Nowy numer 28/2018 Archiwum

Składanie Europy

Europo, Unio, nie idźcie tą drogą! – chciałoby się zaczerpnąć z klasyków inwokacji. W Traktacie Lizbońskim Unia Europejska wybiera jedną z możliwych dróg integracji. Wielu Europejczyków zbyt łatwo dało sobie wmówić, że drogę jedynie właściwą.

Czy Europa da się poskładać w jeden organizm? Traktat Lizboński jest krokiem milowym w kierunku przekształcenia Europy w superpaństwo. Niestety, bez jasno określonych wartości

Żeby nie było wątpliwości co do intencji, od razu zaznaczę: Europie nie mogło zdarzyć się nic lepszego niż idea zjednoczonego kontynentu. Jak długo będą pojawiać się głosy, które podważają sens integracji, tak długo do znudzenia warto powtarzać ten, zdawałoby się, wyświechtany slogan. Trudno sobie wyobrazić, w którym miejscu byłaby dziś Europa, gdyby nie dalekowzroczność Roberta Schumana i Konrada Adenauera, wizjonerów zjednoczonej Europy. Za to dużo łatwiej można sobie wyobrazić, że obaj panowie niekoniecznie z zachwytem przyjęliby projekt Traktatu Lizbońskiego czy Kartę Praw Podstawowych. Największym państwom, głównie Niemcom, udało się przekonać Europę, że sprawne działanie wymaga nadmiernego zwiększenia ich wpływu na Unię. Część Europy uwierzyła, że skuteczność oznacza większą centralizację kosztem zasady pomocniczości. I wielu z nas, Europejczyków, pozwoliło sobie wmówić, że można popchnąć do przodu projekt wspólnej Europy, wstydząc się swoich korzeni. A najświętszym prawem uczynić sztandarowe hasła europejskiej poprawności: tolerancję i niedyskryminację.

Odsmażany kotlet?
Wszyscy mówią o traktacie chętnie i często. Nie wszyscy jednak dokument czytali. Trudno wymagać tego od szarego obywatela. Ale dla polityków, którzy dokumenty podpisują lub nad nimi głosują, nie ma taryfy ulgowej. Zapytaliśmy kilku z nich. – Nie czytałem jeszcze traktatu, chcę zapoznać się z ekspertyzami – przyznaje Jan Dziedziczak (PiS), do niedawna rzecznik rządu, który zaakceptował projekt traktatu. – Nie czytałem jeszcze dokumentu, ale mam opracowania na ten temat – zapewnia Jarosław Kalinowski (PSL), wicemarszałek Sejmu. – Zanim podniosę rękę do głosowania, przeczytam cały tekst – obiecuje inny wicemarszałek Wysokiej Izby, Stefan Niesiołowski (PO).

Czym jest traktat? To kolejny dokument, który reformuje działanie Unii Europejskiej. Szefowie rządów i przywódcy państw unijnych podpiszą go 13 grudnia w Lizbonie. Na pierwszy rzut oka widać, że to poprawiona nieco kopia odrzuconego niedawno projektu konstytucji europejskiej. Nawet jej główny architekt Valéry Giscard d’Estaing w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „The Independent” przyznał, że zasadniczy trzon traktatu reformującego pozostał taki sam. „Reforma systemu działania unijnych instytucji, czyli to, co tak naprawdę się liczy, została całkowicie utrzymana” – powiedział Giscard d’Estaing. Nieopatrznie zaszkodził więc tym eurokratom, którzy starali się zatrzeć pamięć o niechcianej konstytucji, zmieniając głównie nazwy i przesuwając nieco akcenty.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji