Kto może nas napoić wiecznością

Wiara w nieśmiertelność jest odpowiedzią na niespełnienie i niesprawiedliwość, które są naszym udziałem w tym świecie. W pierwsze dni listopada świętujemy życie, które wykracza ponad śmierć.

Wiara w jakąś formę nieśmiertelności człowieka jest niemal tak stara jak ludzka kultura. Wiara ta jest istotnym czynnikiem, który wyznacza naszą tożsamość i nadaje sens naszemu życiu. Dlaczego jednak wiara ta jest dla nas ważna i dlaczego bez niej życie traci swoje znaczenie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zastanówmy się, jak wyglądałoby życie dla kogoś, kto myślałby, że definitywnie kończy się ono śmiercią. Zwrócę tu uwagę na dwie konsekwencje takiej sytuacji.

Pierwszą konsekwencją jest niespełnienie. Ogromna liczba ludzi nie przeszła pełnego cyklu życia: młodość – dojrzałość – starość. Są tacy, którzy nie zdołali się nawet narodzić; są tacy, którzy zginęli we wczesnym dzieciństwie; są tacy, którym śmierć niespodziewanie przerwała najlepsze i najbardziej twórcze lata życia. Ich życie było jak niedokończona melodia. Zapowiadała się pięknie i chcielibyśmy smakować jej ciągu dalszego. Jednak nagle się urwała…

Ktoś powie, że postęp medyczny i postęp polityczny (z tym drugim, na co wskazują wciąż powracające śmiercionośne wojny, jest gorzej) sprawił, że średnia długość życia znacznie wzrosła i coraz więcej ludzi cieszy lub będzie się cieszyć „pogodną starością”. To prawda, jednak do spełnienia życia nie wystarczy jego spora długość. W naszej naturze leży to, że każdy ograniczony czas życia jest dla nas za krótki. Śmierć sprawia, że zawsze – nawet dla kogoś, kto w zdrowiu doczekał późnego wieku – zostaje coś niedokończonego lub przerwanego: jakiś list do napisania, jakieś słowo do wypowiedzenia, jakiś cel do zrealizowania, jakieś zadanie do wykonania, jakaś dłoń do uściśnięcia… Każdy człowiek ma swoją „ziemię obiecaną”, która była dla niego niemal na wyciągnięcie ręki, ale do której (jak Mojżeszowi) nie dane mu było wejść.

W tych dniach żegnamy i wspominamy Panią Doktor Wandę Półtawską – osobę, która pomimo ogromnych przeciwności losu, wypełniła swoje 102-letnie życie pięknymi czynami i heroiczną wiernością wobec najwyższych wartości. Z pewnością możemy jej życie nazwać spełnionym, dlatego też dla wielu z nas stanowi Ona symbol i wzór do naśladowania. Z drugiej jednak strony musimy przyznać,  że Wanda Półtawska odeszła w czasach, w których najbliższe jej wartości i osoby zaczęły być powszechnie deprecjonowane. To jest jakiś rys tragiczności i niespełnienia. Tyle pracy na rzecz respektu dla życia poczętego i trwałości rodziny, tyle świadectw o Janie Pawle II, tyle zabiegów dla oczyszczenia Kościoła… Czy ten wielki i szlachetny wysiłek zostanie spełniony, czy raczej zostanie odesłany do muzeum odchodzącej epoki?

Niespełnienie wiąże się z drugą konsekwencją, o której chcę wspomnieć. Jest nią niesprawiedliwość. Rzadko w świecie ludzkim zdarza się, by dobro było jednoznacznie nagrodzone, a zło – ukarane. Bywa tak, że dobrzy umierają w cierpieniach, a zbrodniarze przez długie lata cieszą się bezkarnością i luksusami. Niewiedza, niemoc, słabość lub złośliwość woli, przypadek i inne braki są wpisane w nasz los. One to sprawiają, że w doczesnym życiu nigdy nie będzie pełnej sprawiedliwości. Zresztą są takie czyny lub postawy, których nie wynagrodzi nawet Order Orła Białego. Są też takie zbrodnie, dla których nie będzie współmierna żadna ludzka kara. A i zwykłe życie każdej jednostki wymaga sprawiedliwego osądu. Bez niego cała moralność będzie niejako zawieszona w próżni. A skoro śmiertelni ludzie są niezdolni do takiego osądu, to kto i kiedy miałby go dokonać?

Odpowiedzią na niespełnienie i niesprawiedliwość jest osobowa nieśmiertelność gwarantowana przez Boga. Wierzymy, że Bóg uchroni nas przed naszym (zawinionym i niezawinionym) niespełnieniem i, oczyszczając lub przemieniając nas po śmierci, dopełni tego, czego nie zrealizowaliśmy za doczesnego życia. Wierzymy też, że Bóg dokona sprawiedliwego osądu życia każdego człowieka – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. I że będzie to sąd nie tylko sprawiedliwy, lecz także miłosierny. Jak niedługo przed śmiercią pisał papież Benedykt XVI: „mocno wierzę, że Pan jest nie tylko sprawiedliwym sędzią, lecz także przyjacielem i bratem, który już sam cierpiał z powodu moich niedostatków i dlatego jako sędzia jest także moim obrońcą (Parakletem). […] Bycie chrześcijaninem daje mi poznanie, a nawet więcej, przyjaźń z Sędzią mojego życia i pozwala mi przejść z ufnością przez mroczną bramę śmierci.” Przez bramę śmierci – ku życiu, które nie tylko się nie kończy, lecz także nie potrzebuje już jakiegokolwiek dopełnienia. Ku życiu, które jest całkowitym i świadomym uczestnictwem w pełni Boskiego istnienia i w pełni Boskiego szczęścia.

Nieraz można usłyszeć opinię, że nasza wiara w nieśmiertelność jest przejawem myślenia życzeniowego – że jest tylko pobożnym pragnieniem. Nie wchodząc w głębsze rozważania filozoficzne i teologiczne, w tym kontekście zwrócę uwagę tylko na jedną rzecz. Już starożytni myśliciele odróżniali pragnienia naturalne od pragnień nienaturalnych. Te pierwsze są wpisane w istotę naszego człowieczeństwa i jego relacje z rzeczywistością. Te drugie zaś są jedynie rezultatem naszych niczym nieugruntowanych zachcianek. Te pierwsze – i tylko te pierwsze – mają pewną wartość poznawczą; na przykład głód „informuje” nas o tym, że w świecie znajduje się pokarm, który zapewnia życie jednostkom naszego gatunku. Być może podobnie – choć na poziomie duchowym, a nie biologicznym – jest z pragnieniem nieśmiertelności. Pragnienie to jakoś „informuje” nas o tym, że w wyższym wymiarze rzeczywistości czeka na nas Wieczny Ktoś, który może spełnić nasze najgłębsze aspiracje i potrzeby. Ktoś, kto może nas napoić wiecznością. „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” (J 4, 13-14).

Kto może nas napoić wiecznością   Szymon Zmarlicki /Foto Gość

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Wojtysiak