Nowy numer 09/2024 Archiwum

Cud

W świąteczną euforię wpadają sprzedający, kupujący, anarchiści, komuniści, agnostycy, politycy, dziennikarze, kominiarze. Świat w grudniu zamienia się w gigantyczny targ

Już koniec roku, a ja mam jeszcze do zrobienia remanent po Święcie Niepodległości. W ostatnim numerze redakcja zamieściła list p. Wojdyły z Gdańska, który informuje, iż na Wybrzeżu od trzech lat odbywają się 11 listopada radosne parady. Niemal równocześnie otrzymałem list od Janusza Kaczmarzyka, prezesa Klubu Rowerowego „Dętka” z Dzierżoniowa. Klub już od pięciu lat organizuje rajdy z okazji świąt narodowych; zachęcają też, bym nie tracił ducha, bo flag biało-czerwonych z każdym rokiem przybywa. Jako obywatel bardzo się z tego cieszę, jako felietonista trochę mniej, bo na cóż, kochani, będę narzekał, gdy te przykłady się upowszechnią? Gdy zniknie dyżurny temat „kibicowania” patriotyzmowi, to pozostanie mi tylko westchnąć, że są temu winni, jak zwykle, cykliści.

Na szczęście można ponarzekać na święta grudniowe, które, dla odmiany, są obchodzone bez żadnego umiaru. Napisałem „grudniowe”, bo coraz trudniej uwierzyć, że chodzi wciąż o Boże Narodzenie. Co rusz przecieram oczy i proszę o szczypa z zakrętasem, bo nie dowierzam własnym zmysłom. W świąteczną euforię wpadają sprzedający, kupujący, anarchiści, komuniści, agnostycy, politycy, dziennikarze, kominiarze, Japończycy (którzy zachwycają się magią choinek) i Chińczycy (którzy masowo te choinki produkują). Świat w grudniu zamienia się w gigantyczny targ.

Ponieważ protestowanie bardzo potaniało, niektórzy buntują się przeciw Świętom, bo przecież te miliardy zamiast na bombki, stroiki i prezenty można by wydać sensowniej. I pozbawić możliwości zarobku tych wszystkich, którzy żyją z wyrobu bombek, stroików oraz artykułów drugiej, a może i trzeciej potrzeby. Samo zjawisko handlowania nie jest takie złe, pytanie tylko, kto czuwa w Stajence, skoro wszyscy są w sklepie? Zresztą w wielu krajach i środowiskach próbuje się wymazać nazwę „Boże Narodzenie”.

A co tam, niech im będzie. Pan Jezus zechciał przyjść na świat w Betlejem. W zatłoczonych gospodach musiało być wesoło, choć niekoniecznie pobożnie. Może odgłosy zabawy docierały do Stajenki, ale skoro Panu Bogu to nie przeszkadzało, to i my nie powinniśmy się zżymać. Zwłaszcza że w tym całym zamieszaniu komercyjnym ludzie spełniają też dobre uczynki, niektórzy może nawet sami się sobie dziwią, jacy są dobrzy dla innych – tacy ludzie dobrej (mimo) woli. Bogaci żywią bezdomnych, Żydzi kupują dla katolików dom rodzinny Jana Pawła II. Nazywają to magią albo czarem Świąt, może z czasem przekonają się, że to żadna magia, żaden czar – to po prostu jeszcze jeden cud Dzieciątka.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy