Nowy numer 21/2022 Archiwum

Prorodzinni

Prowadzą poradnictwo dla małżeństw, wspierają potrzebujących, organizują wyjazdy dla dzieci – w Polsce działają dziesiątki organizacji prorodzinnych. Większość funkcjonuje dzięki pracy za „Bóg zapłać”.

Skupiamy się na wychowaniu młodego pokolenia, formacji rodzin, pomocy seniorom – mówi „Gościowi” Stanisława Repa, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Legnickiej.

– Tworzymy program młodzieżowych ambasadorów tolerancji – opowiada Wojciech Słonina, prezes Instytutu Rozwoju Społecznego z Krakowa. – Chcemy odzyskać pojęcia zawłaszczone przez osoby identyfikujące się z ruchami LGBT, jak miłość i tolerancja.

„Pilnujemy szkoły przed prowadzeniem permisywnej edukacji seksualnej” – czytamy z kolei na stronie stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci. Organizacje prorodzinne mogą kojarzyć się z aktywistami dyskutującymi w sejmie lub studiu telewizyjnym z działaczami gejowskimi. Badanie przez Fundację Instytut Analiz Płci i Seksualności „Ona i On” nie potwierdza tego obrazu.

Po pierwsze pomoc

Analiza Potrzeb Organizacji Prorodzinnych (APOP) powstała na podstawie tego, co stowarzyszenia i fundacje, które uważają się za prorodzinne, mówią na swój temat. Badanych zapytano o to, jak radzili sobie w 2018 lub 2019 roku.

Organizacje działające publicznie są siłą rzeczy częściej obecne w mediach i bardziej rozpoznawalne, mają wiedzę prawniczą i możliwość działania na dużą skalę, bez czego nie dałoby się np. zebrać kilkuset tysięcy podpisów pod projektem ustawy. Wśród przeszło 70 przebadanych grup takich stowarzyszeń jest zaledwie kilka. Zdecydowana większość zajmuje się konkretną pomocą dla rodzin (robiło to 72 proc. pytanych o rok 2018 i 87 proc. pytanych o rok 2019) oraz szeroko rozumianą profilaktyką społeczną (78 proc. w 2018 roku i wszyscy zapytani o 2019 rok).

– Mamy tu pomoc charytatywną, wsparcie w zakresie wychowawczej funkcji rodziny, działania profilaktyczne wśród młodzieży, produkujemy materiały edukacyjne, a także organizujemy działania na rzecz wzmacniania rodzin czy fundamentów społecznych. Ale świadczymy też poradnictwo bioetyczne, jest również duszpasterstwo narzeczonych i małżeństw – wylicza Agnieszka Marianowicz-Szczygieł, wiceprezes Instytutu Ona i On. Niejedna organizacja, nawet mała, wysyła różne listy czy apele do władz krajowych i samorządowych. Jednak mniej niż 1/3 badanych stowarzyszeń wskazuje politykę publiczną jako swoje pole działania.

Robimy wszystko

Większość przepytanych stowarzyszeń działa w dużych miastach i funkcjonuje powyżej dziecięciu lat. Stowarzyszenia z Legnicy istnieje od 1994 roku. W roku 2012 uruchomiło w swoim mieście poradnię rodzinną. „Pomocy będą udzielali psycholodzy, pedagodzy, księża i mediatorzy życia rodzinnego, a także lekarze. A jeżeli zajdzie taka potrzeba, to nawet egzorcysta” – pisał wtedy portal legnica.naszemiasto.pl. Wsparcie adresowano do różnych grup osób: par zawierających małżeństwo, ludzi uzależnionych, rodziców przewlekle chorych dzieci. Na przełomie lat 2013 i 2014 odbyły się warsztaty komunikacyjne. 26 specjalistów prowadziło w różnych miejscowościach zajęcia dla przyszłych liderów, by ci mogli z kolei uczyć rodziców strategii wychowawczych wspomagających rozwój moralny dziecka czy aktywnego słuchania i kontrolowania złości. Oprócz tego stowarzyszenie przygotowuje paczki świąteczne dla potrzebujących i uczestniczy w diecezjalnych konferencjach, a jego członkowie regularnie biorą udział w spotkaniach formacyjnych. Fundacja kilkanaście razy organizowała akcję „No promil – no problem”, prowadziła Szkolne Inkubatory Porozumienia mające pomagać w rozwiązywaniu konfliktów, ale też upamiętnia rocznicę Bitwy Warszawskiej.

Grupy odpowiadające na ankietę APOP wymieniały też takie działania jak prowadzenie duszpasterstwa małżeństw i narzeczonych, ochrona życia poczętego, pomoc samotnym matkom czy inicjatywy na rzecz lokalnych społeczności.

