Nowy numer 44/2020 Archiwum

Błasik w kokpicie – czyli o niedziałającym państwie

Nasz naród jak lawa. Tylko państwo ledwo zipie.

Państwo zdało egzamin, polskie państwo działa – powtarzała propaganda rządowa i przyjaciele, gdy sprowadzono już ciała ofiar spod Smoleńska i zorganizowano godne uroczystości pogrzebowe. Tak, nikt chyba nie ma wątpliwości, że od tej strony wszystko przebiegało wzorowo. Tylko jeśli wyznacznikiem sprawności państwa ma być poprawne zorganizowanie transportu trumien i pogrzebów – to strach się bać. Jak mi tu kolega podpowiada – wójt jego gminy też by to potrafił wszystko zorganizować, gdyby finanse na to pozwoliły.

Nie wiem, czy państwo, które działa, dopuszcza do takiej katastrofy, jak ta pod Smoleńskiem. Tego naprawdę nie wiem, może to tylko wypadek, który mógł się zdarzyć wszędzie na świecie. Nawet jeśli wiemy już na tyle dużo o skandalicznych zaniedbaniach w lotnictwie wojskowym, o przygotowywaniu dwóch osobnych wizyt w Katyniu skłóconych obozów władzy – dając się w ten sposób rozgrywać przez Rosjan – nawet jeśli wiemy o traktowaniu przez państwowe służby lotu prezydenta z całą generalicją jak wypad na grzyby, o czym świadczy brak właściwego zabezpieczenia lotu i miejsca przylotu – nawet jeśli to wszystko wiemy, to ciągle chcę naiwnie zakładać, że to wypadek, do którego może dojść nawet w sprawnie działającym państwie.

Ale z całą pewnością nie działa państwo, które pozwala, by wyjaśnienie największej katastrofy państwowej od czasów II wojny światowej pozostawić w rękach Rosjan. Nie działa państwo, które nie wie, na podstawie jakich umów międzynarodowych będzie prowadzone badanie przyczyn i śledztwo. Nie działa państwo, które pozwala, by telefon od szefa rosyjskiej komisji do szefa polskiej komisji decydował o wyborze procedury. Nie działa państwo, które pozwala, by strona rosyjska wygłaszała tezy o alkoholu we krwi obecnego w kokpicie generała, który mógł w ten sposób wywierać naciski na pilotów, bez natychmiastowej stanowczej odpowiedzi. Nie działa państwo, które w swoim oficjalnym raporcie powtarza drugą część kłamliwego raportu rosyjskiego. Nie działa państwo, jeśli szefowie dwóch polskich komisji badających okoliczności katastrofy kłócą się w mediach, a jeden z nich jeszcze przed jakimkolwiek raportem wygłasza tezy o generale Błasiku w kokpicie (płk Edmund Klich w TVN w maju 2010: „Nie neguję, że była piąta osoba w kabinie. Za informacje odpowiada Międzynarodowy Komitet - mówił. Po chwili dodał: Ja wiem, kto to był. Naciskany przez dziennikarzy odparł: Tak, to był generał Błasik). Nie działa państwo, które pozwala, by najważniejsze dowody w sprawie – wrak samolotu i ORYGINAŁY czarnych skrzynek nie znalazły się natychmiast lub jak najszybciej w rękach polskich. Nie działa państwo, którego prezydent, pytany o opieszałość Rosjan w przekazywaniu materiałów polskim śledczym, swobodnie odpowiada: „Pamiętajmy, że to śledztwo nie jest w Rosji priorytetem (…). Dla Rosjan to nie jest sprawa, z powodu której mieliby rezygnować z innych śledztw” (wywiad dla „Rzeczpospolitej”). Tak jakby na terytorium Federacji Rosyjskiej co miesiąc ginęła głowa jakiegoś państwa i całe dowództwo jego armii. Można wprawdzie pomyśleć, że to kolejna niekontrolowana wpadka Bronisława Komorowskiego, ale wywiad zapewne był autoryzowany.

Niczego nowego tu nie powiedziałem. O wszystkim już wiele razy pisaliśmy i my, i większość mediów. I naprawdę nie chodzi o ciągłe biadolenie, że wszystko w tym państwie jest do…wymiany. Tylko jeśli teraz, blisko po dwóch latach od katastrofy pod Smoleńskiem, dowiadujemy się wreszcie od biegłych, a nie od medialnych i salonowych karierowiczów, że w kokpicie jednak nie było gen. Błasika, co przecież podważa podstawowe tezy raportów MAK i Millera – to jak tu sobie zdrowo nie przekląć kolejny raz? Bo niedziałające państwo pozwoliło, by w świat poszedł przekaz, który, jak się okazuje, nie ma wiele wspólnego z prawdą. Prawdopodobnie co jakiś czas będą wychodziły na jaw kolejne półprawdy, jeśli nie kłamstwa, które funkcjonują w świadomości na skutek niedziałającego państwa.

Niedziałające państwo plus budząca coraz większą litość opozycja sprawiły, że wszyscy w Polsce mamy tak naprawdę dość tematu „Smoleńsk 2010”. A działającemu państwu powinno zależeć na pełnym wyjaśnieniu wszystkich okoliczności katastrofy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także