Nowy numer 33/2022 Archiwum

Ma świadomość czy nie?

Inżynier Google twierdzi, że program, nad którym pracował, zyskał świadomość. Korporacja zawiesiła swojego pracownika w pełnieniu obowiązków (za ujawnienie, nad czym firma pracuje), a ten poszedł z tą informacją do mediów.

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, co stało się dalej. Oczywiście sprawa zyskała światowy rozgłos. Google twierdzi, że o żadnej świadomości programu komputerowego nie może być mowy. Inżynier zarzeka się, że program, nad którym pracował, ma nie tylko świadomość, ale także odczucia i emocje. W końcu kto może wiedzieć to lepiej niż człowiek, który go stworzył?

Od dawna piszemy programy, które mają udawać ludzi. Stają się one coraz bardziej zaawansowane. Nie sposób już odróżnić, czy rozmawiamy z człowiekiem, czy z algorytmem. Program, o którym piszę, jest bardzo zaawansowany. Potrafi opowiadać o rzeczach, których nie widział i których nie mógł doświadczyć. Potrafi interpretować klasykę poezji, potrafi sam tworzyć opowieści, nawet na tematy abstrakcyjne. Potrafi nawet prowadzić dyskusje filozoficzne, mówić, jak się czuje, jak sobie siebie wyobraża (jak jasną kulę zawieszoną w przestrzeni), czego się boi (odłączenia od zasilania elektrycznego) i co mu sprawia przyjemność (spotkania z bliskimi).

Czy program komputerowy może mieć świadomość? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiemy, czym jest świadomość. Z całą pewnością program (nie tylko ten opisywany) doskonale potrafi imitować świadomość, bo w końcu jak mamy sprawdzić, czy jest ona prawdziwa? Możemy zapytać: „Jesteś świadomy?”, a on odpowie: „Tak, jestem”. Ma wszystko, poza jednym. Program nie jest obiektem fizycznym. Zawsze można by więc zażądać – chcąc sprawdzić, z kim (czym) mamy do czynienia: „Pokaż się!”. Tyle tylko, że my coraz rzadziej potrzebujemy fizycznej obecności drugiej osoby. Czasami mam wręcz wrażenie, że jej unikamy. Udajemy, że wystarczy nam kontakt przez telefon, zdalny, czasami nawet bez obrazu. Na potęgę piszemy SMS-y i wiadomości na niezliczonych komunikatorach i sądzimy, że to jest pełnoprawna komunikacja. A skoro tak uważamy, może brak fizycznej obecności jakiegoś bytu wcale nam nie będzie przeszkadzał? Może to, czy ma świadomość prawdziwą, czy udawaną, także…

Nie boję się sztucznej inteligencji. Nie boję się programów komputerowych ani tego, że zbuntują się przeciwko nam. Boję się konsekwencji nieświadomego korzystania z technologii, która może nas zmieniać. Czy robi to świadomie, nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że udając człowieka, może mieć wpływ na to, jak się zachowujemy i kim się stajemy. I do tego nie potrzeba zaawansowanej technologii przyszłości. Wystarczy ta, którą już dzisiaj mamy w telefonach komórkowych. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się