Wojna przyszła sama

Organizacje prorodzinne kojarzone są często z walką z ideologią genderową. Większości z nich nie zakładano jednak z myślą o konfrontacji z lewicowymi aktywistami. Wymusiła to sytuacja. Instytut Rozwoju Społecznego miał za sobą 8 lat profilaktycznej pracy z młodzieżą, gdy w 2014 roku wziął udział w tworzeniu Koalicji Obywatelskiej dla Rodziny. – Teraz już każdy wie, co to gender, wtedy hasło to nie było tak rozpoznawane – opowiada Wojciech Słonina. – Zależało nam na tym, żeby tematyka prorodzinna znalazła się wśród tematów pojawiających się w ówczesnych kampaniach wyborczych.

Jak zaznacza, IRS nie chce brać udziału w walce. – Nie działamy głośno, raczej pozytywistycznie – tłumaczy. Wojna w przestrzeni publicznej sprawiła, że fundacja zaczęła bardziej stanowczo przyznawać się do chrześcijańskich wartości, na których się opiera.

Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza ma dziś sześć procesów wytoczonych przez lewicowych aktywistów. Grupa wyrosła jednak z Bielańskiego Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych, które kilkanaście lat temu zajmowało się przede wszystkim regularną pomocą małżeństwom mającym liczne potomstwo. Raz w tygodniu rozdawano pieczywo otrzymywane z zaprzyjaźnionej piekarni, od czasu do czasu przekazywano również kaszki dla dzieci i mleko w proszku z banku żywności. Większą część siedziby znajdującej się w kamienicy na warszawskich Bielanach zajmowały wielkie lodówki i kartony z jogurtami. Dopiero rosnąca popularność ideologii gender sprawiła, że członkowie stowarzyszenia zajęli się tym tematem.

Są i takie grupy, które powstały w odpowiedzi na zagrożenie deprawacją. Dla stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci jednym z głównych celów jest pilnowanie, by w szkołach nie przeprowadzano szkodliwych zajęć, oraz śledzenie polskiego i międzynarodowego prawa dotyczącego rodziny.

Kątem na plebanii

Nie wszystkie organizacje prorodzinne uznają się za religijne. To większość, nieprzekraczająca jednak 60 proc. Wiele grup nie byłoby jednak w stanie funkcjonować, gdyby nie wsparcie miejscowej parafii lub diecezji.

– Korzystamy nieodpłatnie z lokalu Domu Formacyjnego katedry w Legnicy. Sprzęt komputerowy był, ale się zestarzał, więc pracujemy na prywatnym. Środki ze składek przeznaczamy na wkład własny w projekty, nie na wyposażenie. Papierkową robotę sekretarz wykonuje u siebie, a ja u siebie – mówi Stanisława Repa. Ludzie pracujący dla legnickiego stowarzyszenia, w tym specjaliści z różnych dziedzin, są na ogół wolontariuszami. Podobnie jest w wielu innych organizacjach. W ankiecie APOP pytano o motywację do prowadzenia działalności. Nikt nie zaznaczył odpowiedzi: „satysfakcja finansowa”. Aktywiści – a ponad połowa z nich ma przynajmniej troje dzieci – muszą szukać pieniędzy, gdzie tylko się da, a zdarza się nawet, że do działalności dokładają. Ponad 40 proc. stowarzyszeń prorodzinnych ma do dyspozycji nie więcej niż 10 tys. zł rocznie. To mniej niż potrzeba na wynajęcie lokalu w Krakowie lub Warszawie. To także mniej niż dochody przeciętnej organizacji pozarządowej. Z raportu Stowarzyszenia Klon/Jawor przytoczonego przez autorów APOP wynika, że przeszło 40 proc. NGO (jeśli wziąć pod uwagę wszystkie, niezależnie od obszaru działania) może liczyć na 10–100 tys. zł rocznie. Z kolei największy odsetek grup organizacji, które można uznać za równościowe, dysponuje środkami od 100 tys. do 1 mln zł rocznie. Prawie żadna z badanych organizacji nie ma stałych kontaktów z biznesem. Zdaniem naszych rozmówców przez długi czas także krajowe i samorządowe władze chętniej wspierały stowarzyszenia inne niż wspierające tradycyjną rodzinę. W grudniu 2020 roku wystartował program grantowy „Po pierwsze rodzina”. Na 350 złożonych wniosków dotacje na łączną kwotę 8,6 ­mln ­zł otrzymało 38 organizacji. – Kiedyś zauważało się wyraźne wychylenie ideologiczne, teraz sytuacja jest bardziej zrównoważona. Nie widzę przechylenia w drugą stronę – ocenia Wojciech Słonina. Jak zaznacza Agnieszka Marianowicz-Szczygieł, sytuacja wymusza na prorodzinnych NGO profesjonalizację. Wszystko wskazuje jednak na to, że aktywność w tych stowarzyszeniach nadal pozostanie tym, czym powinna być działalność w organizacjach pozarządowych – pracą dla idei. – Działania w ramach IRS wynikają z poczucia misji i wiary, że to ma sens i jest potrzebne – podkreśla Wojciech Słonina. A Stanisława Repa dodaje: – Jestem ogromnie wdzięczna naszym wolontariuszom: seniorom, młodzieży, specjalistom, którzy oprócz pracy zawodowej wykonują też pracę nieodpłatną, i to w czasach, kiedy wielu nic się nie chce. Im chce się pomagać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama