Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

"… byli w drodze do wsi, zwanej Emaus…"

Byłam niedawno w drodze do Izraela. Żałowałam, że chodząc po drogach Ziemi Świętej, nie dotarłam do Emaus, niepozornej zapewne wioski. Dlaczego?

Bo właśnie Emaus – nie wiedzieć czemu i od kiedy – tkwi głęboko w mojej pamięci. Jest w tym przekazie Ewangelisty jakieś wzruszające piękno. To fragment szczególny, bo słowem-kluczem jest w nim droga, a droga to dla mnie życie. Myśląc po ludzku, dopóki chodzę, czuję, że żyję – tutaj, na ziemi.

Jednocześnie ta ziemska wędrówka ma zaprowadzić mnie do wieczności po śmierci. W nieustannym byciu w drodze widzę sens życia.

Mam tu na myśli przemierzanie dróg z kamieni i przemierzanie własnych, nam jedynie znanych, ścieżek duszy i umysłu. Jestem w drodze do jakiegoś miasta, kraju, sklepu, chociażby z pokoju do kuchni, z domu do domu, może do zrozumienia czegoś, może do pokochania kogoś... W drodze spotykam Innego człowieka, tak jak uczniowie spotkali Jezusa.

Wysłuchuję jego historii, „otwierają się oczy moje” i zmieniam swoje życie – tak jak uczniowie, którzy wrócili do Jerozolimy. Każdy, kogo spotkam na drodze, jest ważny. Codziennie wszyscy jesteśmy w drodze do Emaus.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji