Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kobiety tego chcą

– Jeśli znaleziony zostanie klucz do leczenia niepłodności, to dzięki naprotechnologii, a nie w programie in vitro – mówią twórca naprotechnologii prof. Thomas W. Hilgers oraz jego żona i współpracowniczka Susan K. Hilgers w rozmowie z Jarosławem Dudałą.

Czym jest naprotechnologia według jej twórcy?
T.W.H.: – Nazwa to skrót od technologii naturalnej prokreacji (ang. Natural Procreative Technology). To kombinacja bardzo dokładnej analizy cyklu miesięcznego kobiety i nowoczesnych technologii medycznych, np. monitorowania owulacji z czterowymiarowym USG, badań poziomu hormonów, badań nasienia, farmakologii i chirurgii, w tym także mikrochirurgii. Chodzi o to, żeby jak najlepiej zrozumieć przyczyny procesu chorobowego i leczyć w najnowocześniejszy dostępny sposób. Dotyczy to nie tylko niepłodności, ale także innych problemów, między innymi poronień, nieregularnych krwawień, zespołu napięcia przedmiesiączkowego, depresji poporodowej.

Przypomina to po części znane metody naturalnego planowania rodziny, np. obserwacje śluzu w metodzie Billingsa.
T.W.H.: – Z samej obserwacji śluzu kobiety można się wiele dowiedzieć, i to nie tylko na temat problemów z niepłodnością. Na jej podstawie można choćby przewidzieć skłonność do poronień, nawet zanim kobieta zajdzie w ciążę. Potrafimy to leczyć, tak by do poronienia nigdy nie doszło. Niestety, wielu lekarzy obserwacje śluzu w ogóle nie interesują. Zaletą systemu obserwacji, który proponujemy, jest obiektywizacja i standaryzacja. Dzięki temu i kobieta, i jej mąż, i lekarz są pewni, że mówią o tym samym. A używane w kartach symbole są identyczne. Dlatego lekarz w Singapurze, który będzie miał w rękach kartę obserwacji Polki, będzie wiedział, o co chodzi.

Naprotechnologii zarzuca się, że nie może się pochwalić taką liczbą publikacji naukowych jak in vitro.
T.W.H.: – Recenzowanych publikacji o naprotechnologii jest 30–40. Niestety, nie są one w świecie medycznym czytane. Są ignorowane z jednego powodu: ogromnego sprzeciwu wobec spojrzenia na ludzką rozrodczość z bardziej naturalnego punktu widzenia. Wśród lekarzy dominuje inny punkt widzenia: są za aborcją, antykoncepcją, sterylizacją i in vitro. Z powodu tego sprzeciwu przez 30 lat nie mogliśmy publikować wyników naszych badań w czasopismach naukowych. Wydaliśmy je więc w liczącym 1200 stron podręczniku medycznym pt. „The medical and surgical practice of NaProTechnology”. W ciągu 5 lat, które minęły od jego wydania, podstawy naukowe tej książki nie zostały przez nikogo podważone. Za rok wydamy książkę o naprotechnologii dla niefachowców.

Czy pani Hilgers też używa tego systemu?
T.W.H.: – Nie, ona jest za sztuczną kontrolą (śmiech).
S.K.H.: – Cha, cha! Sztuczna kontrola! Nie, nie, my mamy piątkę dzieci! Ale naprotechnologię można stosować, kiedy się chce zajść w ciążę i kiedy się nie chce. Ja też ją stosowałam. I są pary, które korzystają z naprotechnologii, zanim się jeszcze pobiorą, żeby ubiec ewentualne problemy w małżeństwie.
T.W.H.: – Czy teraz ja mogę zadać panu pytanie?

Oczywiście.
T.W.H.: – Jak pan sądzi, ile kobiet na świecie, które mają problem z niepłodnością, wchodzi do programu in vitro?

Może 10 procent? 5 procent?
T.W.H.: – Nieźle; sądziłem, że powie pan, że więcej. A tak naprawdę jest ich mniej niż 1 proc. To tak, jakby ze stu pacjentek z zapaleniem wyrostka robaczkowego lekarz leczył tylko jedną…
Jaka zatem będzie przyszłość naprotechnologii?
T.W.H.: – Możliwości są coraz większe. Wierzę, że naprotechnologia to przyszłość opieki medycznej nad kobietami. Myślę, że dzięki niej in vitro wyjdzie z obiegu. To ślepa uliczka. Bo nie można bez końca ignorować chorób dotykających kobiety. Naprotechnologia jest siłą, która może się temu przeciwstawić. Już teraz mamy w USA lekarzy, którzy porzucili in vitro na rzecz naprotechnologii. Nie jest ich wielu, ale to dopiero początek naprotechnologii. Jeśli zostanie znaleziony klucz do leczenia niepłodności, to dzięki naprotechnologii, a nie w programie in vitro.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama