Nowy numer 32/2020 Archiwum

In vitro się zemści

Dzieci poczętych metodą in vitro nie chroni prawo. Można je mrozić, wylewać ze ściekami, a matka w każdej chwili może zrezygnować z implantacji embrionu. A do poradni w Polsce zgłaszają się już pierwsze dzieci poczęte w szkle z genetycznymi uszkodzeniami.

W Białymstoku zakończyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa o godności życia. W eleganckich salach Pałacu Branickich, w siedzibie Uniwersytetu Medycznego zebrali się lekarze – prawie pół tysiąca z Europy (m.in. z Irlandii, Węgier, Rumunii i Ukrainy) i z Polski – oraz prawnicy i ekonomiści z NFZ. Razem z etykami jednym głosem mówili przeciw in vitro. Padały argumenty rzeczowe, wyniki badań, analizy prawne. I wyłoniła się z tego mało optymistyczna prognoza dla przyszłości ludzkości. Fakty mówią same za siebie. Jak podkreślił dr Tadeusz Wasilewski, przytaczając dane za prestiżowym czasopismem ginekologicznym „Human Reproduction”, sztuczne zapłodnienie zwiększa o 30–40 proc. ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u dzieci. Wskaźniki zdrowia u dzieci poczętych w szkle są znacznie niższe niż u poczętych naturalnie, wysoki jest też poziom śmiertelności okołoporodowej tych dzieci. Nikt nie informuje o tym rodziców zgłaszających się do in vitro, mówił ginekolog, który sam przez lata pracował w programie in vitro.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Do polskich przychodni zgłaszają się rodzice z dziećmi, u których rozpoznaje się nieodwracalne schorzenia genetyczne. Dzieci te poczęto in vitro. Umrą w najbliższych latach.

– Kiedy przy zapłodnieniu pozaustrojowym wpychamy plemnik do komórki jajowej, nie wiemy, czy jest ona dojrzała i przeprogramowana w zakresie tzw. procesów epigenetycznych, i tak dochodzi do zaburzeń – mówi prof. Alina Midro z UM w Białymstoku. – Przy in vitro, kiedy brak tzw. matczynego zabezpieczenia, czyli odpowiedniego ciepła, ciemności, a do zapłodnienia dochodzi przy świetle, energii, która zmienia niektóre procesy biochemiczne, ryzyko zmian genetycznych jest duże – dodaje.

Profesor Midro jest światowej sławy ekspertem genetyki klinicznej, należy m.in. do międzynarodowej Komisji Genetyki w European Health Committee Rady Europy. Zaczynają się do niej zgłaszać rodzice z chorymi dziećmi. – Dopiero w wywiadzie u jednej z par, u której dziecka rozpoznałam tzw. zespół Beckwitha i Wiedemanna (BWS), okazało się, że jest ono z in vitro. U tego dziecka wystąpiła nadmierna masa ciała, asymetria, przerost języka. Może dojść do przepukliny powłok brzusznych oraz deformacji twarzy. Mały pacjent ma zwiększoną predyspozycję do nowotworów.

– Już u owcy uzyskanej sztucznie wiedzieliśmy, że jest zbyt gruba. A u człowieka pojawił się zespół BWS i można było to przewidzieć – dodaje prof. Midro.

Ośrodki brytyjskie w 2003 r. potwierdziły, że techniki wspomaganego rozrodu zwiększają ryzyko wystąpienia BWS. Badania prowadzą też Duńczycy. Wyliczyli, że u dzieci poczętych in vitro ryzyko wystąpienia zespołu Beckwitha i Wiedemanna jest 10-krotnie większe niż u poczętych naturalnie.

– Podobnie rzecz ma się z zespołem Russela i Silvera. Dzieci

mają asymetrię ciała, niską masę urodzenia, niski wzrost, duży obwód głowy, trójkątny kształt twarzy, problemy logopedyczne. W dzieciństwie mogą pojawić się takie objawy jak częste refluksy z żołądka, zaburzenia w funkcjonowaniu układu moczowo-płciowego – wylicza prof. Midro.

W warunkach laboratoryjnych zakłóceniu ulegają mechanizmy segregacji chromosomów w trakcie powstawania komórek rozrodczych, podczas wnikania plemnika do komórki jajowej. Skutkuje to konkretnymi efektami klinicznymi, jak obumieranie dziecka w okresie prenatalnym czy urodzenie dziecka ze schorzeniami. – Niektóre zmiany, jak np. zaburzenia mowy, mogą się pojawić dopiero w wieku szkolnym – tłumaczy prof. Midro.

– In vitro to bomba z opóźnionym zapłonem – przestrzega dr Wasilewski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama