Nowy numer 33/2022 Archiwum

Męczennicy czasu rzezi

Urodzili się w tej samej libańskiej wsi, razem wstąpili do zakonu i rozpoczęli misję. Zginęli osobno, ale obaj zostali męczennikami.

Młodoturcy są bez religii, a raczej są prawdziwymi masonami Wschodu – pisał o. Tomasz Saleh krótko po objęciu władzy przez przedstawicieli tego nacjonalistycznego i ateistycznego ruchu. Jak zauważał, Młodzi Turcy naprawdę chcieli postępu i zjednoczenia skonfliktowanych grup należących do imperium. „Ale to niemożliwe, aby brutalna siła ateistycznego rządu mogła zrealizować taki projekt” – konkludował. „Wolność dana przez turecki rząd swojemu narodowi staje się trucizną” – zapisał rok później. Ostrzegał, że na spotkaniach młodotureckich kół padają hasła domagające się eksterminacji księży.

Maryjni protestanci

Ojcowie Tomasz Saleh i Leo­nard Melki pochodzili z wioski Baabadt, położonej 20 km od Bejrutu. Dziś to ładny kurort, lecz za ich życia miejscowość była biedna i zacofana. Górzysty teren nie sprzyjał rozwojowi rolnictwa. Baabadt miało za to historię sięgającą co najmniej rzymskich czasów oraz tradycję, zgodnie z którą mieszkańcy byli maronitami, a zatem należeli do wschodnich katolików. Leonard urodził się w 1881 r. jako Youssef Houais Melki, siódmy z jedenaściorga dzieci Habiba i Noury. Został ochrzczony w Kościele maronickim. Tomasz nosił świeckie imię Géries i był o dwa lata starszy od swego brata kapucyna.

Przodkowie zakonników zmienili wyznanie w dość groteskowych okolicznościach. Ich rodziny popadły w konflikt z miejscowym bogatym rodem Lahoud. Maronicki hierarcha opowiedział się po stronie Lahoudów, więc skłócone z nimi rody przeszły do kwakrów, którzy z tej okazji uruchomili misję i wyznaczyli dla nowych owieczek karę finansową za ewentualny powrót do dawnego wyznania. Protestanccy neofici z Baabadt nie przestali jednak czcić Maryi i pielęgnować pamięci o cudzie eucharystycznym, który przed laty miał się zdarzyć w tutejszym kościele. Jakiś czas później postanowili zostać katolikami obrządku łacińskiego. Wprawdzie rzymski Kościół z różnych powodów wolał, żeby maronici pozostali we własnej wspólnocie, ale byłych kwakrów można było przyjąć. Trzeba było tylko zdjąć z nich ekskomunikę, którą zaciągnęli wskutek wcześniejszego odejścia z Kościoła. Ostatecznie Youssef przyjął bierzmowanie w Kościele rzymskokatolickim.

Tym razem serio

Katolikom z Baabadt zaczęli posługiwać kapucyni. Ich przykład pociągnął młodych mieszkańców wsi i kilku innych postanowiło wstąpić do zakonu, choć oznaczało to porzucenie rodzinnych stron.

W 1895 r., w połowie roku szkolnego, Youssef i Géries dotarli do kolegium San Stefano niedaleko Stambułu. Rozeznawali powołanie i dużo się uczyli. Musieli poznać siedem alfabetów: łaciński, bułgarski, gruziński, grecki, rosyjski, turecki i ormiański. Uchodzili za solidnych studentów. W 1899 r. rozpoczęli nowicjat. Youssef otrzymał imię Leonard – na cześć świętego kaznodziei z Porto Maurizio. Géries został Tomaszem – ku czci doktora Kościoła z Akwinu. Po roku obaj trafili do seminarium w Bucy, położonej niedaleko Izmiru, czyli starożytnej Smyrny. Niezwykle silny był tam kult Matki Bożej. Zaledwie 20 lat wcześniej na podstawie objawień Katarzyny Emmerich niedaleko tego miejsca znaleziono dom, w którym Maryja miała spędzić ostatnie lata ziemskiego życia. Kiedy kapucyni zorganizowali w Smyrnie akademię ku czci Maryi, na wydarzenie to stawili się członkowie wszystkich zakonów z okolicy. Przemawiano w dwunastu językach, niekiedy wierszem. Zapisy na temat studiów Leonarda i Tomasza są skromne. Wiadomo, że święcenia kapłańskie przyjęli w 1904 r., a w 1906 r. zostali skierowani na misję do miasta Mardin, leżącego nad Tygrysem, niedaleko dzisiejszej granicy Turcji i Syrii.

Uczeni w Piśmie

40-tysięczny Mardin od dawna potrzebował misjonarzy mówiących po arabsku. Większość miejscowych stanowili muzułmanie, ale mieszkali tu też będący chrześcijanami Ormianie, Syryjczycy i Asyryjczycy. Ojciec Leonard został dyrektorem szkoły, a oprócz tego miał kierować grupą nazwaną Gwardią Honorową Najświętszego Serca oraz tercjarzami franciszkańskimi. Członków Trzeciego Zakonu było 400. Wyróżniali się gorliwością. Któregoś razu wpadli na pomysł zabawy, polegającej na dokańczaniu cytatów z Pisma Świętego – jeden zaczynał, inny musiał dokończyć, w przeciwnym razie tracił punkt. Prawie za każdym razem wszyscy trafiali.

Pracy nie brakowało także dla o. Tomasza. Jednak po pewnym czasie zmieniło się kierownictwo misji i obaj kapucyni zostali skierowani w inne miejsca. Ojciec Tomasz trafił do miasta Charput, którego mieszkańcy mówili po ormiańsku i turecku. Nie znał żadnego z tych języków, a gdy tylko poduczył się tureckiego, został przeniesiony do Diyarbakiru.

Ojciec Leonard opuścił Mardin w 1910 r. Skierowano go do miejscowości Maamouret-el-Aziz, gdzie działało słynące z dobrego poziomu nauczania gimnazjum. Praca wymagała podróży po okolicy. Tymczasem już w Mardin zakonnik zaczął cierpieć na ciągłe bóle głowy. W nowym miejscu jego zdrowie się pogorszyło. Przełożony twierdził, że choroba ma przyczyny „psychiczno-moralne”, ale zgodził się na przeniesienie Leonarda do Urfy.

Winni klęski

Ponad 50-tysięczne miasto, w którym mieszkało wtedy 13 tys. chrześcijan, leży niedaleko miejsca, gdzie miał się osiedlić patriarcha Jakub po ucieczce z domu. Na sytuację katolików wpływała jednak znacznie bliższa historia. W 1895 r. w inspirowanej przez sułtana Abdülhamida II rzezi zginęło tam 4 tys. chrześcijan, głównie Ormian. Tłum mieszkańców wspierał morderców podpalających kościół, w którym schroniły się kobiety. Podobne rzezie miały miejsce co pewien czas w różnych miejscach tureckiego imperium. W 1913 roku, w wyniku zamachu stanu, do władzy doszli Młodzi Turcy. Oni także nie chcieli na swoich ziemiach chrześcijan. Na początku I wojny światowej turecka armia kolejny raz doświadczyła kompromitujących klęsk, zaczęło się więc szukanie odpowiedzialnych. Poprzednie rzezie były chaotyczne, lecz tym razem Młodzi Turcy dokładnie zaplanowali ludobójczą operację.

Najpierw zamknęli katolickie szkoły, niekiedy wyrzucali uczniów na ulice w trakcie lekcji. Wyznawcom Chrystusa pracującym w służbach mundurowych odebrano broń. Potem pozwalniano tych, którzy pełnili funkcje w państwowych instytucjach. W Charpucie policja wspólnie z tłumem zdemolowała placówkę, a kościół zamknięto, nie pozwalając nawet wynieść Najświętszego Sakramentu.

Męczeństwo

Ojciec Leonard od pewnego czasu posługiwał w Mardin. Tamtejsza policja zaczęła nachodzić klasztor, kościół i dom biskupa Ignacego Maloyana. Szukała broni i plądrowała pokoje. Broni nigdy nie znaleziono, ale rewizje powtarzano. Po pewnym czasie Ormian i innych chrześcijan zaczęto wywozić z miasta. Mieli być deportowani, ale w rzeczywistości wszystkich zabijano. Do aresztów trafili duchowni, w tym bp ­Maloyan i o. Leonard. Obu poddano torturom. Zakonnik z Baabadt został powieszony za nogi, był bity, oprawcy wyrywali mu paznokcie. Mimo to błogosławił swoich katów.

11 czerwca 1915 r. policjanci zorganizowali marsz śmierci. Podzielili więźniów na 40-osobowe oddziały i kazali im iść przez pustynię. W każdej grupie skazańców znalazł się ksiądz, m.in. o. Leonard i bp Maloyan. Po sześciu godzinach drogi każdy z więźniów otrzymał propozycję: życie w zamian za porzucenie chrześcijaństwa. Nikt z niej nie skorzystał, więc wszyscy zostali rozstrzelani.

Tymczasem o. Tomasz na początku wojny musiał uciekać z Diyarbakiru do Urfy. Tam też nie było spokojnie. Po Wielkanocy 1915 r. zamordowano kilkuset Ormian. Przez pewien czas o. Tomaszowi udawało się uniknąć niebezpieczeństwa. Ukrywał jednak ormiańskiego księdza, który został fałszywie oskarżony o posiadanie broni. Z tego powodu w styczniu 1917 r. zakonnik sam trafił do więzienia. Był maltretowany, złapał tyfus. Razem z innymi pędzono go do odległego o ponad 200 km miasta Maras. Z powodu choroby i wycieńczenia zmarł w drodze. Do końca powtarzał, że ufa Bogu i nie boi się śmierci.

Proces beatyfikacyjny pochodzących z Baabadt męczenników rozpoczął się w 2004 r. Beatyfikację zaplanowano na czerwiec 2021 r., lecz uniemożliwiła ją pandemia. Ostatecznie 4 czerwca 2022 r. o. Leonard Melki i o. Tomasz Saleh zostali wyniesieni na ołtarze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się