Jezus zbliża się do Jana, prekursora świeckich ewangelizatorów w Kościele, by go włączyć w swój plan zbawienia.
Jezus zbliża się do Jana, prekursora świeckich ewangelizatorów w Kościele, by go włączyć w swój plan zbawienia. Świeccy apostołowie odchodzą na pustynię świata, by tam przygotować innych na przyjęcie zbawienia w Chrystusie. Nie wyręczają duchownych, lecz własnym doświadczeniem wiary spulchniają serca innych bogactwem miłosierdzia Bożego. Wiedzą, czym jest duchowa pustynia i smak upokorzenia, mają więc w sobie wyjątkową zdolność rozpoznawania otchłani, w którą wpada dzisiejszy człowiek. Bez potrzeby walki o wpływy i bez neurotycznego rywalizowania o władzę swą posługę czynią tym bardziej przenikliwą i skuteczną, im pokorniej do niej podchodzą. Następcy apostołów i ich pomocnicy w kapłaństwie, mimo dobrej woli i gorliwości, w obecnej sytuacji niejednokrotnie docierają do ściany, dziwiąc się małą skutecznością swych poczynań. Zwłaszcza ci niedostatecznie ubrani w modlitwę i pokutę wołają na próżno do świata, który nie poświęca im już najmniejszej uwagi. W tym znaczeniu także dziś Jezus szuka proroczych prekursorów swojej łaski.
Wiedział o tym dobrze niedawno obdarzony tytułem doktora Kościoła św. John Henry Newman, wielki orędownik proroczej posługi chrześcijańskich świeckich. Newman był przekonany, że tylko dobrze ukształtowani świeccy będą gotowi wyjść w świat i przekonująco mówić o swojej wierze. W 1851 roku pisał: „Chcę ludzi świeckich, którzy nie są impulsywni w mówieniu ani kłótliwi, ale ludzi, którzy znają swoją religię, praktykują ją, znają swoją rolę, wiedzą, co mają, a czego nie, którzy znają swoje przekonania tak dobrze, że potrafią je rozpowszechniać, którzy znają historię tak dobrze, że potrafią jej bronić. Chcę inteligentnych i wykształconych laików. Chcę, abyście poszerzali swoją wiedzę, rozwijali rozum, zastanawiali się nad relacją prawdy, nauczyli się widzieć rzeczy takimi, jakie są, rozumieć, jak wiara i rozum są ze sobą powiązane, jakie są fundamenty i zasady katolicyzmu”. Poglądy Newmana nie cieszyły się popularnością w jego czasach. Jego przeciwnicy uważali, że świeccy powinni zajmować się tym, co do nich należy, i nie mieszać się w sprawy kościelne.
Według Newmana kluczową ideą świeckiej duchowości jest nie aktywność sama w sobie, ale eschatologiczny sens wiary chrześcijanina, świadomość tego, że żyje on w tym świecie, lecz należy do innego. Tutaj jest po to tylko, by w nim Chrystus przezwyciężył śmierć i podarował mu dostęp do życia wiecznego – potęgi kochania. Newman wyjaśniał to następująco: „Chrześcijanie są powołani do wypełniania swoich obowiązków życiowych tak jak wszyscy inni, ale jest różnica: by, będąc jeszcze na ziemi, myślami, motywacjami, celami, pragnieniami, smakami, modlitwami i wstawiennictwem żyć w niebie. Być zajętym jak inni, pozostawać niezauważonym w tłumie, być nawet pogardzanym czy uciskanym, a jednocześnie mieć tajny kanał komunikacji z Najwyższym, dar, którego świat nie zna”. Dziś mamy za sobą prekursorskie współdziałanie wielu świeckich katolików z ks. Blachnickim bądź ojcem Giussanim, znamy wiele rodzin żyjących jak Kiko Argüello – świecki człowiek wypełniony ogniem poznania Chrystusa, poruszyło nas świadectwo męstwa Charliego Kirka i wielu innych apostołów działających na kampusach uniwersyteckich i w korporacjach, na ulicach i w mediach. Czerpią oni moc z własnego chrztu i dostarczają wsparcia zmęczonym i coraz mniej licznym sługom Bożym w koloratkach i sutannach.
Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem