Nowy numer 42/2020 Archiwum

Mam nadzieję, że rozpadu nie będzie

O lekarstwie na kryzys strefy euro z prof. Elżbietą Chojną-Duch, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Przemysław Puch.

Przemysław Puch: Strefa euro przeżywa kryzys?
Elżbieta Chojna-Duch: – Zdecydowanie tak. Teraz ma miejsce rozpaczliwa próba szukania rozwiązań prawnych, ekonomicznych i politycznych w związku z osłabieniem euro, które jest zagrożeniem dla jego stabilności.

Czy, Pani zdaniem, obecne trudności mają charakter incydentalny, czy też wynikają z błędnych założeń podjętych już podczas projektowania strefy wspólnej waluty?
– Założenia były słuszne. Jeśli chodzi o sferę ustanawiania prawa, nie można mieć zastrzeżeń. Natomiast praktyka niestety całkowicie zawiodła. Mści się brak nadzoru, spolegliwa i niekonsekwentna polityka Komisji Europejskiej, jeśli chodzi o nadzór nad gospodarką budżetową poszczególnych państw. Problemem jest także nadmierne zaufanie. Zbyt pobłażliwe potraktowano wiele krajów, wobec których należało mieć wątpliwości, czy sprostają wymaganiom. Płacimy dzisiaj także za tolerowanie przez Komisję Europejską partykularnych tendencji do nadużywania uprawnień przez rządy poszczególnych państw, skutkujące życiem ponad stan.

Istnieją mechanizmy, które miały temu zapobiec.
– Te mechanizmy znajdują się zarówno w traktacie z Maastricht, jak i Pakcie Stabilności i Rozwoju. Problem w tym, że nie są stosowane.

Dlaczego?
Bo obowiązują niewłaściwe procedury. Do regulacji prawnych wmontowana jest bowiem polityka. Skutkiem tego wykluczenie i sankcje wobec państwa wymagają jednogłośnej zgody wszystkich krajów wchodzących w skład strefy euro. Więc sankcje te nie są nakładane. A skoro ich nie ma, to niektóre rządy uznają, że możliwe jest rozluźnienie polityki fiskalnej i zadłużają swoje państwa, licząc, że dług, jeżeli nie w ich kraju, to w całej strefie euro jakoś zniknie. Zamiast zaciskania pasa jedną z możliwości, która jest wykorzystywana nadmiernie, stało się rolowanie długu, czyli przerzucanie go w czasie. Teraz dochodzi drugi element. Unia przerzuca dług zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Utworzenie planu ratunkowego w wysokości 750 mld euro żadnego problemu nie rozwiązuje. Nadal trwa „zabawa”, która miała miejsce w Grecji od lat, a „catering” dostarczały zachodnie instytucje finansowe: niemieckie, francuskie czy szwajcarskie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama