Nowy numer 37/2021 Archiwum

Tu intruza użądli latający pies

Jedyna pasieka w Koszalinie. Kilkadziesiąt uli Piotra Hawrana stoi na obrzeżach miasta. Pan Piotr bierze do ręki zziębniętą pszczołę, próbuje ją ogrzać. – Jest osłabiona, już nie doleci do ula – mówi ze smutkiem pszczelarz.


Paweł od siódmego roku życia pomagał ojcu przy pszczołach. Ukończył Technikum Pszczelarskie w Pszczelej Woli pod Lublinem. To jedyna taka szkoła w Europie. Był najlepszy w klasie. Z 40 uczniów tylko on i jeszcze jeden kolega związali swoją przyszłość z wyuczonym zawodem. – Pewnie dlatego, że przekazałem mu swoją pasiekę – uśmiecha się tata i przyznaje, że syn jest już lepszym od niego fachowcem.


Dzisiaj Paweł ma dopiero 
23 lata, ale całkiem spore doświadczenie. Trzykrotnie na kilka miesięcy wyjeżdżał na staż za granicę. Pracował w pasiekach w Austrii i Luksemburgu. U ostatniego pszczelarza tak prowadził hodowlę matek, że powiększył liczbę uli ze 150 do 300.
Co go kusi w tym zajęciu? Ryzyko i nieprzewidywalność.
Bo przecież w naturze nic nie jest
pewne na 100 procent. – Każdego dnia pojawia się nowe wyzwanie. Przy każdym podniesieniu daszka ula może pojawić się jakaś niespodzianka. Ale obcowanie z naturą, oddalenie od cywilizacji daje poczucie wolności – przyznaje. 
Dużą pokusą, także pod względem finansowym, jest praca na własną rękę. Bo przecież prowadząc pasiekę, człowiek jest zdany wyłącznie na siebie i jest panem swojego losu. – Ale jeśli coś działa, daje przyjemność, a przy okazji przynosi zyski, staje się źródłem satysfakcji – objaśnia Paweł Hawran.


« 2 3 4 5 6 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama