Jezus zapłakał. Na pierwszy rzut oka płacz Jezusa wydaje się bezsensowny.
Jezus zapłakał. Na pierwszy rzut oka płacz Jezusa wydaje się bezsensowny. Jezus kochał Marię, Martę i Łazarza, ale z rozmysłem postanowił zaczekać dwa dni, zanim do nich poszedł. Wiedział, że Łazarz umrze. Zwlekał jednak, bo chciał wykorzystać śmierć przyjaciela jako okazję do objawienia swojego panowania nad rzeczywistością grobu i rozkładu. Mimo to śmierć nie przestała być największą tragedią kondycji ludzkiej, a Jezus swoim zachowaniem pokazuje nam, że właściwą reakcją w zetknięciu z nią jest głęboki smutek. Bóg stał się człowiekiem, a gdy stanął twarzą w twarz ze śmiercią, zapłakał.
Słowo Boga stwierdza wyraźnie, że śmierć jest złem. Pozbawiona perspektywy odkupienia przez Pana, budzi przerażenie i skłania do rozpaczy. Jest największym na ziemi złem. Ograbia nas z wszystkiego, co mamy. W zmartwychwstaniu Jezusa śmierć nabiera jednak nowego sensu. „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Dawniej cmentarze wokół kościołów były realistyczną katechezą, a wielu świętych przedstawiano z czaszką, by przypominali: memento mori – pamiętaj, że umrzesz. Nasze nowoczesne społeczeństwo stara się banalizować śmierć jako przykry koniec istnienia człowieka, wymyślać karykatury jej symboli albo przyzwyczajać do niej jako do rezultatu ludzkiego okrucieństwa – wojen, napadów, nienawiści. To paradoks, że strach i uciekanie przed śmiercią rodzi kulturę śmierci, zaś akceptacja śmierci i zmartwychwstania rodzi kulturę życia. Nie ma recepty na poradzenie sobie ze swoim życiem bez poradzenia sobie ze swoją śmiercią, trzeba śmierci spojrzeć w oczy. Średniowieczna literatura ars moriendi, nabożeństwa o łaskę dobrej śmierci, modlitwy i czuwania przy zmarłych skłaniały do przygotowania się do swojej osobistej paschy – przejścia wraz z Chrystusem do wieczności.
Pewien żydowski midrasz opowiadał, że oczekującemu z trwogą swej śmierci na górze Nebo Mojżeszowi Bóg ukazał piękno Ziemi Obiecanej, miodem i mlekiem płynącej. A gdy tamten wciąż przeżywał trwogę przed rozstaniem się z tym światem, Pan zbliżył się do niego i pocałował w usta. W tym pocałunku pełnym miłości dusza Mojżesza znalazła przejście do nieba. Mamy wybór: albo oczekiwać tego, co nadejdzie znienacka, albo powierzyć siebie Komuś, kto wygrał ze śmiercią i obiecuje wiekuistą miłość. Umiejętność umierania jeszcze za życia to nieustanne otwieranie się człowieka na tajemnicę. W umieraniu przeżyjemy siebie jako dar albo odrzucenie, staniemy w prawdzie bądź w kłamstwie. Skoro śmierć jest czymś nieuniknionym, mamy wybór: męczeństwo albo samobójstwo, krzyż albo sznur, Bóg albo wódka. Śmierć jest tym jedynym, czego możemy się spodziewać na pewno. Taka perspektywa sama w sobie nie jest w stanie utrzymać nas w dobrym samopoczuciu. Dlatego potrzebna jest modlitwa. Skoro życie jest takie kruche i nietrwałe, nie zaakceptujemy go bez walki, a walka przebiega przez modlitwę, która jest ufnym przekraczaniem własnej słabości, jest patrzeniem poza siebie – w oczy Boga.
Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem