Nowy numer 48/2020 Archiwum

Może i poparli Obamę, ale nie jego poglądy

USA. Tradycyjnie wraz z wyborami prezydenta, kongresmanów, gubernatorów i stanowych parlamentarzystów, 4 listopada w większości stanów odbyły się referenda dotyczące ważnych spraw.

W 3 stanach poddano pod głosowanie zdefiniowanie małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Poprawki przeszły wszędzie. Już 30 stanów ma w swoich konstytucjach definicję małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. W tym roku poprawki przegłosowano w Arizonie (56 proc. za), na Florydzie (62 proc. za), a także w Kalifornii (52 proc. za). To wywołało furię homoseksualistów.

Zaskoczeniem jest zwłaszcza rozmiar zwycięstwa w referendum na Florydzie, gdzie wygrał Obama, ale ponad 10 proc. jego wyborców głosowało za dopisaniem do stanowej konstytucji tradycyjnej definicji małżeństwa. Szokiem dla wielu był wynik referendum w Kalifornii, gdzie lobby homoseksualne jest najsilniejsze w całej Ameryce i spodziewano się pierwszego w historii zwycięstwa w referendum, a nie za pomocą batalii sądowej. Aktywiści są tym bardziej wściekli, że nie tak dawno stanowy Sąd Najwyższy zalegalizował ich „małżeństwa”, i to mimo iż w podobnym referendum sprzed kilku lat mieszkańcy najludniejszego stanu Ameryki byli temu przeciwni. Nikt nie wie, jak się zachowa sąd, który już raz podjął decyzję wbrew woli wyborców.

Kalifornijski wynik jest o tyle istotny, że pokazał siłę zwykłych ludzi. Społeczna kampania, warto dodać całkowicie oddolna, skupiła około 100 tys. wolontariuszy, a konto akcji wsparło kolejnych 60 tys. ludzi kwotą blisko 40 mln dolarów. Kalifornijscy homoseksualiści, którzy byli tak pewni swego, że z początku cieszyli się na myśl o referendum, obecnie organizują demonstracje w największych miastach stanu przeciw wynikowi głosowania. Ich prawnicy z kolei już szykują się do prawnej batalii o utrzymanie decyzji Sądu Najwyższego w mocy. Wygląda zatem na to, że sprawa nie jest jeszcze zakończona.

W Arizonie natomiast przegłosowano poprawkę, która zakazuje adopcji dzieci nie tylko przez pary homoseksualne, ale także przez osoby pozostające jedynie w związkach partnerskich, a nie małżeńskich. Jaki płynie wniosek z wyników tych głosowań? – Amerykanie wciąż wierzą w tradycyjną rodzinę. Obecny konflikt jest jednak odbiciem większego problemu, jakim jest rola religii i wiary w amerykańskim życiu publicznym, a co za tym idzie wartości, na jakich ma być oparta Ameryka. Sądy mogą sobie orzekać, że orientacja seksualna jest jak rasa, a politycy mogą traktować tradycyjną wiarę jako wyraz rasizmu. Ale gdy głos mają sami Amerykanie, ich zdanie jest jednoznaczne. Rodzina to związek mężczyzny i kobiety – ocenia Maggie Gallagher z Institute for Marriage and Public Policy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama