Nowy numer 44/2020 Archiwum

Trzecie życie Jacka

Święty Jacku z pierogami! – wołano nad Wisłą. Pociągnął do Boga całe tłumy ludzi, wskrzeszał zmarłych, przechodził suchą nogą przez rwący nurt Wisły. Ale dlaczego „z pierogami”?

Kamień Śląski tonie w śniegu. Cisza jak makiem zasiał. To tu w 1183 roku, wśród rosłych dębów i pachnących sosen, urodził się Jaczko Odrowąż. Jego imię niektórzy wywodzili z języka węgierskiego, w którym oznaczało Izaaka, inni zapisywali je po łacinie „Hiacyntus”, od nazwy kwiatu. Czy wówczas w wioskach pod Opolem przypuszczał ktoś, że obok nich wyrasta święty, który porwie swoim przykładem mnóstwo ludzi, a nawet będzie wskrzeszał zmarłych?

O miejscu narodzenia mnicha, okrzykniętego „Światłem ze Śląska”, przypomina dziś kaplica. Kiedyś pałac w Kamieniu należał do zacnego rodu Odrowążów. Po wojnie, gdy zamieniono go na dom dziecka, a później obiekt wojskowy, popadł w ruinę. Po pożarze został całkowicie zdewastowany. Na szczęście gmach odnowiono. Dziś mieści się tu sanktuarium św. Jacka i ośrodek naukowy Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego.

Ruszamy do Krakowa. Chcemy podążać śladem świętego od „żłobka do nagrobka”. W ciągu dnia nie zdążymy, niestety, odwiedzić Paryża, Rzymu, Bolonii, Pragi, Sandomierza, Gdańska, Kijowa… Szkoda, bo Święty przedeptał je wzdłuż i wszerz.

Trzęsienie ziemi
Znakomicie się zapowiadał. Nic dziwnego, że jego wuj, szanowany biskup Iwo Odrowąż, wysłał go na zagraniczne studia prawnicze i teologiczne. Po powrocie nad Wisłę Jacek został kanonikiem na Wawelu. W 1220 roku Iwo zabrał go do Włoch. Na jednym z gwarnych, kolorowych rzymskich placów ujrzeli coś, co na zawsze odmieniło ich życie. Tłum ludzi otaczał szczupłego mnicha. Na bruku leżał martwy człowiek. – To bratanek samego kardynała – szeptano. Zakonnik, jak donoszą stare kroniki, „wyciągnął ręce w górę i swoją modlitwą wyrwał brata ze śmierci”. Człowiek podniósł się i otworzył oczy. Tłum zamarł.

Taką scenę ujrzał Jacek. Wydarzenie to zmieniło go całkowicie. Mnichem, którego spotkał, był święty Dominik. Nic dziwnego, że krakowski kanonik z towarzyszami Czesławem i Hermanem wstąpili w szeregi braci kaznodziejów. Rozpoczęli nowe życie: ubogich mnichów. Przez rok mieszkali z Dominikiem. Byli zafascynowani żarem, z jakim opowiadał o Bogu, i pragnieniem zaniesienia Ewangelii na krańce świata. Zakon rodził się w trudnym czasie. Kościół przeżywał kryzys, mnożyły się herezje, kapłanom zarzucano brak ubóstwa i sprzeniewierzenie się duchowi Ewangelii. Dominik formował polskich braci krótko. Musiał bardzo im ufać, skoro już po roku wysłał ich z Bolonii nad Wisłę. Jak długo maszerowali? Taką trasę można przejść w trzy i pół tygodnia – orzekli historycy. Ale Jacek po drodze zakładał klasztory. Jaki ogień musiał bić z jego słów, skoro, jak powiada kronika, od razu gromadziło się wokół niego wielu braci?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także