Nowy numer 44/2020 Archiwum

Cud na rzece Hudson

Ameryka ma nowego bohatera. To Chelsey B. Sullenberger III, pilot, który posadził na wodach rzeki Hudson w Nowym Jorku uszkodzony samolot – airbus A320.

Mogło dojść do megatragedii. Samolot amerykańskich linii lotniczych US Airways, A320 ze 155 osobami na pokładzie, w czwartek 15 stycznia krótko po starcie z nowojorskiego lotniska LaGuardia mógł spaść na gęsto zabudowany obszar dzielnicy Bronx. Zaledwie kilkadziesiąt sekund od startu kapitan samolotu Chelsey B. Sullenberger III poinformował wieże, że zderzył się ze stadem ptaków i uszkodził obydwa silniki. Chciał lądować na pobliskim lotnisku Teterboro. Ostatecznie zdecydował się jednak na wodowanie na rzece Hudson. Kilkadziesiąt metrów obok wieżowców Manhattanu. Pilot poinformował pasażerów o sytuacji i… wylądował z nieczynnymi silnikami. Pięć minut po wystartowaniu i po pokonaniu w powietrzu dystansu prawie 30 km. W ten sposób uratował 155 osób znajdujących się na pokładzie i prawdopodobnie dziesiątki, a może setki tych, którzy zginęliby, gdyby samolot spadł na ziemię w ścisłym centrum Nowego Jorku.

Po wylądowaniu airbus utrzymywał się na powierzchni wody, aż wszyscy pasażerowie zdążyli bez problemu opuścić jego pokład. Jak to możliwe, że kolos ważący przy starcie 73 tony nie poszedł od razu na dno? Jak to możliwe, że wylądował bez silników? Samoloty – nawet te największe – projektowane są tak, że mogą się zachowywać jak szybowce. Jeżeli pilot ma odpowiednie kwalifikacje, potrafi wylądować nawet wtedy, gdy nie działa żaden z silników. Samoloty przystosowane są też do wodowania. Cała sztuka polega na takim posadzeniu maszyny, żeby jej kadłub nie złamał się. Wtedy od razu poszedłby na dno. Sullenberger III wylądował tak delikatnie, że nawet skrzydła maszyny nie zostały uszkodzone. To ważne z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że w skrzydłach są zbiorniki z paliwem. Jeżeli pilot zdąży je wyrzucić jeszcze w powietrzu, puste przestrzenie powodują, że samolot na wodzie może dłużej się unosić. Poza tym skrzydła mają dużą powierzchnię, która powoduje, że samolot nie przechyli się jak spławik dziobem albo ogonem w dół. Wtedy natychmiast by zatonął, a uratowanie kogokolwiek z takiej maszyny byłoby niemożliwe.

15:26
Samolot A320 (rejs nr 1549) wystartował z pasa nr 4 portu lotniczego Nowy Jork – LaGuardia z minutowym opóźnieniem do Seattle przez Charlotte. Na pokładzie miał 150 pasażerów i pięć osób załogi.

15:27
Na wysokości około 900 metrów nad ruchliwym o tej porze skrzyżowaniem autostrady 278 i Bronx River Parkway kapitan samolotu zameldował, że zderzył się ze stadem gęsi. Swoją sytuację określił jako ekstremalnie niebezpieczną. Ta część Nowego Jorku zbudowana jest na osuszonych terenach bagiennych. Dużo tutaj kanałów, stawów i zakoli rzecznych. Silnik odrzutowy jest delikatną konstrukcją. Gdy do jego środka wpadnie mały ptak (nie mówiąc o dużej gęsi) w większości przypadków jego uszkodzenia są tak poważne, że uniemożliwiają dalszą pracę. Od 1988 roku w wypadkach lotniczych spowodowanych kolizją z ptakami na całym świecie zginęło 219 osób.

15:27:30
Silniki przestały pracować. Od tego momentu samolot leciał jak szybowiec. Znajdował się wtedy na wysokości 975 m i poruszał się z prędkością 360 km/h nad gęsto zabudowaną dzielnicą Bronx. Szybko zaczął obniżać pułap i nieco przyspieszył. Kontrolerzy lotu z lotniska LaGuardia zaproponowali, by piloci lądowali na małym, znajdującym się po drugiej stronie rzeki Hudson, lotnisku Teterboro. Kapitan stwierdził jednak, że bez silników lotem szybowcowym do lotniska nie doleci. O 15.28 zrobił nagły zwrot i lecąc na wysokości 480 m nad zachodnim nabrzeżem Manhattanu zrzucił paliwo.

15:31
Pięć minut po starcie kapitan samolotu zawołał „brace for impact” (proszę się skulić przed uderzeniem). To ostatnie słowa wypowiedziane w powietrzu. Samolot znajdował się na wysokości 90 m nad wodą i leciał z prędkością 280 km/h.Uderzenie w taflę rzeki Hudson było tak silne, że urwało dwa podczepione pod skrzydła silniki. Kadłub i skrzydła nie rozleciały się. Najcięższe obrażenia odniosła jedna ze stewardes. Złamała obydwie nogi. A320 wylądował około 1,5 kilometra od Times Square i niecały kilometr od trzech terminali promowych. Do akcji ratunkowej ruszyło wiele jednostek. O 16.55, niecałe 1,5 godziny po wodowaniu, akcja ratunkowa została zakończona.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także