w Koszarawie na Żywiecczyźnie, prowadzone przez Fundację Królowej św. Jadwigi, opiekują się ponad 300 uczniami w systemie edukacji domowej: 226 w podstawówce i gimnazjum, 68 w zerówce i 15 w liceum. Szkoła w Koszarawie ma uczniów w całej Polsce. Pod koniec roku szkolnego organizuje dla nich egzaminy, wydaje świadectwa, a w trakcie roku szkolnego liczne warsztaty dla uczniów i rodziców. W ostatni weekend, na rozpoczęcie nowego roku, przyjechało 200 osób z całej Polski – rodziców z dziećmi. Ponad 400 kilometrów przemierzyli także państwo Witeccy z Warszawy z Jankiem, Jonatanem i Noemi, gdyż ich szkoła rejonowa nie zgodziła się na egzaminowanie dzieci na koniec roku. – Niektórzy nauczyciele żywią obawy, że ze szkół może odejść duża grupa dzieci, co będzie skutkowało dla nich utratą miejsc pracy – mówi prof. Budajczak. – Nie biorą pod uwagę, że niektóre rodziny w edukacji domowej korzystają z pomocy zawodowych nauczycieli, pojawiła się też ostatnio moda na guwernerów, kształconych na poziomie uniwersyteckim, a zatem mogą mieć oni z tego tytułu profity.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • cau_kownik
    21.10.2013 21:44
    cau_kownik
    Wóz nie pojedzie szybciej od trzaskania batem nad niewidzialnymi końmi.

    Ile by tych artykułów nie było, "chołm skulińg" to domena krajów bogatych, rodzin bogatych.

    Zapraszam do obnoszenia się nadmiarem środków w mniej ostentacyjny sposób.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji