Nowy numer 48/2020 Archiwum

Związkowiec z krwi i kości

Premiera nazwał tchórzem i zdrajcą, a po wakacjach zapowiada zorganizowanie protestu, który obali rząd Donalda Tuska. Piotr Duda wyrósł na jedną z najważniejszych postaci naszego życia publicznego.

Gdy podczas Kongresu PiS w Sosnowcu został zapowiedziany przez Jarosława Kaczyńskiego, dostał gromkie oklaski, zanim podniósł się z krzesła. Na mównicę wchodził w towarzystwie okrzyków „Solidarność, Solidarność”. Zebranych przywitał słowami „Szczęść wam, Boże”. Prawdziwy aplauz dostał jednak za słowa, że „premier polskiego obecnego rządu to tchórz i kłamca”. Dodał jeszcze, że „im szybciej ten rząd skończy na śmietniku historii, tym lepiej dla Polski i polskich pracowników”. Całe przemówienie jest dobrą wizytówką Piotra Dudy – cechują go słuch społeczny, wyczucie polityki i umiejętność oddziaływania na emocje słuchaczy. Po tym wystąpieniu senator PO Jan Filip Libicki nazwał szefa „Solidarności” „politycznym bandytą”.


Szef „Solidarności” poszedł na wojnę z rządem. Związki zerwały komisję trójstronną, a kością niezgody stała się ustawa o elastycznym czasie pracy. Duda mówi, że w tej sprawie nie odpuści, bowiem według niego takie rozwiązanie spowoduje zmuszanie pracowników do pracy bez żadnych ograniczeń czasowych. – Podejrzewam, że bezkompromisowa walka z ustawą o elastycznym czasie pracy to pretekst do toczenia politycznej walki z rządem i premierem – uważa szef konwentu Business Center Club Wojciech Warski. Podkreśla, że elastyczny czas pracy w mniejszych firmach jest wspólnym interesem pracownika i pracodawcy, bowiem dzięki niemu zakład zwiększa swoją konkurencyjność. – Wówczas pracownik może zarobić nie tylko pensję, ale i premię. Łatwiej mu wtedy zrozumieć, że może teraz pracować np. 10 godzin w tygodniu, a w następnym mieć wolne, jeśli jest korzystne zamówienie. A jak się nie zgodzi, to pracodawca i tak będzie musiał wywiązać się z umowy, tylko że być może już bez niego – mówi W. Warski.


Swój chłop


Przez dwie kadencje, czyli przez osiem lat szefował największemu regionowi „Solidarności” w Polsce. Region Śląsko-Dąbrowski to 800 komisji zakładowych i ok. 110 tys. związkowców. To aż jedna siódma wszystkich członków „Solidarności”. „Wiem, bo poznałem to sam i dużo się napatrzyłem, co oznacza ciężka praca” – mówi Duda. Od 1980 r. pracował jako tokarz w hucie w Gliwicach. Od huty odkupił też niewielki domek, w którym mieszka razem z żoną i 25-letnią córką, studiującą w Katowicach. Ma jeszcze 28-letniego syna, który poszedł w ślady ojca i jako wojskowy służy w siłach specjalnych. Po tym, jak został wybrany na przewodniczącego „Solidarności”, Duda w domu bywa raz na dwa tygodnie. 
W szefowaniu związkowi stara się unikać stwarzania dystansu. Ten styl widać także po planowaniu posiedzeń Komisji Krajowej. Wcześniej odbywały się one w Gdańsku. Duda postanowił jeździć z nimi po całej Polsce. Uważa nawet na to, jak ktoś podaje mu rękę i jak sam ją podaje. „Czasami ktoś wyciąga rękę brudną od smaru, czasami ktoś wierzch dłoni podaje do uściśnięcia. Nie daję się na to nabrać. Gdybym z góry złapał, to od razu by powiedzieli, że przed chwilą robił jako fizyczny, a teraz nawet ręki nie poda, bo boi się ubrudzić” – opowiadał kiedyś. Od bliskich współpracowników trudno usłyszeć nawet cień krytyki pod adresem przewodniczącego.
Alfred Bujara z sekcji krajowej pracowników handlu NSZZ „Solidarność” Piotra Dudę zna od dawna. Zwraca uwagę na koleżeńskość przewodniczącego i to, że nie jest wyniosły. Działa bardziej jak kolega niż przełożony. – Kiedy współpracowaliśmy w regionie, dał się poznać jako dobry strateg. A to bardzo ważna cecha. Poza tym nie obraża się na ludzi, nawet jak się z nimi spiera – mówi Bujara. Część ludzi jednak obraża się na Dudę. Pytają, co swoją agresją chce osiągnąć.


Twardy charakter


W klapie marynarki Piotr Duda ma wpięty znaczek spadochroniarzy. Przez dwa lata służył jako komandos w elitarnej VI Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, popularnie nazywanej „czerwonymi beretami”. Był na Bliskim Wschodzie, na wzgórzach Golan. Siły pokojowe UNDOF (siły rozdzielająco-obserwacyjne ONZ), w których służył, dostały Pokojową Nagrodę Nobla. Miał specjalność saper-miner. 
Znany muzyk Paweł Kukiz, który z szefem „Solidarności” nawiązał współpracę przy okazji spotkań Platformy Oburzonych, mówi, że do Dudy przekonało go m.in. to, że obaj są ludźmi życiowo doświadczonymi. – Znamy życie od strony normalnych ludzi, ale spoglądamy na nie z wysokości salonów. Piotr ma twardy charakter – mówi Kukiz, który także pochodzi ze Śląska Opolskiego. 
Dudę i Kukiza zbliżyły też podobne doświadczenia. Muzyk ma chorą córkę. Z kolei żona szefa „Solidarności” – Grażyna chorowała na nowotwór. 
– Możemy się różnić w pewnych sprawach. Wynikają one w dużej mierze z funkcji, jakie pełnimy. Jestem jednak pewien, że on ponad siebie stawia naród – opowiada „Gościowi” Paweł Kukiz. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama