Nowy numer 44/2020 Archiwum

Za murem korporacji

Adwokaci, radcowie prawni, notariusze, rzecznicy patentowi, biegli rewidenci, pielęgniarki, położne, lekarze, lekarze weterynarii, farmaceuci, diagnostycy laboratoryjni, psycholodzy, doradcy podatkowi, architekci, inżynierowie budownictwa, urbaniści, kuratorzy sądowi… Wszyscy oni nie mogą pracować w swojej branży, jeśli nie przystąpią do samorządu zawodowego.

Być może jednak to się zmieni. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował właśnie do Trybunału Konstytucyjnego wniosek kwestionujący obowiązek przynależności do kilkunastu samorządów zawodowych. Z wniosku cieszą się m.in. młodzi prawnicy, oburza się natomiast samorząd adwokacki. Czemu inicjatywa Janusza Kochanowskiego budzi tyle emocji?

Płać albo spadaj
Samorządy zawodowe, zwane potocznie korporacjami, mają – według Konstytucji RP (art. 17, ust. 1) – reprezentować osoby wykonujące zawody zaufania publicznego oraz sprawować pieczę nad należytym wykonywaniem tych profesji. Z konstytucyjnego zapisu nie wynika jednak wcale, że aby wykonywać dany zawód, trzeba być członkiem samorządu. Tymczasem aż 20 przepisów różnych ustaw, zaskarżonych przez Rzecznika Praw Obywatelskich, zmusza przedstawicieli około 20 zawodów, by przyłączyli się do korporacji. To samorząd wydaje licencje na wykonywanie zawodu (np. o wpisie na listę adwokatów decyduje okręgowa rada adwokacka, a prawo wykonywania zawodu lekarza przyznaje okręgowa rada lekarska). Samorząd może także dożywotnio pozbawić prawa do wykonywania danej profesji. Z jakiej przyczyny? Ano na przykład z takiej, że ktoś uporczywie nie płaci składek członkowskich! Tym samym – zwraca uwagę rzecznik Kochanowski – przyznaje się korporacjom szersze kompetencje niż sądom powszechnym. Kodeks karny przewiduje bowiem jedynie możliwość pozbawienia prawa do wykonywania zawodu na 10 lat. I to w przypadku, gdy ktoś w rażący sposób sprzeniewierzy się swojej profesji.

Bezkonkurencyjni
Co dają samorządy? To ochrona interesu publicznego i gwarancja jakości usług – twierdzą ich zwolennicy. To źródło nepotyzmu i przyczyna windowania cen do niebotycznych rozmiarów – odpowiadają przeciwnicy. Sam Rzecznik Praw Obywatelskich nie występuje przeciwko samorządom w ogóle. Chce tylko ukrócić ich wszechwładzę. Uważa, że obecne przepisy naruszają zasadę wolności zrzeszeń, zawartą zarówno w naszej konstytucji, jak i w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Tymczasem Piotr Sendecki, rzecznik lubelskich adwokatów, oskarża Kochanowskiego o antykorporacyjną obsesję. Zaznacza też, że aktualnie obowiązuje inny od powszechnej deklaracji akt prawa międzynarodowego. Ten akt to Międzynarodowe Pakty Praw Człowieka z 1966 roku. W myśl tego dokumentu prawo do „swobodnego stowarzyszania się” nie jest prawem absolutnym. Możliwe są ingerencje w to prawo na drodze ustawy, gdy jest to konieczne, na przykład dla porządku i bezpieczeństwa publicznego. Zdaniem Sendeckiego, sprawowanie pieczy nad zawodem nie byłoby możliwe bez obligatoryjnej przynależności zainteresowanych osób do samorządu. Czy jednak rzeczywiście nie byłoby możliwe? Przykład takich krajów jak Finlandia czy Szwecja pokazuje, że ta przynależność wcale nie jest konieczna. Natomiast polska sytuacja jest wręcz patologiczna. Liczba adwokatów i radców prawnych przypadających na 100 tys. mieszkańców jest w naszym kraju jedną z najniższych w Unii Europejskiej (Polska – 69, Hiszpania – 260, Włochy – 225, Anglia – 200, Niemcy – 150). Wnioski nasuwają się same: samorządy celowo ograniczają dostęp do zawodu, by nie wpuścić na rynek konkurencji i śrubować ceny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama