Nowy numer 49/2020 Archiwum

Tour de Pologne: Amerykanin wygrał czwarty etap

Amerykanin Taylor Phinney (BMC) wygrał w środę w Katowicach czwarty, najdłuższy etap 70. kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Po samotnej akcji na ostatnich kilometrach minął metę kilka metrów przed peletonem. Liderem pozostał Rafał Majka (Saxo-Tinkoff).

Phinney zaatakował z peletonu siedem kilometrów przed metą, zdobył 15 sekund przewagi i po niezwykle emocjonującej końcówce, czując niemal oddech pościgu, pierwszy minął kreskę, półtorej sekundy przed pierwszymi sprinterami. Drugie miejsce zajął Australijczyk Steele von Hof, a trzeci był Białorusin Jauheni Hutarowicz, który wygrywał już w przeszłości w Tour de Pologne pod katowickim Spodkiem.

Był to pierwszy samotny finisz w Katowicach w najnowszej historii Tour de Pologne. W prowadzącej lekko w dół Alei Wojciecha Korfantego triumfowali wcześniej sprinterzy, pędząc z prędkością dochodzącą do 80 km/godz.

Najlepszy z Polaków, Bartłomiej Matysiak (CCC Polsat Polkowice) finiszował na ósmej pozycji.

Środowy etap był praktycznie ostatnią okazją w wyścigu dla zawodników z dalszych miejsc w klasyfikacjach, aby zabrać się do ucieczki i przy szczęśliwym układzie powalczyć o zwycięstwo. Rozgrywany był przy słonecznej pogodzie i obserwowany przez znacznie więcej kibiców niż poprzedniego dnia.

Pojawiły się fan-kluby, których najwięcej rozlokowało się w okolicach Pieskowej Skały i wymalowało na szosie nazwiska swoich faworytów: Majki, Sylwestra Szmyda, Tomasza Marczyńskiego, Przemysława Niemca i Bartosza Huzarskiego. Kibicom nie brakowało inwencji. Jedna z dziewcząt trzymała transparent: "Ja też jestem Majka".

Zaraz po starcie zaatakowało ośmiu kolarzy, w tym trzech Polaków: Kamil Gradek i Paweł Franczak z reprezentacji oraz Jacek Morajko z ekipy CCC Polsat Polkowice. A w zasadzie trzech i pół-Polaka. Włoch Cesare Benedetti (NetApp) nauczył się polskiego dla swojej narzeczonej, byłej kolarki, pochodzącej z Gliwic Doroty Gregorowicz i jej dedykował swoją akcję.

Peleton nie pozwolił, by uciekający zdobyli większą przewagę. Gdy wzrosła do 4.30 min., podkręcił tempo i zredukował stratę o połowę, a potem przez dłuższy czas utrzymywał ten dystans.

W czołówce aktywnością wyróżniali się Polacy. Pierwszą lotną premię w Szczurowej (27 km) wygrał Morajko, a na drugiej na rynku w Olkuszu (117 km) pierwszy był Gradek przed Morajką i Franczakiem, wywołując entuzjazm tłumów kibiców.

Obie premie specjalne - w Dąbrowie Górniczej (147 km) i Sosnowcu (160 km) - padły łupem Francuza Matthieu Ladagnous (FDJ), a na ostatniej lotnej w Siemianowicach Śląskich (171 km) zwyciężył ponownie Morajko, który został najaktywniejszym kolarzem etapu i zapewnił sobie 30-sekundową bonifikatę.

Etap kończył się czterema 12-kilometrowymi rundami w Katowicach. Rozpoczynając pierwsze okrążenie, ucieczka miała jeszcze zapas 1.20 min., ale peleton szybko się zbliżał. Na przedostatniej rundzie zaatakowali desperacko Morajko, a potem Gradek, który go wyprzedził i wskórał tyle, że wygrał jedyną górską premię (217 km). Na początku ostatniego okrążenia został doścignięty.

Niedługo potem na szarżę zdecydował się Phinney. Peleton zbagatelizował tę akcję, pozwolił odjechać mu na kilkanaście sekund, ale potężnie zbudowany, wysoki Amerykanin udowodnił, że znakomicie jeździ na czas, w której to konkurencji jest aktualnym wicemistrzem świata. Minimalną przewagę utrzymał do mety i miał jeszcze czas, by wyprostować się i celebrować zwycięstwo.

"Nie oglądałem się za siebie. Mój dyrektor sportowy Fabio Baldato krzyczał do mnie, a ja pędziłem ile miałem tylko sił" - opowiadał Phinney, który odnosił sukcesy również na torze. W 2009 roku w Pruszkowie został mistrzem świata w torowym wyścigu indywiduanym na 4 km, a sukces powtórzył rok później w Kopenhadze.

"Pamiętam o sukcesie w Warszawie (powinno być: w Pruszkowie - PAP). Padał wtedy śnieg i startowałem w hali. Dziś warunki były zupełnie inne" - dodał Phinney.

W klasyfikacji generalnej nic się nie zmieniło: Majka wyprzedza o cztery sekundy Kolumbijczyka Sergio Henao oraz o sześć sekund Francuza Christophe'a Riblona.

Kolarzy czekają teraz dwa górskie odcinki. W czwartek będą się ścigać na etapie z Nowego Targu do Zakopanego (160,5 km). (PAP)

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama