Nowy numer 48/2020 Archiwum

Klapsem w sumienie

Wierzący wierzy, że nie jest pępkiem świata. Niewierzący nie wierzy w pępek.

Dziecko to wspaniała idea – powiedział ongiś Andrzej Gołota na wieść, że został ojcem. Można to zrozumieć, w końcu chłop ma cały dowcip w pięści. Zdaje się jednak, że nie tylko on uważa dziecko za ideę. Panie od Równego Statusu wypuściły projekt ustawy, w myśl której nie moglibyśmy dawać własnym dzieciom nawet klapsów.

Piękny pomysł. Oto państwo chce znowu wychowywać dorosłych ludzi, jak w najlepszych sowieckich czasach. Bolszewicy też dbali o równy status. To się nazywało urawniłowka. Doszli nawet do tego, że próbowali zabierać część dzieci rodzinom wielodzietnym i przydzielać je osobom bezdzietnym. Idea w zasadzie słuszna, nawet bliska Ewangelii. Pobrzmiewa tu przecież Janowe: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma”.

Otóż to: systemy odrzucające religię wzorują się na religii. Małpują ją w formie, ale brakuje im treści. Wspomniana ustawa rządowych feministek też nosi pozory chrześcijańskiej troski o miłość bliźniego. Ma zabraniać takich form karcenia, które „naruszają godność dzieci”. Proszę bardzo: feministki troszczą się o ludzką godność.

„Chcemy, by ten przepis był zarówno edukacyjnym, jak i zmieniającym nasze obyczaje, szczególnie że 80 procent Polaków przyznaje, że bije swoje dzieci” – powiedziała wicepremier Jaruga-Nowacka. Proszę bardzo: mamy też troskę o obyczaje.


Chwileczkę. Oczywiście, że dzieci nie wolno bić, ale autorzy projektu biciem nazywają nawet klepnięcie w tyłek, i stąd taka statystyka. Skoro więc panie Jaruga i Środa są mądrzejsze niż 80 procent ich rodaków, to należałoby zapytać, skąd im się ta mądrość wzięła. Ano właśnie, to jest największy ból. Odgrywany przez Fedorowicza „Kolega kierownik” z czasów komuny mawiał: „chwała Bo… eee, chwała Materii Nieożywionej”. Komuniści jakoś próbowali łatać dziurę po Panu Bogu, więc wymyślili, że materia jest wieczna i to z niej wszystko powstało.

Jakoś tak samoczynnie. I przede wszystkim bez sensu, bo choć Lenin miał być wiecznie żywy, człowiek i tak kończył się wraz ze śmiercią. Nasze feministki swoją przyszłość też raczej lokują na cmentarzu niż gdziekolwiek indziej. W każdym razie żaden Bóg nie wpływa na ich motywacje. Drogie panie, skoro tak, to dlaczego zajmujecie się jakąś etyką? Czemu troszczycie się o obyczaje, godność, tolerancję, skoro to wszystko nie ma celu?

Po co włazicie ze swoją postmarksistowską ideologią do naszych domów, skoro nie potraficie powiedzieć, czemu ostatecznie ma to służyć. Skoro wasze działanie nie odnosi się do wieczności, to dajcie spokój naszym dzieciom. My mamy motywację wychowania ich na zawsze, a nie na te parę lat bytowania w ziemskiej poczekalni. Pozwólcie więc, że sami będziemy wybierać metody.Bywamy złymi uczniami, to prawda, ale w odróżnieniu od was przynajmniej mamy Nauczyciela.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także