Nowy numer 07/2020 Archiwum

Mały Książę zamiast Ewangelii

Marcin Jakimowicz: Prowadził Ojciec w Polsce prężne wspólnoty. I nagle, ni stąd, ni zowąd, wysłano Ojca do Belgii. Opierał się Ojciec?

Został Ojciec sam jak palec?
– Tak. Na początku byłem sam.

Szczerze: nie miał Ojciec ochoty zwiać?
– Miałem kilka takich momentów, gdy chciałem prosić o zwolnienie z tej pracy. To były bardzo trudne chwile. Byłem zniechęcony tą orką na ugorze i brakiem jakichkolwiek perspektyw, że to się zmieni. Kiedyś prowadziłem Drogę Krzyżową (pierwszą w tym kościele od kilkudziesięciu lat!) i czytałem rozważania kard. Daneelsa. Dotknął mnie szczególnie jeden tekst. Mówił o tym, że Jezus, mimo zachęt do zejścia z krzyża, nie zszedł, ale poczekał, aż Go zdjęto. To było Słowo Boga dla mnie. Zaakceptowałem to cierpienie, ogromną samotność, oddałem się Bogu bez reszty. Zostałem.
Kościół był zaniedbany, opuszczony, brudny. Proboszcz staruszek nie potrafił już tego ogarnąć. Wszedłem na zdewastowaną, pełną wilgoci, zrujnowaną plebanię i gdy przyjechał dziekan, który pocieszał mnie: „Proszę się nie martwić, gdy na Mszy powitalnej nie będzie nikogo”, pomyślałem, że są przede mną dwie możliwości: albo już na progu rezygnuję z tej posługi, albo zgadzam się na to niesienie krzyża, oddawanie życia i zdrowia za tych ludzi, nawet wówczas, gdyby się to okazało na zewnątrz nieefektywne. Panu Bogu powiedziałem: „Zostaję. Dam troszkę mojego życia za tę parafię, ale proszę Cię, Ty rób wszystko! Zostaję, ale Ty rób!”. Bardzo się wtedy uspokoiłem.
Zabrałem się do prac fizycznych, zacząłem remontować kościół. Nigdy nie szukam znaków, które potwierdzałyby zasadność moich decyzji, ale wkrótce okazało się, że Pan Bóg zaczął przysyłać ludzi! Zostali „zasoleni”. I wkrótce, ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że do Kościoła wrócili właśnie ci parafianie, którzy byli bardzo daleko od niego i nie potrafili się odnaleźć w dotychczasowym „duszpasterstwie sympatycznym”. Niebawem było nas trzydziestu. Ktoś urządził sobie konną przejażdżkę, mijał mnie, zaczęliśmy rozmawiać, a po tygodniu ta osoba pojawiła się na Mszy, przysłała swoje dzieci. Ludzie nagle zaczęli mi ufać, sami angażować się w prace przy kościele.

Co ich tak poruszyło?
– Słowo Boże. Nie mam wątpliwości. Wezwanie do nawrócenia, objawianie miłości Bożej. Głoszenie kerygmatu: Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał dla Ciebie. Jesteś kochany. Naprawdę nie mówiłem niczego innego! Głosiłem jedynie Słowo Boże, a ci ludzie... uwierzyli mu. Nie chodziłem po domach, nikogo nie namawiałem. Przyszli sami, przyciągało ich Słowo. Zaczęli nawet odmawiać Różaniec i modlić się za Papieża. W sercu laickiej, krytycznej, antypapieskiej Belgii! A gdy po raz pierwszy od kilkunastu lat przygotowaliśmy Pierwszą Komunię Świętą, starsi ludzie płakali! Nie wierzyli, że kiedykolwiek tego doczekają. Zaczęło przychodzić wielu młodych. Najciekawsze było to, że ci ludzie sami od siebie zaczęli mówić o parafii jako o wspólnocie! Odżyło życie sakramentalne, spowiedź, liturgie pokutne. Wcześniej przychodzili do mnie i rozkładali ręce: „Spowiedź? Ojcze, przecież sakrament pokuty już w Kościele nie istnieje! Sobór go zniósł, nie wiedział Ojciec o tym?”. Byli szczerzy. Gdzie mieli się tego nauczyć? W szkole? Wiesz, jak wyglądała tam lekcja religii? Nauczyciel pokazywał im gry komputerowe związane w jakiś sposób z Kościołem. W jaki? Widać było wnętrze świątyni, a w środku leżał trup w kałuży krwi... Byli zlaicyzowani do szpiku kości. Wiesz, kiedy zaczyna się tam karnawał?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Paweł
    23.07.2013 20:45
    Piękne i wzruszające świadectwo, które pokazuje, że zawsze jest Nadzieja, nawet w tej naszej kochanej i bez reszty, zdałoby się, zlaicyzowanej Europie.
    Tak właśnie wyobrażam sobie Nową Ewangelizację.
    W duchu słów św. Teresy "nie bój się. Bóg sam wystarczy".
    doceń 8
  • Wojtek
    28.07.2013 11:09
    Jedno jest pytanie,czy Kościól w PL w dzisiejszych czasach idzie tą sama drogą co Kościól w Europie Zachodniej w XIX i XX wieku.Czy i my dojdziemy do takiego zlaicyzowania jak w Belgii.Pamietajmy o tym,że Ojciec jest zakonnikiem który ślubował ubóstwo i mającym blisko swoich przełozonych a nie ksiedzem diecezjalnym posiadajacym wieksza swobode działania i nie ślubujaycm ubóstwa.
    doceń 6
  • vanitas
    21.03.2015 22:01
    O. Dla tych ludzi sól odzyskała smak...
    doceń 3
  • JAWA25
    27.04.2017 10:47
    ktoś kiedyś dopatrzył się w Małym Księciu chrześcijańskich wartości (baranek)
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji