Nowy numer 48/2020 Archiwum

Smoleńsk: Była nitrogliceryna - z leku na serce

Biegli nie stwierdzili pozostałości materiałów wybuchowych na elementach wraku Tu-154M - poinformowała w czwartek Naczelna Prokuratura Wojskowa.

Próbki trafiły do kraju w grudniu zeszłego roku, ich badanie prowadziło Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji w Warszawie. Jak poinformował płk Szeląg ,zbadano łącznie 258 próbek - 124 próbki gleby z miejsca katastrofy i 134 próbki z wraku.

Sprawa badania próbek stała się głośna, gdy w końcu października zeszłego roku "Rzeczpospolita" napisała, że śledczy jesienią 2012 r. na wraku samolotu znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa wskazywała, że wyświetlenie się napisu TNT na detektorze używanym przez ekspertów podczas pobierania próbek z wraku nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem obecności trotylu. Na początku marca NPW informowała, że na obecnym etapie badań próbek biegli nie stwierdzili śladów materiałów wybuchowych.

"Biegli nie mają żadnych podstaw do tego, żeby twierdzić, że przekazane pakiety zostały w jakikolwiek sposób naruszone. Biegli pracują nad tym codziennie, to jest ich chleb powszedni i potrafią to rozpoznać" - powiedział szef prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.

Szeląg dodał, że biegli stwierdzili natomiast obecność nitrogliceryny w pojemniku z nazwą jednego z leków nasercowych. "W 14 próbkach oraz dwóch próbkach kontrolnych biegli stwierdzili obecność śladowych ilości difenyloaminy, a w czterech próbkach - paranitrodifenyloaminy - substancji nieposiadających właściwości wybuchowych. Z kolei na czterech innych próbkach biegli stwierdzili obecność siarki, także nieposiadającej takich właściwości" - mówił płk Szeląg. Dodał, że dwa pierwsze wymienione związki są "powszechnie używane przy produkcji niektórych tworzyw sztucznych".

Próbki z wraku trafiły do kraju w grudniu zeszłego roku - łącznie było ich 258 próbek - 124 próbki gleby z miejsca katastrofy i 134 próbki z wraku.

Prokuratura zaznaczała już wcześniej, że wyniki badań próbek będą tylko jednym z elementów całościowej opinii biegłych. Opinia ta będzie także oparta na wynikach badań próbek zabezpieczonych z ekshumowanych dotychczas zwłok ofiar katastrofy oraz wnioskach wynikających z oględzin wraku i miejsca tragedii. "Opinia sporządzona zostanie w terminie kilku miesięcy od zakończenia laboratoryjnych badań całości zabezpieczonego materiału" - informowała prokuratura.

Prokuratorzy wojskowi poinformowali także, że dotychczas w śledztwie smoleńskim zgromadzono 435 tomów akt jawnych oraz 120 tomów akt niejawnych.

"Pobrane na przełomie września i października zeszłego roku próbki zostały przebadane wszystkie: próbki, które pobrano z elementów samolotu, z jego wyposażenia, jak też próbki gleby z miejsca katastrofy i miejsc przylegających" - podkreślił płk Szeląg.

Zaznaczał, że odbywającą się właśnie prezentację sprawozdania z badań biegłych, co nie jest jeszcze końcową opinią, należy uznać za "wydarzenie bez precedensu".

Według płk. Szeląga główna konkluzja tego sprawozdania głosi, że "biegli po przeprowadzeniu badań nie stwierdzili na elementach samolotu obecności pozostałości materiałów wybuchowych lub produktów ich degradacji".

"Biegli zaznaczyli, że przy poszczególnych próbkach stwierdzili obecność substancji, których obecność mogła powodować widmo czy też - mówiąc w uproszczeniu - odczyt, który spowodował, że odczyt ten był badany dogłębnie, bo odczyt ten sugerował możliwość stwierdzenia obecności materiałów wybuchowych" - poinformował szef WPO. Jak dodał, w wyniku dalszych dogłębnych badań stwierdzono difenyloaminę, paranitrodifenyloaminę, siarkę, jak też jeden z płynów hydraulicznych, który jego zdaniem najprawdopodobniej jest po prostu produktem ropopochodnym.

"Zbadano całość tych próbek, co nie znaczy, że biegli są gotowi do wydania opinii. Oczekuję na wydanie opinii i przebadanie próbek pobranych z ciał ekshumowanych ofiar katastrofy. Taka metodologia była ściśle uzgodniona z biegłymi. Biegli uznali, że najpierw powinno się dokonać sprawdzenia próbek pobranych z samolotu, bo ich wyniki mogły ukierunkować zakres prowadzonych badań na fragmentach ciał ofiar. Biegli będą też badać pozostałości elementów metalowych i powłokę lakieru z samolotu, którą wydobyto z brzozy badanej na początku roku" - poinformował szef WPO.

Płk Szeląg dodał, że na przełomie lipca i sierpnia planowany jest kolejny wyjazd biegłych, do dokonania kolejnych badań.

W trakcie konferencji prasowej NPW poinformowano, że attache wojskowy ambasady RP w Moskwie w czwartek odebrał od strony rosyjskiej 7 sztuk broni i amunicję polskich funkcjonariuszy BOR, którzy chronili prezydenta Lecha Kaczyńskiego w locie do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r.

Jak podkreślił szef NPW płk Jerzy Artymiak, przekazanie odbyło się w czwartek o godz. 10.00 czasu moskiewskiego. "Attache wojskowy ambasady RP w Moskwie działając z upoważnienia prokuratury odebrał przekazane przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej 7 pistoletów marki Glock z amunicją, które zostały ujawnione i zabezpieczone w trakcie oględzin miejsca katastrofy samolotu Tu-154" - powiedział.

Kwestia przekazania stronie polskiej broni i amunicji, w którą wyposażeni byli funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu chroniący prezydenta Lecha Kaczyńskiego stanowiła temat moskiewskich rozmów Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta z jego rosyjskim odpowiednikiem w marcu tego roku - powiedział płk Artymiak.

Zarazem szef NPW poinformował, że w maju tego roku prowadząca śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie otrzymała opinię biegłych z zakresu profilowania portretów psychologicznych członków załogi tupolewa.

Jak podkreślił, opinia ta nie będzie ujawniana, bo zawiera tzw. dane wrażliwe. Profile psychologiczne poznali już pełnomocnicy rodzin załogi. Obecnie - dodał płk Artymiak - prokuratura chce ustalić, czy rodziny załogi zgadzają się na przekazanie treści opinii pozostałym stronom postępowania.

Czwartkowa konferencja prasowa w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej opóźniła się o pół godziny, bo krótko przed jej rozpoczęciem jeden z pełnomocników rodzin ofiar katastrofy złożył wniosek o wyłączenie ze śledztwa szefa WPO płk. Ireneusza Szeląga, rzecznika NPW płk. Janusza Wójcika, a także prokuratorów WPO prowadzących śledztwo. Pełnomocnik domagał się też wyłączenia płk. Szeląga i Wójcika z udziału w konferencji prasowej. Naczelny Prokurator Wojskowy poinformował, że nie uwzględnił wniosku co do Szeląga i Wójcika, zaś płk Szeląg - jako przełożony prokuratorów WPO, niezwłocznie rozpozna wniosek ich dotyczący.

Znamienny jest brak jednoznacznej odpowiedzi prokuratorów na pytanie czy doszło do wybuchu czy też nie. Trzy lata po tragedii w Smoleńsku wciąż nie znamy odpowiedzi na to pytanie, a śledczy z Prokuratury Wojskowej wciąż udzielają wymijających odpowiedzi.

Pod koniec konferencji pytanie chciał zadać też brat Stefana Melaka - jednej z ofiar katastrofy. Prowadzący konferencję robił co mógł, by pytanie nie padło, tłumacząc, że Andrzej Melak nie jest dziennikarzem, a spotkanie ma charakter konferencji prasowej. Postanowił zakończyć spotkanie. Decyzja wywołała jednak oburzenie dziennikarzy.

- Panie prokuratorze to nie jest fair, my czekamy trzy lata - mówił Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, prezesa Komitetu Katyńskiego, który zginął w katastrofie.

Ostatecznie przyjęto pytanie, jednak niesmak pozostał.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama