Nowy numer 49/2020 Archiwum

Fenomen jednego obrazu

Żadna ikona nie zdobyła takiego uznania i czci, jak Matka Boża Nieustającej Pomocy. W diecezji tarnowskiej jest nawet patronką Mielca.

Potwierdzają to nowenny w każdą środę tygodnia, tysiące próśb i podziękowań składanych na kartkach i czytanych przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Kult tej ikony zrodził się we Włoszech, kiedy św. Alfons Liguori założył zgromadzenie księży redemptorystów. – To był czas bardzo trudny dla Kościoła, nastąpiła kasacja zakonu jezuitów, wśród oświeconych elit panowała postawa wroga życiu zakonnemu. Nawet redemptorystów uważano za kryptojezuitów. Chciano też ich likwidacji. W tym czasie redemptoryści dostali w Rzymie kościółek, gdzie znajdował się obraz Matki Bożej. Księża zaczęli szerzyć kult tego obrazu, nazywając go ikoną Matki Bożej Nieustającej Pomocy – opowiada ks. dr Ryszard Banach, historyk Kościoła. W Polsce Matka Boża Nieustającej Pomocy nie była znana. Jej kult narodził się dopiero wtedy, kiedy redemptoryści przyszli do Polski. – Pierwszy klasztor założyli w Mościskach za sprawą o. Bernarda Łubieńskiego w 1890 roku. W tym czasie redemptoryści pojawili się też w Tuchowie. Podczas misji, które głosili w różnych parafiach Galicji, a potem w niepodległej Polsce, szerzyli cześć dla obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy – wyjaśnia ks. Banach.

Ślubny posag

Kopie ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy znalazły się nie tylko w kościołach, ale też w domach. Jedną z nich otrzymała w ślubnym posagu matka pani Izabeli. Była z pochodzenia Ormianką, mieszkającą w Stanisławowie, podobnie jak jej przyszły mąż i ojciec pani Izabeli. – Tato był oficerem wojska polskiego, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, za zasługi otrzymał od marszałka Piłsudskiego 50 hektarów ziemi niedaleko Grodna. Tam przenieśliśmy się całą rodziną – opowiada pani Izabela. Do nowego domu trafił też obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który już wkrótce miał odegrać wielką rolę w życiu rodziny pani Izabeli. Kiedy Rosjanie zaatakowali Polskę w 1939 roku, ojciec pani Izabeli został aresztowany. Jego rodzina nie miała pojęcia, co się z nim dzieje. – W końcu przyszli do nas na rewizję, może szukać broni? Siedzieli w domu od 15.00 do 3.00 rano. Dom był tak zdemolowany, jakby granat kto wrzucił. Tapety pozrywane, pościel pocięta. Straszna rzecz. Spędzili nas do kuchni. Trzech pilnowało mamy i nas, trójki rodzeństwa, z karabinami. Dwóch demolowało mieszkanie. Zabrali wszystkie albumy, dokumenty, świadectwa. Powiedzieli nam, że pojedziemy na spotkanie z tatą, który będzie na nas czekał w Kazachstanie. Mama uwierzyła, że spotka męża, a my ojca – opowiada pani Izabela. Z domu nic nie mogli zabrać w daleką podróż. Udało im się jednać ukryć i wziąć obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Wiszący most

Tułaczka rodziny pani Izabeli rozpoczęła się 10 lutego 1940 roku. Jechali pociągiem, stłoczeni w bydlęcych wagonach, z oknami zakratowanymi kolczastym drutem. – Mama cieszyła się, że jedziemy do ojca, że go spotkamy, ale jeden z mężczyzn przestrzegł, żeby nie wierzyć Rosjanom, że gdzie naprawdę pojedziemy, okaże się dopiero w Smoleńsku – snuje swą opowieść pani Izabela. – Tam rozchodzą się dwie drogi, jedna na północ, druga na południe. Tam dowiemy się, czy jest nadzieja na spotkanie ojca. W Smoleńsku, po trzech dobach postoju, trzech dobach głodu i pragnienia, pociąg ruszył… na północ. Czuliśmy, że ojca już nigdy nie spotkamy. Po latach dowiedzieliśmy się zresztą, że i tak byłoby to niemożliwe, bo Rosjanie go zastrzelili zaraz po aresztowaniu, a nam nic nie powiedzieli. Mieliśmy jednak przy sobie mamę, która wciąż powtarzała: „Tylko wierzcie w Boga, wierzcie w Matkę Najświętszą. Ona nas uratuje!”. Nieustająca pomoc okazała się rychło potrzebna, w czasie podróży przez Rosję. Do końca życia pani Izabela będzie pamiętać przeprawę przez wiszący most w górach Uralu. – Kiedy spoglądaliśmy w dół, przez druty kolczaste w okienkach, widzieliśmy czarną przepaść. Rosjanie kazali nam milczeć i nie ruszać się, żeby nie powodować przechyłu pociągu, który i tak kolebał się jak kołyska. Mimo zakazu ludzie krzyczeli ze strachu, a my modliliśmy się, wiedząc, że jest z nami Matka. Na cały głos odmawialiśmy „Pod Twoją obronę…” – relacjonuje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama