Nowy numer 29/2019 Archiwum

Sushi vs pierogi

Rosną jak grzyby mun po deszczu. Na prowincji i w wielkich miastach. Moda to, orientalny lansik czy umiłowanie kwaśnego ryżu i kwasów omega 3 w surowej rybie?

Wasabi na Wawel
– Zabawne było, jak zaczynałyśmy – wspomina Anna. – Karmiłyśmy wszystkich, którzy tylko nawinęli nam się pod ręce, próbkami: dzieci musiały jeść sushi, znajomi. Mój mąż, do nowości nastawiony podejrzliwie, przyniósł do baru… kiełbasę. I kazał sobie w ryż i wodorosty zawinąć. Potem przyniósł pieczonego kurczaka, następnie… śledzia. Wszystko zawinęłam profesjonalnie, on pomoczył w sojowym sosie (konieczny do sushi!), zjadł pałeczkami. Przygotował się smakowo i psychicznie. Teraz wcina prawdziwe sushi chętnie i często. Anna obiera sprawnie awokado, ogórka. Specjalny, ostry nóż wykrawa długie paseczki. Na podstawce kładzie bambusową cienką matę. Na macie – wodorosty. Wodorosty przyjechały do Polski z ciepłego morza (Anka nie wie, jakiego).

Są odpowiednio spreparowane, w dotyku przypominają papier, a pachną ni to stawem spod Otwocka, ni egzotycznymi przyprawami. – Najpierw nakładam ryż. Ryż musi być specjalny – z dużą zawartością skrobi, odpowiednio doprawiony, kwaśny. Bo sushi oznacza właśnie „kwaśny ryż”! A nie jak niektórzy myślą – surową rybę. Ryż musi być ugotowany doskonale: żeby każde ziarenko było oddzielne, ale jednocześnie musi się dobrze kleić. Anna sushi-master sprawnie rozkłada białą masę na ciemne wodorosty. Wcześniej mieszała ryż w sposób sushi – doskonały (a jakże!): pod specjalnym kątem, specjalną łyżką. Żeby żadnego (doskonałego, oczywiście) ziarenka nie uszkodzić. Anna smaruje całość tajemniczą, zieloną pastą. Pasta pachnie tak, że w nosie kręci. A pachnie zaskakująco swojsko – chrzanem! – Bo to jest chrzan. Wasabi. Rośnie wysoko, w górach. Potem się go ściera, suszy. A po dodaniu wody – pasta gotowa.

Wasabi jest bardzo, bardzo, bardzo ostre. Nasz polski chrzanik to przy nim chrzanowy pikuś. I nawet nie pan.– Dość zabawne jest, kiedy ktoś przychodzi do nas po raz pierwszy i nie chce (nie wiedzieć czemu) przyznać się, że nie wie, jak się je sushi. Ponieważ obok kawałków podejrzanie wyglądającej ryby kładziemy niewielką, bardzo estetyczną i kuszącą kulkę zielonego wasabi, część nowicjuszy łapie się właśnie za nią. Z impetem (i w całości, bo już wie – że kawałki sushi je się w całości) wkłada do ust… I trzeba szybko podać wodę. DUUŻO wody! Gdyby lata temu japońska kuchnia zagościła na Wawelu, polskiego barana z siarką by się oszczędziło.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji