Tak, zdaję sobie sprawę ze złożoności sytuacji. U ofiary przemocy domowej działa szereg mniej lub bardziej uświadomionych mechanizmów współuzależnienia, które nie pozwalają jej na wyprowadzanie się, ucieczkę, myślenie o ochronie siebie samej i przerażonych dzieci. Nie pomaga w tym niestety ludowa, powtarzana poza krwioobiegiem oficjalnego kościelnego nauczania mantra, o „zgodzie na maltretowanie jako przyjmowaniu krzyża”.
„Uzbrojenie się w cierpliwość nie oznacza pozwalania, aby nas nieustannie maltretowano, ani też tolerowania agresji fizycznej, czy zgody na to, by nas traktowano jak przedmioty” - podkreślał papież Franciszek w adhortacji apostolskiej Amoris Laetitia. - Istnieją smutne sytuacje przemocy w rodzinie, które są wylęgarnią nowych form agresji społecznej, Przemoc domowa jest szkołą urazów i nienawiści w podstawowych relacjach międzyludzkich (…) Trzeba przede wszystkim wysłuchać i dowartościować cierpienie tych, którzy zostali zmuszeni, wskutek maltretowania przez współmałżonka, do zerwania pożycia. Wybaczenie doznanej niesprawiedliwości nie jest łatwe, ale jest drogą, którą umożliwia łaska”.
Już wyraźniej nie można było tego powiedzieć.









