Nowy numer 43/2020 Archiwum

Coś da się zrobić

Sebastian Musioł: Czy Pan Bóg zostanie jednak zauważony w Traktacie Konstytucyjnym Unii Europejskiej?

Jacek Saryusz-Wolski: – Pro-pozycja powrotu do rozmowy o odniesieniu do Boga, jaka padła ze strony kanclerz Angeli Merkel, to bardzo dobry znak. Ma znaczenie przede wszystkim symboliczne. Nie podejmuję się ocenić, czy ma szansę powodzenia, ze względu na tradycję laicką niektórych państw – zwłaszcza Francji. Natomiast podjęcie tego tematu uważam za sensowne. Od razu jednak – jednym tchem – dodaję, że nie może ona zastąpić rozwiązania kwestii najbardziej kluczowych dla Polski. Chodzi o tzw. nicejski system głosowania. Przedłużenie okresu refleksji o rok oznacza, że wszyscy główni aktorzy w Unii nie tracą nadziei, że uda się coś w materii traktatowej zrobić. Jeżeli nie chcemy być zaskoczeni przez jakieś rozstrzygnięcia, Polska powinna się do tej dyskusji aktywnie włączyć i przedstawić własną propozycję głosowania w Radzie Ministrów UE.

Komu potrzebna jest eurokonstytucja?
– Unii dobrze zrobiłoby przyjęcie traktatu podstawowego, który wiele rzeczy zapisywałby na nowo i regulował. Unia potrzebuje większej skuteczności, wzmocnionej zdolności działania. W polskim interesie leży na przykład, by Unia miała wyrazistą i silną politykę wschodnią. Drugim takim działaniem jest wspólna polityka energetyczna. Wobec używania gazu i ropy jako instrumentu czy wręcz broni w polityce zagranicznej – zwłaszcza wobec sąsiadów – Unia powinna mówić jednym głosem i wykazywać większą solidarność. To oznacza przynajmniej niepodejmowanie przez jedne kraje UE działań stojących w poprzek interesów pozostałych. Czego najlepszym przykładem jest gazociąg Bałtycki.

Margott Wallstrom, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, powiedziała niedawno, że Unia – świętująca za rok swoje 50-lecie – przechodzi obecnie kryzys wieku średniego. W jakim stanie go przetrwa?
– Nieprawda, że Unia jest w kryzysie. To jest perspektywa ludzi, którzy w Unii są krótko albo Unię znają krótko. UE takich zakrętów miała wiele. Niejeden raz rzeczy posuwały się do przodu metodą trzy do przodu, dwa do tyłu. Śmierć czy kryzys Unii ogłaszano wiele razy. Bywały momenty dużo trudniejsze. Nie podoba mi się histeria konstytucyjna w niektórych kręgach. Jestem zwolennikiem strategii Komisji Europejskiej, która mówi: zajmijmy się tym, co dla obywateli naprawdę ważne. A naprawdę ważne są: zatrudnienie, gospodarka, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, pokój na granicach, pokój na ulicach. Ten szczyt przyczyni się, jak sądzę, do umocnienia strategii Barroso „roku rezultatów” i da przyzwolenie, żebyśmy zajmowali się sprawami, które dotyczą obywateli. Natomiast procedury: jak kto głosuje, która instytucja ma ile kompetencji – to rozstrzygną rozmowy dopiero w drugim etapie. Miarą sukcesu Unii będzie to, jak sobie poradzimy z wyścigiem gospodarczym w globalnej gospodarce. Czy przegonią nas Chiny, Indie czy Brazylia, czy na naszych przedmieściach będą płonęły samochody i budynki, czy młodzi ludzie będą mieli pracę i mieszkania? To są prawdziwe odpowiedzi, których UE musi dostarczyć.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama