Jarosław Dudała: Trzeba przyznać, że święta Maria Magdalena to fascynująca postać: gorącokrwista kobieta, która była zakochana do szaleństwa w Panu Jezusie.
Ks. dr Seweryn Wąsik SJ: Tak, właśnie. Jej się to udało: wejść w przyjaźń z Jezusem i zakochać się w Nim. Choć… wcale tak nie musiało się zdarzyć. Jej życie było wystarczająco mocno skomplikowane, żeby skupiła się na tym, co jej w tym życiu nie wyszło. Ale ona potrafiła się wydostać z wewnętrznego zagmatwania i otworzyć na łaskę Jezusa.
Na czym polegało to zagmatwanie? Bo tak prawdę mówiąc, to Pismo Święte niewiele mówi na ten temat. Święta Maria Magdalena bywa kojarzona z biblijną kobietą cudzołożną. Ale czy to była ta sama osoba? Nie ma takiej pewności. Są też pisma apokryficzne czy objawienia prywatne – na przykład objawienia bł. Katarzyny Emmerich, które przedstawiają Marię Magdalenę jako siostrę Łazarza. Ale tak do końca to nie wiemy, kim naprawdę była.
Zaufajmy autorytetowi biblisty kard. Carla Marii Martiniego. Z jego egzegezy Nowego Testamentu wynika, że Maria Magdalena nie była siostrą Łazarza. Nie była też kobietą z Ewangelii Łukasza, która namaściła nogi Jezusa w domu faryzeusza Szymona, ani cudzołożnicą z Janowej Ewangelii ocaloną przez Jezusa od ukamienowania. To były trzy różne kobiety, z których w ciągu wieków sklejono jedną postać. Teraz się to „rozkleja”.
Co więc wiemy o Marii Magdalenie?
Wiemy tylko tyle, że była Marią z Magdali, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów i że była mu za to niezwykle wdzięczna. O Magdalenie mówi raptem kilka wersetów z Ewangelii według św. Łukasza i jeden werset z Ewangelii według św. Marka: że – oprócz apostołów – były przy Jezusie kobiety, a jedną z nich była Maria z Magdali, którą opuściło siedem złych duchów. Wiemy, że była wśród wielu innych kobiet, które dołączyły do uczniów Jezusa, służyły Mu i wędrowały z Nim aż po Kalwarię, i że spotkała zmartwychwstałego Pana.
Wyrzucenie siedmiu złych duchów – to brzmi sensacyjnie.
Ewangelista przedstawia nam to trochę jak materiał kompromitujący, ale możemy to także odczytać jako dowód Bożego miłosierdzia, które wyprowadziło tę kobietę z tarapatów, by mogła otworzyć się na miłość Jezusa.
To był rzeczywiście egzorcyzm?
Możemy to interpretować na różne sposoby. Może to były jakieś zaburzenia psychiczne czy seksualne? A może było to rzeczywiście działanie demonów? W tamtym, starożytnym świecie nie rozróżniano zbyt wyraźnie obszarów opętania i poważnych zaburzeń psychiatrycznych. W sumie tak naprawdę pozostaje to sekretem Jezusa i Magdaleny, którego nie musimy znać. Ale siódemka może wskazywać na to, że życie Magdaleny zmierzało już wielkimi krokami do nieszczęśliwego zakończenia.
Niejedna kobieta – i niejeden mężczyzna – czuje się dziś podobnie.
Magdalena jest kochana dlatego, że pokazuje, iż z Jezusem można wyjść z każdej trudnej sytuacji, jakiej doświadczają współczesne kobiety: czy to są zaburzenia jedzenia, zaburzenia emocjonalne, lękowe czy wiele innych problemów fizycznych, psychicznych i emocjonalnych oraz duchowych.
Magdalena stała też pod krzyżem Jezusa.
W czasie Drogi Krzyżowej dotarło do niej, że Jezus musiał zapłacić swoją Najświętszą Krwią za to, że ona została uwolniona od siedmiu nieszczęść, które w niej były. Musiał zapłacić za jej grzechy.
A potem jest ta piękna scena przy grobie, w której Jezus mówi do niej po imieniu: „Mario…”.
To jest majstersztyk pośród opisów spotkań uczniów z Jezusem Zmartwychwstałym. On potrafił wydobyć Magdalenę z jej pragnień. Rozpoznanie Pana dokonało się, gdy usłyszała dźwięk swego imienia w Jego ustach.
Co to znaczy: wydobyć z pragnień?
