Nowy numer 42/2019 Archiwum

Diabeł chciał zadeptać mi podłogę

Świadectwo. O paleniu marihuany, rechocie demonów podczas medytacji i grzechach długich jak kartka z zakupami z Michałem Murgrabią rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

Agnieszka Napiórkowska: Zanim zostałeś gorliwym katolikiem, który nie wyobraża sobie dnia bez modlitwy, był czas, w którym deklarowałeś się jako ateista.

Michał Murgrabia: – Tak, przez półtora roku byłem ateistą, który atakował nawet Kościół. Próba zanegowania Boga była wynikiem szukania odpowiedzi na pytania egzystencjalne: Kim jestem? Po co istnieję? Dokąd zmierzam? Co jest po śmierci? Czy Bóg istnieje? Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że Boga nie ma.

Na potwierdzenie tego wyszukiwałem ciągle nowe argumenty. Okazywało się jednak, że choć – jak mi się wtedy zdawało – je znajdowałem, ciągle pojawiały się wątpliwości. Dziś wiem, że jeśli coś nie istnieje, nie poświęca się temu uwagi. Prawda jest taka, że ateiści poszukujący ciągle nowych argumentów negujących Boga robią to, by utwierdzić samych siebie, że są po dobrej stronie.

To znaczy, że zakładając, iż Boga nie ma, doszedłeś do wniosku, że się pomyliłeś. Jak to sobie uświadomiłeś, od razu powróciłeś do Kościoła?

– Na początku tylko dopuściłem, że Bóg istnieje. Nie wróciłem jednak do praktyk. Do kościoła chodziłem tylko przy okazji imprez rodzinnych, takich jak chrzty czy śluby. Proces nawrócenia nastąpił kilka lat później.

Czy myślisz, że na Twój bunt, negowanie Boga miała wpływ sytuacja rodzinna?

– Kiedy miałem 3 lata, moja mama odeszła od ojca, który był alkoholikiem. Walczyła o niego wiele lat, ale w końcu zabrakło jej sił. Potem związała się z moim ojczymem, z którym nie umiałem się dogadać. Ciągle się kłóciliśmy. Dziś wiem, że wina nie leżała tylko po jego stronie. Ja też mam charakterek. Będąc ciągle w konflikcie z ojcem, łatwiej jest zanegować Boga.

Wiem, że ważnym momentem w Twoim życiu, na który bardzo czekałeś, było odebranie dowodu osobistego.

– Myślałem, że wtedy otworzą się dla mnie drzwi do świata dorosłych. Miałem marzenia, plany. Jak go odebrałem, okazało się, że zmieniło się bardzo niewiele. Byłem tym rozczarowany. Czując się dorosłym, postanowiłem, że będę robił to, co uznam za dobre dla siebie. I tak zacząłem się kierować medialnym poczuciem wolności. „Róbta, co chceta”. Zacząłem palić marihuanę. Uznałem, że jestem silny i w każdej chwili będę mógł to zostawić. Myliłem się. Nie potrafiłem wytrzymać bez niej dłużej niż dwa miesiące. Po każdej przerwie czułem się tak, jakbym palił pierwszy raz. Bardzo mi się to podobało. Tak mi zleciało trzy i pół roku. T

woi rodzice nic ci nie mówili, nie próbowali przekonywać do zerwania z nałogiem?

– Mieli nieco utrudnione zadanie, bo kilka razy wyprowadzałem się z domu. Pamiętam, że z powodu marihuany doszło między nami do kilku awantur. Próbowali mi tłumaczyć, żebym z tym skończył. A ja przekonywałem ich, by to zaakceptowali. Namawiałem ich nawet, żeby spróbowali ze mną zapalić. Tłumaczyłem, że to otwiera ludzi na nieznane. Na szczęście oni nie ulegli.

Marihuana nie była jedynym uzależnieniem, o jakie się otarłeś.

– Podjąłem dobrze płatną pracę, która dawała mi dużo pieniędzy i sporo wolnego czasu. Poznawałem w niej mnóstwo osób. Na uczelni, na której studiowałem socjologię, miałem wolne poniedziałki i piątki. W czasie wydłużonego weekendu chodziłem na imprezy, w których uczestniczyło nawet 30 osób. Mimo dobrej zabawy, ciągle wracały do mnie pytania egzystencjalne. Bardzo chciałem też naprawić swoją relację z ojcem. Szukając w internecie sposobu na naprawę swojego rozbitego wnętrza i poprawę relacji z ojcem, natrafiłem na jogę i medytację. Zacząłem kupować i czytać wiele książek na ten temat. Rozpocząłem też medytację. Na początku poświęcałem jej 2–3 godziny tygodniowo. Jednak bardzo szybko stała się całym moim życiem. Nie potrafiłem o niczym innym rozmawiać. W Warszawie poznałem kolejne osoby z podobnymi zainteresowaniami, z którymi zacząłem medytować. Prawie w każdy weekend spotykaliśmy się, by przez kilka godzin osiągać „wyżyny wszechświata”. Sposób, w jaki medytowałem, sprawił, że zostałem nieoficjalnym liderem. Stworzyliśmy coś na kształt sekty. Poza tym piłem też dużo alkoholu i chętnie uprawiałem seks nawet z mało znanymi dziewczynami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL