Nowy numer 19/2022 Archiwum

Dzięki nim Jezus może przechadzać się po miastach, do których inaczej nie miałby jak dotrzeć

O niezwykłym spotkaniu z nieżyjącym już bratem Jean-Pierrem, jego wspomnieniach tragicznej nocy, dawaniu świadectwa i życiu wśród muzułmanów - opowiada siostra Faustyna z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich we Francji.

Czy coś Siostrę poruszyło podczas tego spotkania?

Osobiście pomyślałam o mojej wspólnocie, o moich siostrach. W Vézelay jest nas w tej chwili dziesięć. Ich było dziewięciu... Siedmiu umiera męczeńsko w tym samym czasie. Wspólnota w momencie przestaje istnieć. Zostajesz sam. Wszystko straciłeś, straciłeś tych, którzy ci byli najbliżsi. Jak z tym żyć? Jak iść do przodu ? Jak zrozumieć, dlaczego tamci odeszli, a ty zostałeś? Brat Jean-Pierre odpowiedział nam w prostocie na te trudne pytania. Podkreślił, że szukał na nie odpowiedzi zanurzając się w Słowie Bożym. Po uprowadzeniu przypomniał sobie słowa Chrystusa:

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24, 41-44).

Czy oznacza to, że tamtej nocy nie byłem gotów na przyjęcie Pana? - pytał. Odpowiedź nie jest łatwa, a Jezus nie powiedział nam, która z tych dwóch osób jest szczęśliwsza: ta wzięta, czy ta zostawiona. Spontanicznie myślimy, że ta, która została wzięta… Ale ta, która została zostawiona, nawet jeśli jej sytuacja wydaje się gorsza, ma wartość w oczach Pana, razem z tym wszystkim, co jeszcze przed nią. Zamęt w sercu pozostawał. Aż do dnia, w którym brat Jean-Pierre dostał krótki list od pewnej siostry zakonnej, w którym wyczytał: «Są bracia, którzy mieli dać świadectwo darem oddanego życia, są też inni, którzy mają świadczyć życiem ». Ocalony mnich powoli przyjął i zrozumiał jego misję: Świadectwo. Świadczyć słowem i życiem, to piękna sprawa, ale jakże wymagająca – dodał. Zwłaszcza, że od premiery filmu "Ludzie Boga", coraz więcej turystów i pielgrzymów zaczęło przyjeżdżać do Midelt, żeby go spotkać, posłuchać jego (ich!) historii, zobaczyć jak żyją dzisiaj ci mnisi, którzy starają się kontynuować misję braci z Tibhirine.

Z perspektywy czasu jak Siostra wspomina brata Jean-Pierre'a? 

Poruszyła mnie postać tego przygarbionego staruszka. Wystarczyło, żeby podniósł nieco oczy w czasie rozmowy, żeby dostrzec jego spojrzenie. Głębokie. Doświadczone. Oczyszczone. Jako mniszka, chciałabym się tak zestarzeć.

Jaki jest stosunek do wyznawców islamu w Tibhirine?

 Jeśli chodzi o stosunek do islamu, to w Tibhirine, jak i dzisiaj w Midelt, muzułmanie byli, są i będą: sąsiadami, pomocnikami, przyjaciółmi. Celem braci nigdy nie był i nie będzie prozelityzm (zresztą w Algierii, jak i w Maroko zakazany). Nikt tu nikogo nie chce nawracać. Jedyną formą głoszenia Ewangelii jest ich modlitwa i po prostu braterskie, ubogie życie. Ci mnisi tam po prostu są i niosą Chrystusa w sobie. Dzięki nim może się On przechadzać po miastach, do których inaczej nie miałby jak dotrzeć. 

   

 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama