Nowy numer 6/2023 Archiwum

To siła miłości czyni nas mocnymi

Z obozu dla uchodźców na granicy Tajlandii i Mjanmy, gdzie pracuje, siostra Grace Patthayaporn słyszy spadające w Mjanmie bomby. "Zawsze, gdy je słyszę, modlę się".

S. Grazia Patthayaporn należy do Zgromadzenia Sióstr Posługujących Chorym św. Kamila, bardziej znanych jako kamilianki. W wywiadzie dla mediów watykańskich podzieliła się swoim doświadczeniem z posługi w obozie dla uchodźców, znajdującym się na granicy Tajlandii i Mjanmy, oraz opowiedziała o swojej misji w górach wśród wyznających chrześcijaństwo Karenów.

Siostra Grazia opowiada, że w trzech obozach w Maeli, Umpiem Mai i Nupo w prowincji Tak, gdzie pracuje, znajduje schronienie wielu uchodźców, uciekających z Mjanmy. Przybywają pod ochroną UNHCR (Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) i rządu tajskiego. Według szacunków UNHCR w dziewięciu obozach tymczasowych, utworzonych na granicy obu krajów, przebywa około 90 tysięcy uchodźców z Mjanmy.

W obozie, w którym pracuje s. Patthayaporn, jest wiele dzieci, młodzieży, osób starszych i chorych. Zakonnica współpracuje z Coerr (Catholic Office for Emergency Relief and Refugees), organizacją pozarządową, działającą w ramach Caritas Tajlandia, koordynującą działania z UNHCR i innymi organizacjami katolickimi, które świadczą usługi społeczne zarówno dla chrześcijan, jak i niechrześcijan.
Praca w górach zawsze jest wyzwaniem. «Czuję się bardzo mała — wyjaśnia s. Patthayaporn — ale też bardzo szczęśliwa, ponieważ Pan pozwala mi towarzyszyć tym ludziom. Kocham ich wszystkich, a oni poprzez naszą służbę odczuwają Bożą miłość».

Bardzo ważne jest — mówi s. Grazia — aby pracować razem i tworzyć sieć relacji. «Staramy się pracować jak najlepiej — nie dla siebie, ale w imię Jezusa Chrystusa — kontynuuje — usiłując dotrzeć do każdego, bo wszyscy są naszymi braćmi i siostrami. To właśnie czyni nas silnymi — moc miłości. Czuję, że im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy, ponieważ naszą pomocą jest Bóg, On jest naszą motywacją».

Każdego dnia s. Patthayaporn odkrywa na nowo, że jest «małym narzędziem Boga» dla wszystkich ludzi, których spotyka. «Słuchamy, dzielimy się» — mówi. «W wielu przypadkach udaje się nam znaleźć sposoby na poprawę jakości życia tych osób. Wiem dobrze, że nie jest to łatwe, ale razem możemy dokonać wielkich rzeczy». Wyzwaniem, które dostrzega zakonnica, jest niewielka liczba katolików w Tajlandii. «Wiemy jednak, że Bóg daje nam siłę, że również Kościół daje nam siłę», właśnie dzięki pracy w sieci relacji.

«Bycie zakonnicą nie jest trudne» — zapewnia siostra. «Oznacza to odpowiadanie na Bożą miłość, a wtedy Bóg zrobi wszystko. Muszę tylko otworzyć swoje serce i odpowiedzieć na Jego wezwanie, gdziekolwiek mnie powoła. To jest łaska Boża. Moje życie jest coraz pełniejsze, gdy odpowiadam na Boże wezwanie».

«Kochać i służyć chorym» — to motto, które s. Patthayaporn otrzymała od bł. Marii Dominiki Brun Barbantini, założycielki instytutu, oraz od św. Kamila, jest dla niej myślą przewodnią. Doświadczenie pokazało jej, że «choroby, na które cierpią ludzie, są bardzo różne, nie tylko fizyczne... Posługiwanie chorym, leczenie ich ran oznacza, że muszę być wyczulona na Boże wezwanie, które przychodzi na wiele sposobów».
Jesteśmy obecnie w Tajlandii, na granicy z Mjanmą, gdzie słyszymy spadające tam bomby. Za każdym razem, gdy je słyszę — modlę się. Potem organizujemy się, by iść z pomocą poszkodowanym cywilom i wspierać ich w cierpieniu. Dzięki temu oni uświadamiają sobie, że trochę Bożej miłości dociera także do nich...». To właśnie świadomość, że «Bóg wzywa nas do odpowiadania na potrzeby ludzi — powtarza s. Patthayaporn — sprawia, że zwiększa się nasza wrażliwość na ich potrzeby».

Siostra wspomina, że przebywała we Włoszech, gdy dotarła do niej wiadomość o ostatniej eskalacji wojny domowej w Mjanmie. «Moje serce płakało» — wyznaje. Praca w obozie dla uchodźców pozwoliła jej poznać rozmiar cierpienia, jakie mogło spotkać tych ludzi. «Gdy wróciłam — opowiada — dano mi możliwość pójścia do nich, pocieszenia ich. Czuję, że Bóg naprawdę nas kocha, ponieważ daje nam możliwość dzielenia się i znajdowania nowych dróg, sposobów innowacji, ulepszeń», by pomóc tym ludziom. Zakonnica marzy również o «poprawie jakości życia chrześcijan poprzez współpracę z niechrześcijanami». Widzi siebie jako pomost w tym przedsięwzięciu, ponieważ żyje ze swoją wspólnotą wśród chrześcijan, muzułmanów i buddystów.

Zakonnica przypomina, że poza potrzebą niesienia pomocy uchodźcom, którzy uciekają przed wojną domową w Mjanmie, istnieje również inny problem: «Wiele osób na granicy z Tajlandią to Tajowie, ale mimo że się tam urodzili, nie mogą otrzymać dokumentu tożsamości», ponieważ musieliby odbyć długą podróż do miejsca, gdzie należy przedstawić wymaganą dokumentację. Ponieważ nie posiadają dokumentu tożsamości, nie mogą też korzystać z przywilejów, do których mają prawo obywatele Tajlandii. Również na tym polu siostry kamilianki zaczęły oferować swoją pomoc, «koordynując działania także z władzami cywilnymi — rząd ma możliwość, aby im pomóc». «Czasami natomiast potrzebują jedzenia, i to pokazuje nam, że rząd też ma ograniczenia. Dlatego szukamy nowych sposobów na skuteczną organizację dla dobra tych ludzi, którzy cierpią».

«Jestem szczęśliwa, bo Bóg daje nam swoją mądrość. Nie robię niczego sama. Ludzie są zadowoleni z tego, że współpracujemy. Chciałabym podzielić się swoją radością z tego, że poprawiła się jakość naszej służby, oraz z ogromnej miłości naszego Boga».
#sistersproject

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze