Nowy numer 48/2021 Archiwum

Wschodnia granica jest zabezpieczona

O sytuacji na granicy polsko-białoruskiej oraz strategii Polski w kwestii przyjmowania migrantów i uchodźców mówi Paweł Soloch.

Bogumił Łoziński: Codziennie polskie służby zatrzymują na naszej wschodniej granicy kilkuset nielegalnych imigrantów. Czy zdołamy się obronić przed tym naporem?

Paweł Soloch: Rzeczywiście, liczba próbujących nielegalnie przekroczyć tę granicę zwiększa się, chociaż jednocześnie otrzymujemy sygnały, że w ostatnim czasie strumień migrantów jest przez reżim Łukaszenki przekierowywany np. w stronę Finlandii. Wiemy też, że Białoruś ograniczyła wydawanie wiz, co wskazuje, że kraj ma problemy z migrantami – nie przedostają się oni przez granicę, lecz pozostają na jej terenie. Na odcinku, który zabezpieczamy, panujemy nad sytuacją.

Czy rosnąca liczba migrantów na terenie Białorusi może zmusić Łukaszenkę do ograniczenia albo zaprzestania przerzucania ich do Polski?

Szacuje się, że za granicę strefy Schengen z Białorusi przedostało się maksymalnie 6 tys. migrantów. Co najmniej drugie tyle, jeśli nie więcej, pozostaje na terenie Białorusi. Początkowo traktowano ich dobrze, m.in. dlatego, że określone osoby z aparatu władzy czerpią zyski z ich przerzucania. Jednak gdy nie udaje im się przedostać do Polski, a kończą się im pieniądze, zaczynają się problemy. Takie osoby muszą opuścić hotel i np. zajmują pustostany. W miastach zaczynają egzystować duże grupy imigrantów, ludzi zdesperowanych, często bez środków do życia – to może być źródłem problemów. Na pewno takie osoby stanowią obciążenie dla reżimu Łukaszenki.

Rośnie też liczba nielegalnych imigrantów przekraczających granicę Polski z Niemcami. Padają więc zarzuty, że nasza wschodnia granica jest nieszczelna.

Mamy do czynienia z dwoma odmiennymi ocenami. Krytykują nas media sprzyjające opozycji, ale opinia władz niemieckich jest pozytywna. Prezydent Andrzej Duda rozmawiał z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem, który poparł nasze działania wobec migrantów i zapewnił, że strona niemiecka nie zamierza wprowadzać dodatkowych ograniczeń na granicy, np. kontroli. Wydała ona także specjalny komunikat, że nie będzie ograniczać ruchu granicznego. Minister spraw wewnętrznych Niemiec w liście do ministra Mariusza Kamińskiego również wysoko ocenił działania strony polskiej. Trzeba mieć świadomość, że część migrantów przedostaje się na Zachód, przekraczając naszą granicę z Litwą. Polskie instytucje są w stałym kontakcie z instytucjami niemieckimi i innych krajów zajmujących się migrantami.

Dlaczego UE nie udzieliła Polsce bezpośredniego wsparcia przy ochronie naszej wschodniej granicy? Przecież to także wschodnia granica Unii.

Takie wrażenie może powstać na podstawie przekazów mediów krytycznych wobec rządu. Sytuacja na wschodniej granicy stała się elementem konfrontacji politycznej wewnątrz kraju. Media popierające opozycję przekonują, że Unia nie popiera działań rządu na granicy. To nieprawda. Unia nas popiera. Na ostatnim szczycie przywódców unijnych zapowiedziano wprowadzenie nowych sankcji przeciwko Białorusi. Mamy także deklarację Frontexu o pomocy w organizacji powrotu migrantów do krajów pochodzenia. Popierają nas kraje NATO. W wymiarze politycznym otrzymujemy pełne wsparcie. My i UE wywieramy presję na Białoruś, a także na Rosję, która jest w tle całego problemu. W wyniku rozmów z Turcją zmniejszyła się liczba połączeń ze Stambułu do Mińska. W krajach, z których przylatują migranci, prowadzimy akcję informacyjną, że przyjazd na Białoruś jest przedsięwzięciem niebezpiecznym, nieopłacalnym, a granica Polski jest bardzo dobrze strzeżona i nie ma możliwości jej przekroczenia. Informujemy też, że Białoruś nie graniczy z Niemcami. Część migrantów nie ma świadomości co do warunków klimatycznych itd. Taką akcję prowadzimy w mediach społecznościowych. Wszystkie te działania odnoszą skutek. Natomiast jeśli chodzi o naszą wschodnią granicę, to w obecnej chwili dysponujemy wystarczającymi siłami, żeby ją zabezpieczać, nie ma więc potrzeby, aby prosić o wsparcie inne państwa.

Pod koniec listopada skończy się stan wyjątkowy na wschodniej granicy. Czy rozważane są inne formy obostrzeń na tym obszarze?

Najważniejsze, abyśmy po zakończeniu stanu wyjątkowego wykazali się elastycznością w działaniu i zdolnością do reagowania w zależności od sytuacji. Z ustawy o budowie bariery granicznej wynika możliwość wprowadzenia ograniczeń dla osób postronnych w 200-metrowym pasie przygranicznym. Zobaczymy, jak duży będzie napór imigrantów. Warunki pogodowe są coraz gorsze, więc być może się on zmniejszy.

Czy dziennikarze zostaną wpuszczeni na granicę, aby móc relacjonować, co się tam dzieje?

Powinniśmy znaleźć rozwiązanie, które jednocześnie pozwoli dziennikarzom przekazywać informacje o sytuacji na granicy oraz zapewni zarówno bezpieczeństwo przebywającym na terenach przygranicznych osobom, jak i najlepsze warunki do pracy Straży Granicznej i żołnierzom. Pamiętamy o nieodpowiedzialnych zachowaniach polityków czy dziennikarzy na granicy przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie.

Czy Polska ma całościową strategię, jak postępować w razie napływu tysięcy migrantów i uchodźców przez wschodnią granicę? Kogo przyjmujemy, a kogo nie, ile osób? Jakie kryteria zastosujemy?

Działamy w oparciu o obowiązujące reguły prawa i porozumienia międzynarodowe. Ostatnia duża akcja to przywiezienie samolotami ok. 1200 uchodźców z Afganistanu, którzy współpracowali z nami albo naszymi sojusznikami, a których życie było zagrożone po przejęciu władzy przez talibów. Część z nich została w Polsce, stworzyliśmy im warunki do życia. Oprócz tego przyjmujemy migrantów zarobkowych czy uchodźców starających się o to drogą formalną, np. występujących o ochronę międzynarodową. Przyjęliśmy kilkanaście tysięcy obywateli Białorusi, gdy po sfałszowanych wyborach musieli uciekać przed reżimem Łukaszenki. Mamy pracujących tu Ukraińców – szacuje się, że nawet do 2 mln osób. Są Turcy, Ormianie, Hindusi, Irakijczycy, Filipińczycy, Wietnamczycy, Nigeryjczycy. Ich liczba wzrasta, ale odbywa się to w sposób kontrolowany.

Ilu uchodźców możemy przyjąć?

W ośrodkach dla cudzoziemców mamy około 2 tys. miejsc i obecnie prawie wszystkie są zajęte. Gdyby fala migrantów szła w tysiące, musielibyśmy stworzyć dla nich dodatkowe miejsca. Jednak idzie zima, powstanie też zapora na granicy, więc liczba migrantów nie powinna się znacznie zwiększać. Myślę, że przez dłuższy czas na granicy będzie panowała sytuacja wyjątkowa. Niestety, w pewnym stopniu powrócił czas podziałów między Wschodem a Zachodem z czasów zimnej wojny. Dlatego zamiast sytuacją migrantów, przejmowałbym się losem naszych najbliższych sąsiadów, np. Białorusinów, którzy będą mieli utrudniony wjazd do Polski czy krajów zachodnich. To, że mogli tu przyjeżdżać, potrzeć, jak żyje się w normalnym, demokratycznym kraju, było dla nich bardzo ważne, nieśli te doświadczenia do siebie.

Wątpliwości w postępowaniu polskich władz budzi aspekt humanitarny. Co jakiś czas na granicy znajdowani są nieżyjący uchodźcy, cofamy na Białoruś rodziny z dziećmi, nie jest dopuszczana pomoc humanitarna. Dlaczego?

To niewątpliwie jest dramatyczny aspekt sprawy. Śmierć człowieka jest tragedią. Jednak w pierwszym rzędzie fakt ten obciąża władze białoruskie. Tym niemniej stoimy przed tragicznym dylematem: otwieramy granicę i pozwalamy każdemu wejść, a później musimy sobie z tymi ludźmi radzić, czy też bronimy naszej granicy. Kilka dni temu z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy i rządu wysłaliśmy już trzeci transport z pomocą dla migrantów na terenie Białorusi. Prezydent zaapelował do białoruskich władz o jego wpuszczenie. Niestety, nic nie wskazuje na to, że tak się stanie. Polska jest gotowa zapewnić migrantom namioty, wyżywienie, odzież i inne środki, ale po stronie białoruskiej.

Kościół katolicki w Polsce od dawna bezskutecznie apeluje do rządu o stworzenie korytarzy humanitarnych, które są bezpiecznym i legalnym programem przesiedlania najbardziej potrzebujących uchodźców. Dlaczego polskie władze się na nie zgadzają?

Jest to na pewno temat do podjęcia, znajduje się w polu zainteresowania prezydenta i na pewno będziemy o tym rozmawiać.•

Paweł Soloch

szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Od 1992 r. pełnił różne funkcje w strukturach państwa, był m.in. wiceministrem w MSWiA i szefem obrony cywilnej kraju. Ukończył wydział historyczny Uniwersytetu Warszawskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także