Po uzdrowieniu Magdalena nadal była sobą: miała w swoim sercu różne emocjonalne zakamarki, a jednym z nich było oczekiwanie, że… nadal będzie tak jak było. Że ona jak dotąd będzie przy ziemskim Jezusie, w którym się zakochała. Musiała więc dojrzeć do tego, że już nie będzie tak jak było: że obecność Jezusa po zmartwychwstaniu będzie inna, nowa. Musiała odrobić jeszcze jedną lekcję wiary: nauczyć się rozpoznawania nowej obecności zmartwychwstałego Pana.
Dlatego Jezus powiedział jej: „Nie zatrzymuj Mnie”?
Tak! To jest bardzo dobry moment w Ewangelii.
Jednak tak naprawdę to Jezus był tym, który się przy niej zatrzymał. Przez wieki brnięto tu w interpretację wskazującą na pragnienia seksualne Magdaleny i powstrzymanie ich przez Jezusa, ale dziś możemy to już sobie darować. Faktem jest, że zmartwychwstały Jezus – idący na spotkanie z miłością Ojca – dla swojej ukochanej uczennicy zrobił… przystanek.
Dlaczego?
Bo ona jako jedyna czuwała przy Jego grobie tak, jak On o to prosił w swoich przypowieściach, mówiących o czujnym oczekiwaniu na Oblubieńca. Słowa, które padły w czasie tamtego spotkania, rozumiałbym więc w taki sposób, że ze względu na kogoś, kto tak bardzo kocha Jezusa, nawet Bóg Ojciec może poczekać. Jezus ma czas dla swojej oblubienicy!
My chyba zazdrościmy Magdalenie tak silnie nasyconej emocjonalnie miłości do Jezusa. Nasza religijność bywa oschła. Powtarzane po wielekroć słowa o wielkiej miłości Boga nie robią już na nas wrażenia. AIe tęsknimy za miłością namiętną w sensie duchowym.
Dlatego w naszym jezuickim domu rekolekcyjnym w Czechowicach-Dziedzicach mamy ignacjańskie rekolekcje pt. „Pokochać jak Magdalena”. To też rekolekcje magdaleńskie, które polegają na medytowaniu słowa Bożego i kontemplowaniu arcydzieł malarstwa opowiadających o naszej świętej. To droga czternastu medytacji pokazujących, jak Jezus wychowywał swoją uczennicę: najpierw poprzez oczyszczanie serca, poprzez poczucie się zaginioną owcą, otwarcie się na miłość Jezusa, żeby bezpiecznie doświadczyć mroków swojego serca, czyli po to, żeby każdy mógł wydobyć ze swojego serca ukryte w nim demony. A potem przez zakochanie w słowach i działaniach Jezusa, towarzyszenie Mu w czasie Drogi Krzyżowej, spotkanie ze Zmartwychwstałym i uczenie się nowego sposobu bycia Jezusa po zmartwychwstaniu. Polecamy je już po odprawieniu pierwszego tygodnia Ćwiczeń duchowych św. Ignacego.
Pozostaje jednak pytanie: skąd u niej taka miłość do Jezusa? Z poczucia wdzięczności? To chyba byłoby za słabe wyjaśnienie – przecież z dziesięciu uzdrowionych trędowatych tylko jeden wrócił do Jezusa, żeby Mu w ogóle podziękować.
Magdalena skopiowała coś z nadmiaru miłości, którą zobaczyła u Jezusa. A nadmiar miłości ma tylko Trójca Święta. To znaczy, że Magdalena otworzyła się na jedną z największych zagadek, jakie przyniósł Jezus. Jest nią nadmiar miłości, który zbawia człowieka.
Z tym wiąże się jej nowa misja w Kościele: jest tak kochana, bo poczuła, że ma przyprowadzać do Jezusa wielkich grzeszników – osoby, co do których tracimy nadzieję, że kiedykolwiek wrócą do Owczarni Chrystusa. Ona prowadzi ich pod krzyż, żeby mogli doświadczyć źródeł Bożego miłosierdzia. Przez jej wstawiennictwo wielu ubłagało łaskę nawrócenia dla siebie i dla swoich ukochanych.
ks. dr Seweryn Wąsik SJ, dyrektor Domu Rekolekcyjnego św. Józefa w Czechowicach Dziedzicach, rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości ignacjańskiej, dziennikarz watykański (L’Osservatore Romano, Radio Watykańskie), pedagog. Od lat daje kursy Ćwiczeń duchowych według św. Ignacego Loyoli i kard. Carla Marii Martiniego. Autor serii formacyjnych audiobooków "Elementarz ignacjańskich" i słuchowiska radiowego "Ulmowie z Markowej".








