Nowy numer 48/2020 Archiwum

Edykt, który wstrząsnął światem

„Edykt Mediolański” tak naprawdę ani nie był edyktem, ani nie wydano go w Mediolanie. Ale jego wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy jest ogromny.

„Edykt Mediolański”, którego tysiąc siedemsetna rocznica przypada w tym roku, ani nie był edyktem, ani nie został wydany w Mediolanie. Mimo to jego ogromny wpływ na historię Kościoła na Zachodzie jest przy tej okazji wart odnotowania.

W swoim studium magisterskim „The first thousand years”, Robert Louis Wilken następująco przedstawia historię tych wydarzeń:

„W (...) 313 r. (...) Licyniusz (wschodni cesarz rzymski) i Konstantyn (cesarz zachodni) spotkali się w Mediolanie na okoliczność ślubu Licyniusza z przyrodnią siostrą Konstantyna, Konstancją. Dwaj cesarze wykorzystali to spotkanie do omówienia spraw państwowych i uzgodnili politykę dotyczącą praktykowania religii. Latem 313 r. Licyniusz wysłał listy do zarządców (...) na Wschodzie: w Azji Mniejszej i Syrii, przyznając chrześcijanom prawa, które już uzyskali na Zachodzie, i przywracając im ich mienie. List ten jest często nazywany „Edyktem Mediolańskim”, ale termin ten jest mylący. To nie był edykt, ale pismo wysłane przez Licyniusza z kilku miast na Wschodzie, jak Nikomedia, będąca rezydencją cesarza. Podobnie jak pozostała oficjalna korespondencja, został on napisany w imieniu obu cesarzy, a jego treść nosi ślady ręki Konstantyna”.

List Licyniusza, zauważa Wilken, dotyczył wszystkich religii, nie tylko chrześcijaństwa. Wykraczał poza zwykłą tolerancję i wyrażał bardziej pojemną ideę wolności religijnej, opartej na przekonaniu, że prawdziwa wiara i prawdziwe uwielbienie bóstwa nie może wynikać z przymusu. Traktował on Kościół jako podmiot prawa z wszelkimi uprawnieniami, w tym prawem do posiadania nieruchomości. Tak więc właściwie nie-edykt z Nikomedii (i innych miejscowości) zintegrował fundamenty ideologiczne Zachodu po raz pierwszy zarysowane przez chrześcijańskiego filozofa Laktancjusza: że przymus i prawdziwa wiara nie idą w parze, bo „Bóg chce być uwielbiony przez ludzi wolnych” (cytat za Josephem Ratzingerem, którzy przepisał słowa Laktancjusza tysiąc pięćset lat później, w Instrukcji o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu z 1986 r.). Raczej humanitarne przepisy „Edyktu Mediolańskiego” były często ignorowane w późniejszej historii Zachodu, ale to nie zmienia faktu, że miał on głęboki i w wielu aspektach korzystny wpływ na przyszłość tej części świata.

Jednak ma to wszystko także swoją ciemną stronę. Bo dokument, który znamy jako „Edykt Mediolański” zapoczątkował bliskie połączenie Kościoła z władzą państwową.

Natychmiastowe efekty konstantyńskiej decyzji, zarówno dobre i złe, opisał z charakterystycznym dla siebie dowcipem i literackim polotem Evelyn Waugh w powieści „Helena”. Po roku 313, groby męczenników zostały publicznie uczczone; podobnie uczczono też męczenników-wyznawców, często zniekształconych przez tortury, którzy wyłonili się z chrześcijańskiego podziemia, aby ucałować sobie nawzajem rany na pierwszym Soborze Ekumenicznym. Zanim jednak ci bohaterowie spotkali się w Nicei w 325 r., poważne kwestie teologiczne wplątały się w sieci intryg dworu cesarskiego i polityki kościelnej. Późniejszy mariaż ołtarza i tronu przyczynił się do powszechnego zapomnienia mądrości Laktancjusza, a Kościół zatrudnił „cywilne ramię” do egzekwowania ortodoksji. Protestantyzm okazał się nie mniej podatny na pokusę stosowania przymusu niż katolicyzm i prawosławie. Można nawet stwierdzić, że pokój westfalski zawarty w XVII wieku, który zakończył europejskie wojny religijne, ustanawiając zasadę cuius regio eius religio (czyje panowanie, tego religia), odwrócił dokonania „Edyktu Mediolańskiego” i był w rzeczywistości pierwszym nowoczesnym eksperymentem Zachodu w kierunku totalitarnego zniewolenia sumień.

Bardzo niewielu współczesnych chrześcijan z zadowoleniem przyjęłoby powrót do ustanawiania obowiązującej religii przez państwo. Więc niezależnie od tego jak bardzo Niektórzy uważają, że decyzja Konstantyna wpędziła chrześcijaństwo w długotrwałą niewolę babilońską u władzy świeckiej. Jednak niezależnie od tego, „Edykt Mediolański” również zaafirmował prawdy, które po czasie okazały się trwalsze niż pokusa wykorzystania cezara do pracy Bożej. Dzisiejsze wyzwanie jest zupełnie inne: to pokusa, aby pozwolić cezarowi, w jego różnych formach, na zredukowanie przekonań religijnych do prywatnego prawa odnośnie do wyboru stylu życia.

Laktancjusz wiedział, że przekonania religijne to coś znacznie więcej. Tysiąc siedemset lat później powinna to wiedzieć także administracja Obamy i radykalni sekularyści Zachodu.

Tłumaczenie: Magdalena Drzymała

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama