Prof. Ryszard Piotrowski: Celem pracy rady konstytucyjnej nie jest zmiana konstytucji

Nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno – mówi powołany do Rady Nowej Konstytucji konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski.

Wojciech Teister: Panie Profesorze, w niedzielę został Pan powołany przez Prezydenta Karola Nawrockiego do Rady Nowej Konstytucji, której celem ma być praca nad przygotowaniem konstytucji nowej generacji do 2030 r. Gdy dwa lata temu rozmawialiśmy na łamach „Gościa Niedzielnego” o pomyśle resetu konstytucyjnego był Pan zdecydowanym sceptykiem takiego rozwiązania, twierdząc, że „koncepcja, by zmieniać [konstytucję], bo nie działa, jest fatalna, ponieważ mamy dostosowywać ją do potrzeb polityków, a przecież ma być odwrotnie – sama idea konstytucji to w gruncie rzeczy idea ograniczenia władzy (…) gwarancja praw obywateli”. Czy w ciągu tych dwóch lat Pański punkt widzenia się zmienił?

Prof. Ryszard Piotrowski: Nic się nie zmieniło, ten pogląd jest nadal i będzie aktualny, bo nie zmieniło się pojęcie i rola konstytucji.

Nad czym konkretnie ma w takim razie pracować prezydencka rada? Na czym ma polegać ta generacyjna zmiana konstytucji, jaka ma być efektem pracy rady?

Celem pracy wskazanym w nominacji nie jest jakaś generacyjna zmiana obecnej konstytucji. Celem prac rady jest zainicjowanie i przeprowadzenie dyskusji na temat polskiej konstytucji, która ta dyskusja ma się odbywać z poszanowaniem zasady pluralizmu poglądów oraz tradycji konstytucyjnej dla wzmocnienia demokracji. Taki właśnie cel określa akt nominacyjny, który otrzymałem.

W tej chwili skład rady ma jednak wyraźny przechył w stronę środowiska bliskiego prezydentowi, co spotkało się z wyraźną krytyką ze strony większości parlamentarnej. Czy ma Pan wiedzę na temat tego, czy w radzie lub na zapleczu eksperckim mają pojawić się też osoby reprezentujące te środowiska?

Prezydent w swoim przemówieniu zapowiedział, że w kolejnym etapie zostaną powołani eksperci z różnych dziedzin, nie tylko prawa i nauk społecznych. Dodał też, że wysłał zaproszenia do wszystkich ugrupowań sejmowych, a co z tego wyniknie, to zobaczymy.

Na razie wygląda na to, że środowisko koalicji rządzącej prezydencki pomysł bojkotuje i nie jest nim zainteresowane.

Tego się też można było spodziewać, trudno, żeby byli zainteresowani przy takim stosunku do prezydenta, jaki mają.

Czy nie ma Pan jednak wrażenia, że rozpoczynanie, zresztą jednostronne, prac nad zmianami konstytucyjnymi, to próba rozwiązywania problemu od niewłaściwej strony? Że naszym głównym problemem nie jest obecna konstytucja i jej ewentualne nieścisłości czy braki, ale zepsucie elit politycznych traktujących ustawę zasadniczą jak linę, którą należy przeciągać w swoją stronę lub półkę w sklepie, z której wybiera się to, co akurat wydaje się przydatne?

Tak, dokładnie to mówiłem w naszej rozmowie dwa lata temu i podtrzymuję to stanowisko: problemem są ludzie. Nie jest nam potrzebny reset konstytucyjny, tylko reset polityków. Potrzeba nam ludzi, którzy byliby zdolni po pierwsze zrozumieć konstytucję, po drugie ją stosować bez niechęci, zawiści, agresji, tylko z empatią i szacunkiem.

I widzi Pan szanse na przyjęcie takiej postawy w dzisiejszej klasie politycznej, czy to po stronie większości czy opozycji?

Dzisiaj nie. Ale to zależy od naturalnego upływu czasu, może też od pewnego otrzeźwienia, które z czasem – miejmy nadzieję – nadejdzie. A może nie nadejdzie.

Jak w praktyce mają wyglądać prace rady?

Na razie nic na ten temat nie wiem. Znamy jedynie perspektywę czasową, o której mówił prezydent, czyli 2030 r., jako pewna data docelowa. A jak to w praktyce będzie wyglądało, to się okaże.

Czy widzi Pan Profesor jakieś konkretne przestrzenie w obecnej konstytucji, które mogłyby wymagać zmian lub doprecyzowania względem zapisów, które przyjęliśmy w referendum w 1997 r.?

Pewne szczegółowe kwestie można by doprecyzować. Szczególnie te dotyczące przepisów, które są wykorzystywane jako narzędzie do walki politycznej. Warto byłoby wyraźnie wskazać, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wybrani przez Sejm obejmują swój urząd po złożeniu ślubowania wobec marszałka sejmu. Innym przykładem byłoby rozważenie form uczestnictwa Senatu w pracach ustawodawczych. Należałoby także unormować tryb uchwalenia nowej konstytucji, ponieważ obowiązująca przewiduje jedynie zmiany częściowe. Można przeanalizować konstytucję z punktu widzenia poprawienia i uzupełniania istniejących rozwiązań. Ale nie spodziewałbym się tego, że takie doprecyzowanie, nawet najlepsze, pozwoli nam uniknąć problemów w przyszłości – politycy zawsze będą politykami. Prawo nigdy nie będzie wystarczająco precyzyjne, żeby nie można było go nadużywać, obchodzić, traktować instrumentalnie. A politycy nigdy nie będą na tyle powściągliwi, żeby uznać, że w państwie prawnym trzeba przestrzegać prawa i – jak mówił Kant, by to polityka zginała kolana przed prawem, a nie odwrotnie.

Widzi Pan swoją rolę w pracach rady jako członka apelującego nie tyle o zmiany konstytucyjne, co o budowanie większego szacunku polityków wobec prawa, którym dysponujemy?

Od lat to powtarzam. Nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno. I właśnie takie stanowisko będę prezentował w ramach prac rady konstytucyjnej. Moje stanowisko jest znane od lat, jest również znane panu prezydentowi i tym bardziej szanuję decyzję prezydenta o powołaniu mnie do tego gremium, najwyraźniej w imię pluralizmu.

Pytam dlatego, ponieważ znam Pańskie poglądy, natomiast wokół samej rady i wypowiedzi pana prezydenta na temat konstytucji wyraźnie widać ciążenie w kierunku modyfikacji ustroju w stronę wzmacniającą rolę głowy państwa.

Jedni chcą wzmocnienia roli prezydenta, inni, dla odmiany, bardzo chcieliby jego rolę zmarginalizować…

To z kolei ci, którzy prezydencką inicjatywę bojkotują.

Tak, to oczywiście zależy od tego, komu do którego środowiska bliżej. Ja natomiast uważam, że obecny model ustrojowy jest właściwy, szkoda tylko, że nie cieszy się szczególnym szacunkiem ze strony tych, którzy w pierwszej kolejności powinni się do niego stosować.

To nie jest moment konstytucyjny, czas by aktualizować ustawę zasadniczą do nowych realiów otaczającego nas świata?

To jest moment, w którym przede wszystkim potrzebne jest podjęcie dialogu strony rządowej z prezydentem. Mamy w Polsce system parlamentarny z pewnymi elementami systemu prezydenckiego. Zarówno większość tworząca koalicję, jak i prezydent mają legitymacje demokratyczne.


Przeczytaj też:
Czy potrzebny nam „reset” prawa? Rozmowa z prof. Ryszardem Piotrowskim

« 1 »

Wojciech Teister Wojciech Teister Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.