Nowy numer 47/2020 Archiwum

Więcej kreatywności

O wyzwaniach dla współczesnego Kościoła z kard. Gianfranco Ravasim rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Ks. Tomasz Jaklewicz: Na Synodzie Biskupów padło tyle słów na temat nowej ewangelizacji, że teraz już nie bardzo wiadomo, o czym właściwie mówimy. Jak Ksiądz Kardynał rozumie nową ewangelizację?


Kard. Gianfranco Ravasi: – Najwłaściwsza definicja nowej ewangelizacji, moim zdaniem, powinna obejmować dwa aspekty. Pierwszy dotyczy pojęcia „nowa”. Trzeba dać nowy impuls, przede wszystkim dlatego, że widać pewne zmęczenie, osłabienie wspólnot Kościoła. Nowość dotyczy nie tyle treści, co metody i stylu. Druga rzecz, nowa ewangelizacja odnosi się zasadniczo do narodów, które zostały już dawno zewangelizowane, ale przez procesy sekularyzacyjne, straciły nieco swoją tożsamość chrześcijańską. Chodzi więc o zadanie odnowienia Kościołów o starej tradycji chrześcijańskiej. Naturalnie globalizacja sprawia, że problem sekularyzacji staje się także wyzwaniem dla młodych Kościołów. Z tego względu nowa ewangelizacja nie dotyczy już tylko Europy czy Ameryki. Adresatami nowej ewangelizacji są więc przede wszystkim te wspólnoty Kościoła, w których ludzie stali się obojętni, przestali praktykować. Brakuje w tych wspólnotach energii, muszą zostać na nowo naładowane. 


Ale czy z obrad synodu wynikają jakieś konkretne wnioski do działania? Czy wystarczy robić to, co zawsze, z nową gorliwością? 


– Synod opracował propozycje, które każdy Kościół musi przełożyć na konkrety. Według mnie, synod mówił o całej ewangelizacyjnej działalności Kościoła. Wyszedł od Trójcy Świętej, a doszedł do ekologii czy Dziedzińca Pogan. Ukazał więc całą panoramę zagadnień. Poszczególne Kościoły muszą odnaleźć te drogi, które dla nich są szczególnie ważne. 


Pozostaje jednak wrażenie, że pojęcie nowej ewangelizacji zamiast stać się bardziej ostre, jakby się rozmyło?


– Było takie ryzyko. Pamiętajmy, że są dwa typy spotkań synodalnych: zgromadzenia ogólne i zgromadzenia dla poszczególnych rejonów. Te pierwsze mają tematy bardzo ogólne i przybywają na nie biskupi z całego świata, z różnych lokalnych Kościołów. Więc w istocie być może rzeczywiście poruszono za dużo problemów i że byłoby lepiej wyznaczyć jakieś ukierunkowanie.


Kiedy organizowane są spotkania z niewierzącymi pod hasłem Dziedziniec Pogan, słyszymy zwykle, że nie chodzi o ewangelizację, tylko o dialog. Jaka jest relacja między dialogiem a ewangelizacją?


– Często jestem o to pytany. Dziedziniec Pogan to spotkania wierzących z niewierzącymi, które nie mają charakteru kongresu, gdzie przedstawia się różne tezy i dyskutuje się. To nie jest rozmowa o epistemologii, o fizyce czy astronomii. Tam przynosi się myśli i doświadczenia egzystencjalne, czyli wizje dotyczące życia i śmierci, sprawiedliwości, prawdy, zła, transcendencji i immanencji. Więc to są gorące tematy. Każdy przychodzi z własną wizją, z własnymi racjami i przekonaniami. Użyję takiego technicznego sformułowania: to nie jest spotkanie informacyjne, ale performatywne (będące wydarzeniem – red.). Z naszej strony to jest w jakimś sensie pierwsze głoszenie. Ale pierwszą intencją nie jest ewangelizacja. Chcę podkreślić, że wielu niewierzących z pasją podchodzi do tych najważniejszych tematów.


Można powiedzieć, że to preewangelizacja?


– Można tak powiedzieć, ale nie używałbym słowa „ewangelizacja”, bo dla niewierzących ma to wydźwięk podboju. Dlatego te spotkania organizuje Papieska Rada ds. Kultury, a nie Rada ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. 


Na synodzie pojawiła się też kwestia, jak ewangelizować w krajach islamskich. Dla muzułmanów jest czymś nie do przyjęcia, że ktoś może zmienić w sposób wolny religię. Czy mamy prawo proponować chrześcijaństwo wyznawcom innych religii?


– Podczas synodu zaistniała pewna kontrowersja, ponieważ jeden z biskupów pokazał film nieco agresywny wobec islamu. Myślę, że fundamentalnym pojęciem powinien być dialog na temat elementów wspólnych, które są dość liczne. Tak aby budować współistnienie monoteizmów. Islam ze swojej natury jest złączony w jedno z kulturą, polityką, prawem. Tam nie ma pojęcia świeckości. Kodeks religijny jest zarazem kodeksem prawa świeckiego (tzw. szariat). Dlatego tu jest problem. Aby ktoś nawrócił się z islamu na chrześcijaństwo, musi porzucić swoją najgłębszą tożsamość kulturową.


Jak dziś głosić Ewangelię młodym?


– Pierwszy element to kwestia znalezienia języka komunikacji. Młodzi mają nową kulturę języka. Koniecznie trzeba wyrazić to, co jest istotą chrześcijaństwa, w sposób dostępny dla nich. Drugi problem to relacja między wiarą a nauką i techniką. Dla młodych technika jest ważna. Łudzą się czasem, że rozwiąże ona wszystkie problemy. Trzecia sprawa to ich sposób przebywania razem, który różni się od tego tradycyjnego. Gromadzą się przy muzyce, przy sporcie, w grupach. To jest świat, który musimy poznawać, bo musimy być w nim obecni. Ostatnio sam zainteresowałem się muzyką młodzieżową. Słuchałem kilku płyt zmarłej niedawno w młodym wieku wokalistki Amy Winehouse. I muszę powiedzieć, że ta muzyka pokazuje jej wewnętrzny dramat, jest tam wołanie o sens. Myślę, że nie tylko trzeba iść i szukać wiary u młodych, ale trzeba także mieć wiarę w młodych. Trochę więcej zaryzykować. My w Kościele mamy młodzież, która jest w ruchach, ale tej innej już się boimy, już jej nie szukamy. Owszem, ona jest wymagająca, ale to pokolenie będzie decydowało o przyszłości. W lutym Papieska Rada ds. Kultury organizuje konferencję poświęconą młodzieży. Zaprosiliśmy między innymi zespół rockowy. Kilka razy z jego członkami rozmawiałem i muszę powiedzieć, że przywiązali się do mnie, choć są niewierzący, a ja nie znam ich muzyki (śmiech)…


Co Ksiądz Kardynał uważa za najważniejsze w Roku Wiary? Gdzie trzeba postawić akcent?


– Wszystkie wydarzenia typu rytualnego powodują, że pojawiają się różne ceremonie, obchody. A najbardziej potrzebujemy pewnej kreatywności, której nie widzę za wiele wewnątrz Kościoła. Chodzi o tę wyobraźnię, którą miał Kościół pierwotny. Klasyczny przykład to św. Paweł, który starał się wpisać chrześcijaństwo w kulturę grecką. Koniecznie potrzebujemy tego, by taka gorliwość pojawiła się dziś w Kościele. Bo inaczej skończy się tym, że to będzie rok rytuałów, celebracji, konferencji. Mnie też ciągle zapraszają. Jadę, ale wydaje mi się, że często jest to sposób, żeby uspokoić nasze sumienie. 


Dlatego właśnie pytałem, czy jakiś twórczy, odważny impuls wyszedł z Synodu Biskupów. Bo można odnieść wrażenie, że wszystko ma zostać po staremu. 


– Problem chrześcijaństwa polega zawsze na tym, że trzeba dbać o pień i o nowe gałęzie, które muszą rosnąć. Samo strzeżenie pnia to za mało. W nim muszą płynąć żywotne soki, które zazieleniają gałęzie. Myślę, że potrzebujemy określenia tematów najbardziej dziś ważnych do głoszenia. Popatrzmy na „Gaudium et spes” – to jest dokument bardzo ważny i pełen kreatywności. Ale tam nie ma ani słowa o kulturze cyfrowej, wirtualnej, bo jej wtedy jeszcze nie było. To jest przykładowe wyzwanie. 


Jan Paweł II był niezwykle twórczy jako duszpasterz świata. Teraz Benedykt XVI bardziej stawia na konserwację owego pnia, akcent pada raczej na tradycję. 


– To prawda. Są takie momenty, kiedy akcentowanie tradycji jest ważne. Zwłaszcza gdy pojawia się ryzyko rozproszenia. Ale nie można żyć w jakiejś zamkniętej sferze chronionej. Dlatego podkreślam, że potrzebne są twórczość, kreatywność, bez negowania ważności fundamentów. Ale opierając się na fundamentach, trzeba docierać tam, gdzie są ruchome piaski. Ja staram się to robić, moją pracę wspiera zawsze Benedykt XVI. Kończąc synod, wspomniał sam od siebie o inicjatywie Dziedzińca Pogan. Wizje Jana Pawła II i Benedykta XVI nieco się różnią, to prawda. Także dlatego, że Jan Paweł II zaczynał posługę papieską mając 20 lat mniej.

Tłumaczyła Danuta Piekarz


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama