Nowy numer 26/2022 Archiwum

Ojciec skrzydlatych jeźdźców przejdź do galerii

Zamykam w ogrodzie oczy, słucham wiatru. I oni wtedy przychodzą.

Maluje jak Matejko, który zanim namalował konia, spędził wiele godzin w stajni. Kozik wiele godzin spędza w czytelni. Najmniejsze elementy zbroi czy umundurowania to efekt wiedzy, a nie fantazjowania. – Chcę pozostać wierny historii – mówi artysta. Maluje starożytność, ale sięga także do wspomnianych wojen napoleońskich czy nawet do powstania warszawskiego. Taka różnorodność nie pozwala mu się znudzić, ale ma też negatywne strony. – Trudno być specjalistą od wszystkiego. Chcę się teraz skupić tylko na starożytności – mówi. Prace Kozika znalazły się w wielu publikacjach, choćby w tych należących do Osprey Publishing – jednego z najbardziej renomowanych na świecie wydawnictw historycznych z siedzibą w Oksfordzie. Artysta współpracuje także z producentami gier komputerowych. Jest autorem okładki do dodatku kultowej gry „Civilization V”. Ilustruje najnowszego „Rome: Total War”. Jego pracom poświęcony został album „Chwała bohaterom”. Można w nim przeczytać: „[Album] przedstawia sceny batalistyczne począwszy od starożytności do czasów współczesnych. Szczególne miejsca zajmują te spośród nich, które sławią chwałę Polskiego Oręża. (…) Czytelnicy z całego świata mają okazję poznać Polskę jako kraj Skrzydlatych Jeźdźców, groźnych, tajemniczych i dumnych. Kraj ludzi, którzy przez wieki wywalczyli sobie wolność”.

Wyobrażam sobie twarze

Od samego patrzenia tętent szwoleżerów pod Somosierrą miażdży uszy, zaś ryk koni pod Waterloo przeraża. A gdy żołnierze napoleońscy idą bagnami brzegiem lasu, widać nie tylko żołnierzy, bagna i las, ale jest jeszcze tajemniczość – nuta niezagrana, a istniejąca, aktor niemy, a mający wiele do powiedzenia. Być może to światło tworzy ową tajemnicę; niektórzy zwą ją „duchowością obrazu”. Tego dziełom Kozika nie brakuje. Artysta operuje światłem sprawnie, bo ogień żarzący nie jest ogniem dogorywającym, a mgła bagienna o poranku nie jest mgłą bagienną pod wieczór. Żołnierz napoleoński bez światła byłby włóczęgą, a dostojny koń husarza szkapą. Światło w obrazach artysty wyzwala od chaosu, nadaje kształty, dodaje majestatu. A oprócz światła Mariusz kocha twarze. Bo kiedy żołnierze napoleońscy dopadają brytyjskiego generała pod Waterloo, nie mają płaskich twarzy, ale wykrzywione, są na nich emocje. Więc ze światłem i z twarzami Kozik nie ma problemu. Nie oznacza to jednak, że lubi wszystkie twarze. – Nie maluję samych pozytywnych bohaterów. Muszę sobie wyobrazić także tych plugawych, obrzydliwych, złych – mówi. Zarówno kiedy tworzy na płótnie, jak i na komputerze, słucha muzyki filmowej. Ona wyostrza, przenosi w światy rodem z Tolkienowskiego Mordoru. Na polu walki osiodłane słonie, które miażdżą głowę wroga. Walka zaciekła, ścisk jak u Matejki w „Bitwie pod Grunwaldem”. Artysta daje się ponieść wyobraźni. Dopiero znajomy głos wyprowadza go z zawieruchy: „Tato, pobaw się ze mną”. Wróci nocą.

« 1 2 »
Artysta specjalizuje się w malarstwie batalistycznym

GN 19/2013 DODANE 09.05.2013

Mariusz Kozik

oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama