Nowy numer 49/2020 Archiwum

Energia z wody czy woda z mózgu?

Coraz modniejsze stają się auta napędzane wodorem. Bo podobno stosowanie paliwa wodorowego eliminuje emisję CO2.

Wodór ma być paliwem przyszłości, bo po połączeniu z tlenem, oprócz energii, produkuje wodę. Żadnych spalin. Tlenu jest wszędzie pełno. Tak samo jak wodoru. Zdania w rodzaju: „Atomy wodoru to 94 proc. populacji wszystkich atomów we wszechświecie, wodór to 75 proc. masy całego wszechświata...” lub: „Zasoby wodoru mamy darmowo, nieograniczone w olbrzymich zasobach wodnych mórz oceanów i rzek” są prawdziwe, ale…

Skąd wziąć wodór?
Wodór w stanie wolnym w środowisku ziemskim prawie nie występuje. Skąd więc go wziąć? Chociażby z wody. Jedna jej cząsteczka to połączenie 2 atomów wodoru z jednym atomem tlenu. To połączenie można oczywiście rozdzielić w procesie tzw. elektrolizy. Jest to jednak sposób nadzwyczaj kosztowny, bo trzeba tu użyć najdroższej – bo elektrycznej – postaci energii. I to w dużych ilościach. Gdyby tak wyprodukowany wodór spalić np. w silniku samochodowym, to dostaniemy z powrotem wodę, a uzyskana ilość energii napędzającej pojazd nigdy nie przewyższy tej zużytej w elektrolizie. W praktyce, ze względu na małą sprawność silników spalinowych, będzie znacznie mniejsza.

Istnieją też inne metody produkcji wodoru. Są to tzw. reforming gazu ziemnego bądź produktów ropopochodnych lub produkcja „wodoru z węgla”. Ten ostatni zwrot jest nie do końca poprawny, bo wodór uzyskuje się z reakcji węgla z parą wodną (tzw. gazyfikacja). Sam wodór pochodzi znowu z wody. Wspomniane metody są tańsze, ale także tutaj uzyskamy mniej energii, niż zużyliśmy do produkcji wodoru. Prawa fizyki są nieubłagane.

Woda w rurze?
Powszechnie lansowane twierdzenie, że stosowanie paliwa wodorowego eliminuje całkowicie emisję niechcianego CO2, jest mitem. Spalanie wodoru istotnie daje jako produkt tylko parę wodną. Ale, aby spalić, trzeba najpierw wodór wyprodukować. Do tej produkcji potrzebna jest energia, która pochodzi często ze spalania paliw kopalnych. A to oznacza emisję CO2. Choć może lepiej, kiedy ten gaz wylatuje wysokim kominem elektrowni czy zakładów chemicznych niż rurą wydechową tradycyjnego, spalinowego samochodu. Przy produkcji wodoru łatwiej jest też CO2 wyłapać i zmagazynować – o ile ktoś rzeczywiście uważa to za konieczne.

Samochody napędzane wodorem w swojej ofercie chce mieć każdy szanujący się koncern motoryzacyjny. Dawniej Terminator, a dzisiaj gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger, jest właścicielem ogromnego terenowego samochodu hummer. Wóz jest wyposażony w tradycyjny silnik spalinowy o monstrualnej mocy 180 KM, ale spala wodór zamiast benzyny. To cudo waży ok. 4,5 tony, gdyż musi dźwigać pancerny zbiornik na sprężony do ponad 350 atmosfer wodór. Mieści go tyle, że starcza na przejechanie mniej niż 100 km. O osiągach tego samochodu (przyspieszenie, prędkość maksymalna) źródła dyskretnie milczą. Cała sprawa jest wyłącznie reklamą, gdyż nie posiada grama sensu technicznego. Na wyprodukowanie wodoru zużywa się ten sam surowiec, z którego można sporządzić benzynę lub olej napędowy. Co więcej, podczas jazdy na wodorze do atmosfery emitowane jest globalnie więcej CO2 niż przy korzystaniu z benzyny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się