Nowy numer 28/2018 Archiwum

Im też smakuje życie

Niepełnosprawni. Najlepsza reakcja to brak reakcji. Albo po prostu pytanie: co się dzieje i czy można jakoś pomóc? Wtedy mają szansę wyjaśnić, że to autyzm, a nie złe wychowanie.


Zależy im na tym, żeby ich dzieci były lepiej rozumiane. Kiedy witają się wylewnie z nieznajomym w sklepie czy rzucają się na podłogę w supermarkecie. Zależy na tym i rodzicom, i nauczycielom, dlatego 23 kwietnia w Zespole Szkół Ogólnokształcących Specjalnych nr 7 w Gliwicach odbył się koncert nazwany „Tak smakuje życie”. Nauczyciele przygotowali prezentację przybliżającą ograniczenia związane z różnymi rodzajami niepełnosprawności, nietypowe, czasem trudne zachowania z wyjaśnieniem, dlaczego się pojawiają.

A potem na scenie stanęli uczniowie. Śpiewali, tańczyli, występowali w przedstawieniu teatralnym. Na swój sposób opowiedzieli, „jak smakuje im życie”.


Koncert nie załatwi sprawy


Koncert był jednym ze spotkań w cyklu rozłożonym na cały rok. Co miesiąc coś innego. Była już wystawa fotografii uczniów, w maju planowane jest spotkanie z cyklu „Cała Polska czyta dzieciom”, potem zawody pływackie, debaty i konferencje. Dyrektor szkoły Dorota Tarczyńska przypomina, że w grudniu ubiegłego roku Sejm ogłosił uchwałę dotyczącą przeciwdziałania wykluczeniu osób niepełnosprawnych i tym samym zobowiązał różne środowiska, samorządy do podejmowania inicjatyw, które mają pomóc osobom niepełnosprawnym włączyć się w aktywność społeczną. – Nie chcemy ograniczać się z inicjatywami tylko do tego roku. Przecież kilkoma wydarzeniami nie załatwimy sprawy, która wymaga głębszej przemiany myślenia i zachowań – mówi dyrektor. – Generalnie aktywność społeczna osób niepełnosprawnych jest bardzo niska, a wpływ na to mają bariery architektoniczne i środowiskowe. Nie jesteśmy nauczeni kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. W przypadku naszych dzieci dochodzą jeszcze nietypowe zachowania, które chcemy przybliżyć, żeby były lepiej rozumiane. W kontaktach z nimi ciągle jest tylko dużo litości. Oczywiście, wrażliwość jest potrzebna, ale ważna jest też próba zrozumienia, dlaczego dziecko stuka paluszkami, kręci się wkoło czy krzyczy – wyjaśnia Dorota Tarczyńska.


Zwyczajnie podać rękę


Kiedy Mieczysław Karaczyn idzie ze swoim 10-letnim synem ulicą Zwycięstwa w Gliwicach, spotyka się z różnymi reakcjami na zachowanie Filipa, który jest dzieckiem autystycznym. Zdarza się, że uderzy dłonią w zaparkowany samochód, witrynę sklepową czy klepnie przechodnia. – Wtedy muszę go przytrzymać, żeby nie zrobił sobie lub innym krzywdy, dać mu szansę na uspokojenie. I nie zawsze ludzie rozumieją zachowanie Filipa, ale też i moje – mówi. Czasem przechodnie zatrzymują się, przyglądają, a to nie pomaga w przełamywaniu się i wychodzeniu z autystycznym dzieckiem z domu. – Ale spotykam się też z pięknymi reakcjami, zrozumienia i życzliwości, kiedy przepraszam za zachowanie Filipa i wyjaśniam, że to autyzm – dodaje.
Reakcje przechodniów często wynikają nie ze złej woli, ale kompletnej nieumiejętności odnalezienie się w sytuacji. – Zdarza się, ze znajomi mówią mi: „Wiesz, zaczepiła mnie dziś w sklepie upośledzona dziewczynka, chciała się przywitać i nie wiedziałem, jak zareagować” – mówi Dorota Tarczyńska. – Jak się zachować? Najlepiej normalnie. Po prostu przywitać się. Tak, jakbym się zachowała, witając się z każdą inną osobą. Nie pozwolę się ściskać i całować, ale mogę przecież po prostu podać rękę.
W szkole uczą się dzieci i młodzież z różnym stopniem upośledzenia, między innymi dzieci autystyczne. Nauka prowadzona jest na kilku poziomach – szkoły podstawowej z zespołem rewalidacyjno-wychowawczym dla dzieci najgłębiej upośledzonych, gimnazjum i szkoły przysposabiającej do pracy, które będzie funkcjonowała już tylko do końca tego roku szkolnego. W sumie uczy się tu 180 uczniów. Od września otwarte zostanie przedszkole specjalne. W zależności od stopnia niepełnosprawności uczniów, na każdym poziomie realizowanych jest kilka programów nauczania. Od nauki określonej przez program edukacyjny po naukę funkcjonowania w społeczeństwie. Szkoła ma salę doświadczania świata, basen rehabilitacyjny, salę do integracji sensorycznej i różnych rodzajów prowadzonych tu terapii. Są zajęcia z hipoterapii i dogoterapii.
Od grudnia ubiegłego roku szkoła prowadzi zajęcia dla grupy wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. To wsparcie dla dziecka – zanim jeszcze pójdzie do szkoły – u którego wykryte zostało jakieś zaburzenie. Są tu dzieci autystyczne, z zaburzeniami wzroku, słuchu i innego rodzaju problemami. Uczestniczą w nich też rodzice. – Kiedy urodził się Filip, bardzo brakowało nam czegoś takiego tu, na miejscu, dlatego jeździliśmy z nim aż do Krakowa – mówi Mieczysław Karaczyn. – Uczyliśmy się tam, jak sobie radzić ze swoim dzieckiem. Bo to jest istota sprawy. Ale to jest też bardzo trudne, obciążające psychicznie. Nauczyć się właściwie reagować na trudne zachowania dziecka – dodaje.


Trenują kupowanie baterii


Terapeuci i nauczyciele podkreślają, że w szkole dziecko jest przez kilka godzin, a większość czasu spędza w domu. – Poza tym dziecko musi umieć zachować się w sklepie, w teatrze. To nie może być tak, że „nie jeżdżę z dzieckiem autobusem, bo nie potrafi się tam zachować”. Trzeba to przepracowywać, ono musi nauczyć się tego zachowania – mówi Dorota Tarczyńska. Dlatego rodzice z Filipem wychodzą do świata i „ćwiczą” życie wśród ludzi. Mieczysław Karaczyn podkreśla, że najpierw musi przełamać się sam rodzic. I zaakceptować to, że zachowanie syna może wzbudzać zainteresowanie czy negatywne reakcje ludzi. Na ostatnim turnusie rehabilitacyjnym „ćwiczyli” zachowanie w sklepie. – Filip zawsze coś popchnął, ruszył z półki, więc wyjaśniłem, że to dziecko autystyczne, że muszę „trenować” z nim zakupy. Pani na to: „OK, nie ma problemu, proszę przychodzić”. To bardzo pomaga, takie otwarcie ludzi – wspomina. Ostatnio ćwiczą kupowanie baterii do różnych urządzeń i zabawek. Po wcześniejszym ustaleniu ze sprzedawczynią, Filip dostaje pieniądze i idzie na zakupy. Ojciec dyskretnie towarzyszy mu z tyłu. Widzą, że dzięki takiej pomocy Filip ma szansę nauczyć się nowych rzeczy.
Filip jest ich piątym dzieckiem, ma dużo starsze rodzeństwo. Najmłodsza Justyna, która jeszcze mieszka z nimi, jest starsza o 12 lat. Wszyscy bardzo pilnują, żeby choroba brata jej nie obciążała, chociaż oczywiście mogą liczyć na jej pomoc, zresztą Justyna ma dobry kontakt z Filipem. – Muszę z przykrością stwierdzić, że najtrudniej z niepełnosprawnością dziecka radzą sobie tatusiowie. Pewnie z różnych powodów, również dlatego, że funkcjonuje przekonanie, że od wychowania są mamy. Ale żona bez wsparcia męża nie zawsze potrafi sobie poradzić z tą trudną sytuacją, przede wszystkim psychicznie. Niekiedy widzę, jak tato zupełnie nie rozumie zachowań swojego dziecka – mówi Mieczysław Karaczyn.
Wszystko zaczyna się od zgody wewnętrznej na tę trudną sytuację. – Tak, ważna jest akceptacja, ale to się tak łatwo mówi. Filip ma 10 lat i tę naszą akceptację nieustannie wystawia na próbę. Cały czas coś nowego pojawia się w jego zachowaniu, co musimy na nowo zaakceptować. A bywają sytuacje, że człowiek ma zupełnie wszystkiego dosyć i musi nauczyć się też, jak sobie z tym radzić – dodaje ojciec. Dlatego tak pomaga zrozumienie innych. Przechodniów na ulicy, sprzedawców w sklepie, widzów w sali kinowej.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama